Emilia Koprowska zaginęła 30 sierpnia po koncercie muzyki techno w Darłowie. Od tego czasu trwają jej poszukiwania. Sprawa wzbudza ogromne zainteresowanie, a informacje dotyczące zaginięcia są szeroko publikowane w mediach społecznościowych.
Mąż Emilii Koprowskiej wyjaśnia decyzję o kontakcie z mediami
Krystian Koprowski opublikował kolejny wpis, w którym postanowił wyjaśnić, dlaczego zdecydował się na taką formę działania.
"Chcę wyjaśnić jedną rzecz, bo wiele osób pyta, dlaczego wybrałem właśnie taką drogę. Dlaczego media? Dlaczego wywiady? Dlaczego internet? Dlaczego tyle publikacji? Odpowiedź jest prosta. Bo w pewnym momencie moje własne możliwości się skończyły" – napisał mąż zaginionej.
Jak tłumaczy, samodzielne poszukiwania miały swoje ograniczenia. Jego zdaniem potrzebne było zaangażowanie znacznie większej liczby osób.
"Potrzebowałem tysięcy par oczu"
Koprowski wskazuje, że dzięki nagłośnieniu sprawy więcej osób mogło zaangażować się w poszukiwania Emilii.
"Mogłem jeździć, szukać, dzwonić, pytać ludzi, sprawdzać kolejne miejsca. Ale jedna osoba ma ograniczony zasięg. Potrzebowałem tysięcy par oczu" – napisał.
W dalszej części wpisu wymienił m.in. monitoring z domków letniskowych, ośrodków, parkingów, posesji i stacji benzynowych. Liczył również na osoby, które mogły przypomnieć sobie, że widziały kobietę odpowiadającą rysopisowi Emilii, udostępnić informacje lub sprawdzić nagrania z kamer.
"Wybrałem rozgłos, ponieważ w tej sytuacji rozgłos oznaczał zasięg. A zasięg oznaczał kolejne osoby, które mogły pomóc jej szukać" – wyjaśnił.
Jednocześnie przyznał, że wraz z zainteresowaniem sprawą pojawiła się również fala krytyki.
"Wiedziałem, że razem z zainteresowaniem przyjdzie hejt, ocenianie, teorie, wyzwiska i ludzie, którzy z kilku minut nagrania będą chcieli napisać całą historię mojego życia" – stwierdził.
Krystian Koprowski mówi o swoich błędach
Mąż zaginionej odniósł się także do własnych decyzji po zaginięciu Emilii. Przyznał, że nie wszystko zrobił idealnie.
"Nie twierdzę, że każdą decyzję podjąłem idealnie. Byłem zmęczony. Działałem pod ogromną presją. Czasami reagowałem emocjonalnie. Ale cel od początku był jeden. Dotrzeć jak najdalej i zrobić wszystko, żeby zwiększyć szansę na odnalezienie Emilii" – napisał.
Jego słowa pojawiają się w momencie, gdy w sprawie doszło do istotnego zwrotu. Jak potwierdziło wcześniej o2.pl, policjanci znaleźli w Darłowie telefon należący do Emilii Koprowskiej. Urządzenie było wyłączone i zostało zabezpieczone. Ma zostać poddane ekspertyzie.
Policja nadal prowadzi działania mające doprowadzić do odnalezienia 37-latki.
"Potrzebowałem, żeby cała Polska zaczęła patrzeć"
Koprowski podkreślił, że jego aktywność w mediach społecznościowych od początku miała jeden cel – zwiększenie szans na odnalezienie żony.
"Nie potrzebowałem, żeby cała Polska mnie polubiła. Potrzebowałem, żeby cała Polska zaczęła patrzeć. Bo kiedy standardowe możliwości się kończą, trzeba przestać myśleć szablonowo" – podsumował.