Rosyjski oficer zgłosił się do niewoli ukraińskiej. Nie chce wracać do Rosji

Rosyjski oficer sam zgłosił się do niewoli ukraińskiej Gwardii Narodowej. W rozmowie przekazał, że rosyjscy nowo wcieleni żołnierze trafiają do walki bez właściwego przeszkolenia i szybko giną na froncie. Informacje te upubliczniono na oficjalnym profilu brygady "Spartan" (wchodzącej w skład Gwardii Narodowej Ukrainy).

.Rosyjski oficer zgłosił się do niewoli ukraińskiej. Nie chce wracać do Rosji
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Edyta Tomaszewska

Rosyjski wojskowy w wieku 28 lat, wywodzący się z obwodu kemerowskiego, zdecydował się samodzielnie oddać w ręce ukraińskiej Gwardii Narodowej, unikając w ten sposób powrotu do kraju w ramach ewentualnej wymiany jeńców. Według informacji opublikowanych przez brygadę "Spartan" na Facebooku, do podjęcia tej decyzji skłoniły go nagrania z udziałem dwóch innych 19-letnich Rosjan, którzy wcześniej oddali się do niewoli.

Kulisy decyzji rosyjskiego oficera

W rozmowie z ukraińskimi żołnierzami młodszy lejtnant (najniższy stopień oficerski w siłach zbrojnych Rosji) wyjaśnił, że do wojska trafił po kłótni z rodzicami. Służbę rozpoczął w 2024 r. i został dowódcą plutonu, chociaż jego szkolenie trwało zaledwie dwa tygodnie.

Jeszcze zanim zdążył dotrzeć na linię frontu, został ranny i za ten epizod otrzymał odznaczenie "za odwagę". Po wyjściu ze szpitala uciekł z armii, ukrywając się przez dwa lata, aż do 2026 r., kiedy zatrzymała go policja i ponownie wysłała do walki w Ukrainie. Tym razem zajmował się przyjmowaniem oraz szkoleniem nowo powołanych piechurów.


WIDEO
Plan Trumpa na deal z Rosją. Ekspertka wskazuje ryzyko

Według relacji oficera niemal wszyscy świeżo zmobilizowani żołnierze otrzymywali minimalne przygotowanie - niektórzy trenowali trzy dni, inni trafiali na pole walki po jednodniowym szkoleniu na poligonie. Lejtnant stwierdził, że ci młodzi Rosjanie nie potrafili właściwie korzystać z radiostacji ani czytać map.

Nowo powołani Rosjanie giną błyskawicznie na froncie

Oficer wyjaśnił, że głównym powodem takiego stanu rzeczy są ogromne braki kadrowe w armii rosyjskiej. Osoby zaciągane do wojska często nie są odpowiednio przeszkolone ani przygotowane, a na front trafiają bezpośrednio po kilkudniowym pobycie na poligonie. Zdarza się, że do śmierci dochodzi podczas działań mających charakter propagandowy, np. podczas próby powieszenia rosyjskiej flagi na niezdobytych pozycjach.

Jego zdaniem rekruci często byli wprowadzani w błąd już na etapie werbunku – obiecywano im spokojne, tyłowe stanowiska niezwiązane z walką na linii frontu. W praktyce rzeczywistość okazywała się brutalna. Wojskowy oznajmił, że "na poligonie rosyjski żołnierz przeżyje maksymalnie pięć dni, na froncie – od pięciu minut do godziny, a wyjątkowo nieliczni zdołają dotrwać do pozycji, po czym i tak zginą".

Inspiracja do poddania się: historia innych rosyjskich jeńców

Rosyjski oficer przyznał, że na decyzję o oddaniu się do niewoli miał wpływ film blogera Władimira Zołkina przygotowany przez brygadę "Spartan", gdzie pokazano innych rosyjskich żołnierzy.

Rosjanin zadeklarował, że nie chce wracać do ojczyzny w ramach wymiany jeńców wojennych. Zapowiedział również, że woli dołączyć do Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego działającego pod egidą ukraińskiego wywiadu.

Wybrane dla Ciebie