Do tragedii w Grecji doszło 9 sierpnia. 17-letn iAlex McKee przebywał z rodziną na wakacjach na greckiej wyspie Kimolos. Wynajął dom wraz z mamą i siostrą. Trzy dni po przyjeździe nastolatek poszedł pod prysznic. Badania przeprowadzone przez biegłych potwierdziły, że gdy chwycił za słuchawkę został porażony prądem.
Do śmierci chłopaka doszło w wyniku usterki elektrycznego podgrzewacza wody. Na razie nie postawiono nikomu zarzutów. Rodzina 17-latka chce, aby winni śmierci Alexa McKee ponieśli odpowiedzialność. Prawnik bliskich ofiary uważa, że tragedii można było uniknąć, a kara dla winnych powinna być surowa.
Panel prysznicowy i podgrzewacz nie miały odpowiednich zabezpieczeń. Tragedii można było uniknąć. Winni powinni ponieść surową karę - powiedział prawnik Stelios Voudouris w rozmowie z grecką telewizją Open TV.
Lekarz, który brał udział w akcji ratunkowej podkreślił z kolei, że niewiele brakowało, a ofiar zdarzenia mogło być więcej. Matka ofiary wyłączyła prąd dopiero po sugestiach służb.
Stelios Voudouris wskazuje, że rodzina najprawdopodobniej będzie domagała się odszkodowania od właścicieli domu, który wraz z rodziną wynajął 17-latek.