Dramat na urlopie. Piorun uderzył w Anię tuż przed schroniskiem

38-letnia Ania została rażona piorunem 20 czerwca w rejonie schroniska Orle w Górach Izerskich na Dolnym Śląsku. Jak relacjonuje jej mąż w rozmowie z "Faktem", kobieta przeżyła dzięki szybkiej pomocy, ale nadal pozostaje w bardzo ciężkim stanie na OIOM-ie we Wrocławiu. Rodzina przygotowuje się do kosztownej rehabilitacji.

.38-letnia Ania została rażona piorunem 20 czerwca w rejonie schroniska Orle w Górach
Źródło zdjęć: © Facebook, Fundacja Bread of life, GOPR Karkonosze
Edyta Tomaszewska

Do zdarzenia doszło podczas urlopu małżeństwa z Pleszewa (woj. wielkopolskie). Pan Dariusz opowiadał, że tego dnia pogoda długo nie budziła niepokoju, a on i jego żona jechali rowerami w stronę schroniska, gdy nagle pojawiły się ciemne chmury i odległe grzmoty.

- Ocknąłem się na asfalcie. Nie wiedziałem, co się stało. Podniosłem głowę, zobaczyłem, że żona za mną 5-6 metrów leżała. Podbiegłem, zobaczyłem jej kask, twarz. I wtedy uświadomiłem sobie, co nas spotkało. Ja byłem po prostu tylko porażony, a całą jednostkę niestety moja żona dostała - mówi pan Dariusz w rozmowie z "Faktem".

Mężczyzna zaczął reanimować żonę i wezwał pomoc. Dzięki reakcji świadków i ratowników górskich udało się przywrócić 38-latce czynności życiowe.


WIDEO
To nie piekło, to Francja. Kraj stanął w płomieniach


Piorun uderzył w głowę. Rozległe obrażenia i poparzenia

Relacja męża wskazuje, że Anię poraził piorun, który uderzył centralnie w jej głowę. Kask został poważnie zniszczony, a impuls elektryczny przeszedł przez całe ciało kobiety.

W wyniku porażenia doszło m.in. do ciężkich uszkodzeń głowy, płuc i wątroby, a także do rozległych poparzeń. W stanie krytycznym przetransportowano ją do szpitala, gdzie trafiła na oddział intensywnej terapii we Wrocławiu.

Pan Dariusz przekazał, że żonę wybudzono ze śpiączki farmakologicznej, jednak nadal nie ma z nią kontaktu. Według jego relacji kobieta nie reaguje na polecenia lekarzy i nie wykonuje prostych gestów.

Mąż 38-latki podkreśla, że od strony kardiologicznej sytuacja wygląda lepiej, a kobieta oddycha już samodzielnie. Jak mówił, tydzień wcześniej odłączono respirator i pacjentka radzi sobie bez tego wsparcia.

- Na tę chwilę oddycha już sama. Tydzień temu odłączyli respirator i radzi sobie sama, więc to bardzo dobry objaw. Ale neurologicznie jeszcze nie ma z nią żadnego kontaktu - mówi mąż 38-latki.

Rehabilitacja za 30-40 tys. zł miesięcznie. Ruszyła zbiórka

Lekarze mają zachowywać ostrożność w prognozach, bo zakres uszkodzeń mózgu będzie możliwy do oceny dopiero wtedy, gdy pacjentka w pełni się wybudzi i pojawi się realny kontakt. Rodzina usłyszała też, że kluczowa może okazać się rehabilitacja.

Na początku sierpnia Ania ma zostać przewieziona do ośrodka rehabilitacyjnego. Koszty leczenia rodzina szacuje na 30-40 tys. zł miesięcznie, dlatego uruchomiono zbiórkę w internecie.

Małżeństwo wychowuje dwóch synów: 14-letniego Ksawerego i 2,5-letniego Franka. Pan Dariusz opowiadał, że starszy chłopiec wie, co się stało i był u mamy w szpitalu, a młodszy wciąż nie rozumie, dlaczego mamy nie ma w domu.

Wybrane dla Ciebie