Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu potwierdziła, że prowadzone jest nie tylko śledztwo dotyczące tragicznego wypadku posła Łukasza Litewki. Toczą się również działania odnośnie do gróźb kierowanych w jego stronę.
To jest odrębne postępowanie dotyczące gróźb kierowanych pod adresem pana posła. Zostało wszczęte 7 maja w Prokuraturze Rejonowej Sosnowiec-Północ - powiedział "Faktowi" prok. Bartosz Kilian.
Wiadomo, że analizowane są internetowe wpisy, które mogły stanowić groźby. Jednocześnie - jak informuje tabloid - śledczy nie ukrywają tego, że sygnały o niepokojących wpisach docierały m.in. z parlamentu czy od samych parlamentarzystów.
Na razie nikt nie został zatrzymany, a prokuratura podkreśla, że nie ma żadnych dowodów na powiązanie gróźb z tragicznym wypadkiem. - To są odrębne postępowania. Gdyby pojawiły się okoliczności wskazujące na związek, oczywiście zareagujemy. Na ten moment nie łączymy tych wydarzeń - zaznaczył prok. Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.
Ostatnie chwile Łukasza Litewki. Świadek nie słyszał huku
Prok. Kilian poinformował też, że świadek, który rozmawiał z Łukaszem Litewką tuż przed wypadkiem, w pewnym momencie stracił kontakt z posłem, ale nie słyszał żadnego trzasku czy też huku. Polityk po prostu zamilkł.
Ten świadek nie był świadomy, co się stało. Tym większym zaskoczeniem była późniejsza wiadomość, że doszło do wypadku i że poseł zginął - podsumował prokurator.