Najważniejsze informacje
- Indonezja prowadzi operacje zasiewania chmur, by wywołać opady nad terenami objętymi pożarami.
- Rząd mówi o ponad 100 tys. ha spalonych lasów, a Nusantara Atlas szacuje straty nawet na 285 tys. ha do lipca.
- Eksperci i ekolodzy oceniają, że to działanie doraźne, a dym z pożarów dotarł już także do Malezji.
Pożary w Indonezji szybko przekroczyły poziom notowany w poprzednich latach. Jak podaje PAP, rządowe dane mówią o ponad 100 tys. ha spalonych lasów w pierwszej połowie roku, ale analiza serwisu Nusantara Atlas wskazuje, że do lipca ogień mógł objąć nawet 285 tys. ha. Problem pogłębia efekt El Nino, który nasila suszę w tym regionie.
Władze próbują ograniczyć rozprzestrzenianie się ognia także z powietrza. Operacje polegają na zasiewaniu chmur jodkiem srebra, solą i innymi cząsteczkami. Celem jest wywołanie opadów nad płonącymi terenami i nawilżenie torfowisk, które w suchych warunkach łatwo się zapalają i długo podtrzymują ogień.
WIDEOGrecja płonie. Są dwie ofiary. Katastrofa niedaleko Aten
Jedna z takich akcji odbyła się nad Palangkarayą na wyspie Borneo. Meteorolog Safillah Anggie Wahyuni po locie patrolowym tłumaczyła, że służby wykorzystują chmury, które dają szansę na opady.
Optymalizujemy chmury, które mogą przynieść deszcz - wyjaśniła w rozmowie z AFP.
Z danych indonezyjskiej agencji meteorologicznej BMKG od 2021 r. do sierpnia 2026 r. w kraju przeprowadzono 252 operacje zasiewania chmur. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że w szczycie pory suchej skuteczność tej metody spada, bo bez naturalnych chmur nie da się wywołać deszczu.
Pożary na Borneo i krytyka ekologów
Z dystansem patrzą na tę metodę także ekolodzy. Według nich lotnicze akcje odwracają uwagę od głównego problemu, czyli konwersji lasów równikowych i torfowisk pod plantacje. Organizacja WALHI uważa, że państwo powinno wstrzymać pozwolenia na działalność gospodarczą w rejonach szczególnie narażonych na pożary.
Największy ciężar walki z żywiołem spoczywa jednak na strażakach. Z ogniem walczy niemal 50 tys. osób, a skutki kryzysu widać już poza granicami Indonezji. Gęsty dym dotarł do malezyjskiej części wyspy Borneo i doprowadził tam do zamknięcia szkół. Według ekologów znaczną część pożarów napędza wypalanie gruntów przez drobnych rolników.