Ruiny zamku Ogrodzieniec są jednymi z najbardziej znanych w Polsce. Warownia wznosi się na Górze Janowskiego, najwyższym wzniesieniu Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, i jest częścią słynnego Szlaku Orlich Gniazd. Jej historia sięga średniowiecza, a w XVI wieku zamek przebudowano w reprezentacyjną renesansową rezydencję.
W dzień ruiny zamku Ogrodzieniec przyciągają przede wszystkim turystów. Po zmroku atmosfera robi się jednak zupełnie inna. Od pokoleń w okolicy opowiada się o ogromnym czarnym psie, który ma pojawiać się na zamkowych murach i dziedzińcu.
Choć brzmi to jak klasyczna, wymyślona opowieść o nawiedzonym zamku, jest w niej jeden szczegół, który wyróżnia ją na tle innych legend. Miejscowy czarny pies nie jest bowiem przedstawiany jako zwykły duch. Według podań ma być nim dawny właściciel zamku - Stanisław Warszycki.
Pan na zamku i "męczarnia Warszyckiego"
Stanisław Warszycki był kasztelanem krakowskim i jednym z najpotężniejszych magnatów XVII wieku. W 1669 roku kupił Ogrodzieniec od Mikołaja Firleja, a zamek, częściowo zniszczony podczas potopu szwedzkiego, za jego czasów odbudowano. Warszycki nie był jednak wyłącznie właścicielem majątku. Podczas potopu pozostał wierny królowi Janowi Kazimierzowi i wsparł obronę Jasnej Góry. Jego ważną siedzibą był Danków, którego rozbudowane fortyfikacje nie zostały zdobyte przez Szwedów. Warszycki przekazał również część uzbrojenia z Dankowa na potrzeby obrony Jasnej Góry.
Z czasem wokół magnata zaczęły narastać jednak zupełnie inne opowieści. Przypisywano mu bezwzględność i okrucieństwo wobec poddanych, a w Ogrodzieńcu do dziś można znaleźć miejsce nazwane "męczarnią Warszyckiego". Według legendy właśnie tam miał osobiście nadzorować tortury. Tyle że historycy nie potwierdzają tej wersji - oficjalne materiały dotyczące zamku wskazują, że grota była w rzeczywistości strażnicą, z której roztaczał się dobry widok na okolicę.
Diabelska kara. Jak pan został psem
Z tych opowieści wyrósł późniejszy wizerunek Warszyckiego jako wyjątkowo okrutnego pana. Według legendy nie umarł. Za swoje przewiny miał zostać porwany przez diabła. Ten natomiast przemienił magnata w ogromnego czarnego psa z czerwonymi oczami, który odtąd skazany był na wieczną tułaczkę po zamkowych ruinach.
Wielki majątek Warszyckiego stał się kolejnym źródłem legend. Przez lata krążyły historie o jego skarbach, które miały trafić do Ogrodzieńca wraz z wianem jego córki Barbary. Według zachowanych informacji część tego majątku została później przewieziona i zdeponowana na Jasnej Górze.
W jednej z wersji opowieści o czarnym psie zwierzę ciągnie za sobą ponad trzymetrowy łańcuch i pilnuje właśnie swojego ukrytego majątku.
Jak powstała legenda o psie z zamku Ogrodzieniec?
Trudno wskazać jeden moment, w którym legenda powstała. Wiadomo natomiast, że opowieść o czarnym psie od dawna funkcjonuje w lokalnej tradycji. Według przekazów mieszkańcy okolicy mieli słyszeć nocą brzęk łańcucha i widywać dużą, czarną sylwetkę poruszającą się wokół zamku. Opisywano również sytuacje, w których zwierzęta miały niechętnie przekraczać zamkową bramę po zmroku.
Oczywiście nie ma żadnych historycznych dowodów na to, że po ruinach Ogrodzieńca chodzi duch Warszyckiego w psiej postaci. Są natomiast ustne relacje mieszkańców, które przez lata podtrzymywały opowieść. Zresztą nie ona jedna, bo w ruinach zamku wprost roić ma się od duchów jego dawnych mieszkańców.
Inne duchy Ogrodzieńca. Biała Dama
W opowieściach związanych z Ogrodzieńcem po zmroku pojawiają się nie tylko Warszycki i jego czarny pies. Zenon Gierała w książce "Zamki i klasztory w legendach i baśniach polskich" przytacza kilka innych historii o zjawach, które miały pojawiać się wśród zamkowych murów.
Jedna z nich dotyczy Olimpii Bonerówny. Bonerowie należeli do najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin związanych z historią Ogrodzieńca. Pochodzili z południowych Niemiec i dorobili się ogromnego majątku w Krakowie, a w XVI wieku odegrali ważną rolę również w dziejach zamku. W 1523 roku Ogrodzieniec znalazł się w rękach Jana Bonera, a po jego śmierci dobra przejął jego bratanek Seweryn, który w latach 30. XVI wieku rozpoczął wielką przebudowę średniowiecznej warowni w reprezentacyjną rezydencję o późnogotycko-renesansowym charakterze. Po śmierci Stanisława Bonera w 1560 roku majątek odziedziczyła jego siostra Zofia, żona Jana Firleja, i w ten sposób Ogrodzieniec przeszedł w ręce Firlejów. Posiadłość pozostawała w ich władaniu przez kolejne dziesięciolecia, aż w 1669 roku Mikołaj Firlej sprzedał Ogrodzieniec Stanisławowi Warszyckiemu – bohaterowi opowieści o czarnym psie.
Powróćmy jednak do smutnej historii Olimpii Bonerówny. Podobno była ona córką Seweryna Bonera. Zakochała się w rycerzu Stanisławie Kmicie, ale jej ojciec miał sprzeciwiać się temu związkowi. Legenda głosi, że Boner przechwytywał listy zakochanych i podesłał Kmicie fałszywą wiadomość, że Olimpia wychodzi za innego.
Zrozpaczony rycerz miał rzucić się ze skały. Kiedy Olimpia dowiedziała się o jego śmierci, według opowieści wyskoczyła z okna południowej wieży Ogrodzieńca. Od tamtej pory jej duch ma pojawiać się o północy jako Biała Dama.
Historycy nie znajdują jednak potwierdzenia, że Olimpia w ogóle istniała. Gmina Zabierzów, opisując legendę o Kmicie i Bonerównie, wskazuje wprost, że Seweryn Boner rzeczywiście miał córkę, ale źródła podają jej imię jako Zofia.
Duchy chciwych braci
Z Ogrodzieńcem wiąże się też legenda o dwóch braciach, których nazywano "Bonerkami". Mieli być niezwykle chciwi i przez całe życie gromadzić majątek. Przed śmiercią zażyczyli sobie, by pochowano ich razem ze zgromadzonymi skarbami. Według opowieści ich grobu pilnowali rycerze, którzy nocami musieli odpędzać zjawy skrzywdzonych przez braci.
Nic dziwnego, że wokół Ogrodzieńca przez lata narosło tak wiele legend. Ich bohaterami są zarówno postacie historyczne, jak i te, które powstały w ludowej wyobraźni. Niewątpliwie dzięki jednym i drugim ruiny zamku zyskały własny świat duchów, skarbów i tajemnic, który do dziś przyciąga turystów.