Nowe powołania zarówno w męskich jak i żeńskich klasztorach, są coraz rzadsze. Nic więc dziwnego, że zakony chwalą się kolejnymi osobami, które wybierają życie w celibacie. Tak było w przypadku Weroniki, Wiktorii i Anny, które wstąpiły do Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Krakowie.
Niestety pod postem na Facebooku zaroiło się od niewybrednych komentarzy. Siostry musiały je usunąć i ograniczyć możliwość wpisów. W obronie przyszłych zakonnic stanęła siostra Julietta, nauczycielka religii w jednej z warszawskich szkół podstawowych.
Trzy młode kobiety. Trzy różne historie, trzy osobowości i jedna decyzja: chcę spróbować przeżyć swoje życie właśnie tak. Wolne, dorosłe, po długim namyśle, rozeznaniu, z pytaniami, wątpliwościami, nadzieją i wiarą. Decyzja, że być może właśnie życie zakonne jest ich drogą, ich powołaniem, sposobem, w jaki chcą przeżyć swoje życie. I co dostają pod zdjęciami z jednej z najważniejszych chwil swojego życia? Hejt. Że są niezaradne. Że boją się życia. Że uciekają przed światem. Że nie potrafią podejmować decyzji. Że pewnie nikt ich nie chciał. Że coś musi być z nimi nie tak. A nawet komentarze dotyczące ich urody. Serio? – czytamy we wpisie zakonnicy.
S. Julietta zauważa, że kobietom, które wybierają małżeństwo się gratuluje, podobnie tym, które decydują się na karierę, zakładanie własnej firmy czy tym, które mają odwagę podróżować po całym świecie.
A kiedy kobieta mówi: "Chcę oddać swoje życie Bogu i ludziom", nagle słyszy, że jest niezaradna i boi się życia. Może właśnie odwrotnie? Może trzeba mieć naprawdę dużo odwagi, żeby wybrać życie inne niż to, które podpowiada świat? – pisze dominikanka.
Potem zauważa, że najwięcej do powiedzenia mają osoby, które nie znają życia zakonnego.
I jest jeszcze jedna rzecz, która szczególnie uderza mnie w tych komentarzach. Najwięcej do powiedzenia o życiu zakonnym bardzo często mają ci, którzy nigdy w klasztorze nie żyli. Nie znają naszej codzienności. Nie znają naszych relacji. Nie wiedzą, jak wygląda nasza praca. Nie wiedzą, jakie podejmujemy decyzje, z czym się mierzymy, z czego się cieszymy, o co się spieramy i za co jesteśmy sobie wdzięczne. A jednak potrafią z kilku zdjęć wystawić człowiekowi diagnozę i opowiedzieć całą historię jego życia. To dopiero odwaga, mieć zero doświadczenia i sto procent pewności – dodaje.
Siostra Julietta doskonale wie, że w zakonach dzieją się także złe rzeczy.
Oczywiście, w klasztorach zdarzają się nieprawidłowości. Zdarzają się zachowania, które nie powinny mieć miejsca. Zdarza się zło. I trzeba o nim mówić. Trzeba reagować. Trzeba domagać się prawdy, sprawiedliwości i odpowiedzialności.
Ale odpowiedzcie mi uczciwie: gdzie takie rzeczy się nie zdarzają? Wskażcie mi rodzinę, w której nigdy nie ma przemocy, manipulacji, ranienia, kryzysów czy niewłaściwych zachowań. Wskażcie mi zakład pracy, szkołę, firmę, urząd, organizację, jakiekolwiek miejsce, w którym żyją i pracują ludzie, i pokażcie mi, gdzie wszystko jest idealnie. Nie ma takiego miejsca. Bo wszędzie tam, gdzie są ludzie, jest także ich słabość – zauważa.