Najważniejsze informacje
- Czterolatek po wypadku w Boćkach nie wymagał operacji i po czterech dniach wyszedł ze szpitala.
- 47-letni Eugeniusz S. usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo.
- Na posesji zatrzymano partnerkę mężczyzny, skazaną na sześć lat więzienia; policja doprowadziła ją do zakładu karnego.
Pierwsze ustalenia po wypadku z 16 sierpnia wskazują, że do potrącenia doszło podczas cofania przyczepką na terenie prywatnej posesji w Boćkach. Chłopiec trafił do szpitala, ale jego stan od początku określano jako stabilny.
Jak podaje "Fakt" lekarze z Białegostoku informowali, że obrażenia nie były groźne dla życia. - Dziecko trafiło do nas w stanie ogólnym, stabilnym, nie wymagało zabiegów chirurgicznych - przekazała Ewa Matuszczak z oddziału chirurgii. Po czterech dniach pacjent został wypisany do domu.
Zarzut dla Eugeniusza S. i policyjny dozór
Śledczy postawili 47-latkowi zarzut związany z narażeniem dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo. - Eugeniusz S. usłyszał zarzut narażenia swego syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zastosowano wobec niego dozór policyjny. Przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień - mówił Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim.
Według ustaleń "Faktu" w trakcie czynności po wypadku policjanci zatrzymali na posesji partnerkę Eugeniusza S., która nie jest matką potrąconego chłopca. Według ustaleń miała wcześniej spowodować śmiertelny wypadek, w którym zginęło jej dziecko. Sąd skazał ją na sześć lat pozbawienia wolności. Kobieta nie stawiła się do aresztu, była poszukiwana listem gończym, a po zatrzymaniu doprowadzono ją do zakładu karnego.
To kolejny dramat w tej rodzinie. Jak informował TVN24, niemal trzy lata wcześniej na tej samej posesji Eugeniusz S. potrącił 10-miesięczne dziecko, którego życia nie udało się uratować, a w tamtej sprawie karę nadzwyczajnie złagodzono ze względu na traumatyczne przeżycia ojca.