50 tys. żołnierzy z Korei Północnej ma trafić do Rosji. Wraz z nimi rosyjska armia dostanie też pociski balistyczne. Tak Kim Dzong Un chce wesprzeć Władimira Putina. Czy to może mieć znaczący wpływ na przebieg wojny w Ukrainie? Eksperci wątpią w taki scenariusz.
Ołeksandr Kowalenko, ekspert Ukraińskiego Centrum Studiów nad Bezpieczeństwem w rozmowie z "Deutsche Welle" wskazuje, że Koreańczycy z Północy nie trafią na front. Ich zadaniem będzie najprawdopodobniej zabezpieczenie rosyjskiej granicy. Siły KRLD mogą uwolnić zgromadzonych tam żołnierzy z Rosji.
Nie będą walczyć na froncie. Trafią na granicę. Wtedy Rosja mogłaby rozmieścić około 15 000 żołnierzy na linii frontu w Wiwczańsku, Charkowie, Sumach, a nawet Czernihowie - powiedział ekspert w rozmowie z "DW".
Rosyjski analityk wojskowy Rusłan Lewiew w rozmowie z "DW" potwierdza słowa Kowalenki. Niezależny ekspert uważa, że priorytetem dla Putina jest dziś obrona własnej granicy. Poza tym zdaniem Lewiewa KRLD nie chce otwarcie uczestniczyć w wojnie.
Jedno to odzyskać terytorium Rosji, a zupełnie co innego znaleźć się na uznanym przez społeczność międzynarodową terytorium Ukrainy i uczestniczyć w agresywnej wojnie. Z dyplomatycznego punktu widzenia to dwie zupełnie różne koncepcje - powiedział Lewiew w rozmowie z "DW".