W poniedziałek 17 sierpnia mieszkańcy Chorzowa przecierali oczy ze zdumienia, patrząc na ulice pokryte gradem. Nagrania z gwałtownego załamania pogody szybko obiegły internet. Teraz na jaw wychodzi kolejny skutek nawałnicy. Wielu kierowców ma uszkodzone samochody i szuka pomocy w warsztatach.
O skali problemu porozmawialiśmy z Robertem Buchaczem, właścicielem firmy Wgniot Expert z Bytomia. Zakład znajduje się niedaleko miejsc, które zostały dotknięte intensywnym gradobiciem.
Poszkodowanych ludzi jest mnóstwo. Telefon się urywa, co pięć minut ktoś pyta o pomoc - mówi dla o2.pl Robert Buchacz, właściciel firmy Wgniot Expert.
WIDEOTak wyglądało gradobicie w Chorzowie. Nagrania mrożą krew w żyłach
Jak relacjonuje właściciel firmy, sam Bytom, czyli miejsce, gdzie znajduje się zakład, został w dużej mierze ominięty przez najgorszą część zjawiska. Znacznie więcej szkód odnotowano jednak w pobliskich miejscowościach.
Gradobicie Bytom ominęło, jednak gorzej było w Świętochłowicach, Chorzowie, aż po sam Będzin. Ludzie dzwonią, pytają się o termin, jak długo trzeba czekać - przekazuje Buchacz.
Przedsiębiorca zwraca uwagę, że pojedyncze zgłoszenia dotyczące szkód po gradobiciu pojawiały się już wcześniej. Tym razem sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej.
Wcześniej zdarzały się pojedyncze telefony w podobnych sprawach. Jednak teraz mamy ich najwięcej od kilku lat - mówi Robert Buchacz.
Gradobicie w Chorzowie
Po przejściu nawałnicy Chorzów jeszcze przez jakiś czas wyglądał nietypowo. Grad zalegał na ulicach i chodnikach, tworząc grubą białą warstwę. Miejskie służby rozpoczęły sprzątanie skutków gwałtownego załamania pogody. Prace obejmowały między innymi oczyszczanie ulic, chodników i ciągów pieszo-rowerowych.
Najbardziej charakterystycznym obrazem z Chorzowa pozostają jednak białe ulice w środku lata. Intensywność opadu sprawiła, że w kilka minut miasto zmieniło się nie do poznania.