Do katastrofy promu Virgo Transport 8 doszło w nocy z soboty na niedzielę na Morzu Jawajskim. W chwili wypadku panowały bardzo trudne warunki. W jednostkę uderzały około trzymetrowe fale.
Prom ostatecznie zatonął i we wtorek znajdował się na głębokości około 30 metrów. Akcja ratunkowa jest utrudniona przez pogodę. Władze rozważają wydobycie wraku na powierzchnię.
"Porwały nas fale"
O dramatycznych chwilach opowiedział Rizky Apriansyah, jeden z uratowanych członków załogi. Tuż przed katastrofą mężczyzna przebywał na górnym pokładzie. Około godz. 1 w nocy obudzili go współpracownicy, którzy kazali mu szybko założyć kamizelkę ratunkową.
Gdy wyszedł z kabiny, prom był już mocno przechylony.
– Kiedy wyszedłem przez drzwi, natychmiast wpadłem na reling statku. Trzymałem się go i przytuliłem moich przyjaciół, a potem porwały nas fale – relacjonował w rozmowie z Reuters.
Grupie udało się chwycić butlę z gazem, dzięki której rozbitkowie utrzymywali się na powierzchni.
– Przewrócenie się promu zajęło zaledwie kilka minut, nawet mniej niż 10 minut – powiedział Apriansyah.
10 godzin w wodzie
Mężczyzna wraz z innymi rozbitkami dryfował przez około 10 godzin. Dopiero wtedy zauważyli ich członkowie załogi innego statku, którzy wciągnęli ich na pokład.
– Czułem się przytłoczony, wyczerpany, jakbym się dusił, i po prostu pogodziłem się z tym, co miało nadejść – wspominał.
Apriansyah przyznał również, że po tym doświadczeniu nie zamierza już nigdy pracować na morzu.
Tymczasem indonezyjskie służby nadal prowadzą poszukiwania zaginionych pasażerów. Według ratowników akcja pod wodą została czasowo wstrzymana z powodu trudnych warunków pogodowych.