Katastrofa na A1. Błędy służb przyczyną? "Nie rozmywajmy"

Prokuratura zbada, czy drogowcy prawidłowo zabezpieczyli miejsce, w którym doszło do katastrofy na autostradzie A1 (w rejonie węzła Mykanów). W wyniku wypadku zginęły tam cztery osoby. Głos w sprawie zabrała GDDKiA. Według służb, kontrola miejsca działań drogowców miała odbyć się w dzień wypadku. - Nie rozmywajmy odpowiedzialności kierowcy - dodaje dla o2.pl Szymon Piechowiak z GDDKiA.

GDDKiA zabiera głos ws. wypadku na A1GDDKiA zabiera głos ws. wypadku na A1
Źródło zdjęć: © BRD24.pl, PAP
Marcin Lewicki

Do katastrofalnego w skutkach wypadku doszło na autostradzie A1 w pobliżu węzła Mykanów we wtorek (1 września). Z ustaleń śledczych wynika, że 32-letni kierowca ciężarówki wjechał w grupę pracowników działających na drodze. Na miejscu zginęło czterech drogowców. Z informacji o2.pl wynika, że stan kolejnych czterech jest bardzo ciężki. Kierowca ciężarówki był trzeźwy.


WIDEO
Dlaczego na polskich drogach codziennie ktoś ginie? Ekspert ocenił


Portal brd24.pl dotarł do nagrania, z którego może wynikać, że skutki dramatycznego wypadku mogły być dużo mniej poważne, gdyby drogowcy prawidłowo zabezpieczyli miejsce działań. Dziennikarze brd24.pl wskazują, że przy busie ze znakiem drogowym wskazującym na ograniczenie prędkości kucał jeden z drogowców.

Z kolei przyczepa z poduszką zderzeniową (która według przepisów powinna znajdować się na 100 do 120 metrów przed miejscem prac) stoi ok. 10 metrów od działających robotników. Pojawiły się pytania o kontrolę GDDKiA. Według brd24.pl pod znakiem zapytania stoi fakt, czy pracownicy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad rzeczywiście dokonali sprawdzenia miejsca pracy drogowców, czy ich działanie ograniczyło się do akceptacji projektu.

GDDKiA zabiera głos. Drogowcy się bronią

Na stronie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad pojawiło się oświadczenie, w którym drogowcy przedstawiają przebieg zdarzeń. GDDKiA potwierdza, że dokumentacja prac była przygotowana prawidłowo. Drogowcy mieli skontrolować też realizację prac na miejscu.

31 sierpnia organizacja ruchu na jezdni w kierunku Łodzi została przygotowana przez wykonawcę i odebrana w terenie przez pracownika GDDKiA. 1 września, gdy doszło do wypadku, pracownik był w drodze na miejsce zgłoszonych prac, aby zweryfikować czasową organizację ruchu w kierunku Częstochowy - przekazała GDDKiA w opublikowanym oświadczeniu.

Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że GDDKiA dzień przed tragedią kontrolowała prace wykonawcy na jednej stronie jezdni. Wtedy wszystkie zabezpieczenia były wykonane zgodnie z przepisami. Z rozmów z drogowcami wynika, że kontrolerowi zabrakło niewiele, aby dotrzeć na miejsce zdarzenia przed wypadkiem. Był w trasie.

Gdyby było coś nie tak, od razu byśmy zainterweniowali. Zablokowalibyśmy prace. Nie wiem, czy w tym przypadku były błędy. Wyjaśnią to odpowiednie służby. Odpowiedzialność spoczywa na wykonawcy prac, a nie na GDDKiA - tłumaczą drogowcy w rozmowie z o2.pl.

Przedstawiciele GDDKiA apelują, aby nie rozmywać faktycznej odpowiedzialności 32-letniego kierowcy ciężarówki, który doprowadził do zdarzenia.

Pamiętajmy, że sprawcą wypadku jest 32-latek, który zabił cztery osoby. Nie rozmywajmy odpowiedzialności kierowcy. Pamiętajmy o jego "roli" - mówi dla o2.pl Szymon Piechowiak z GDDKiA.

Wykonawcy prac na A1, którzy zostali wybrani przez GDDKiA nie chcieli komentować kwestii zabezpieczenia miejsca wykonywania remontu. Rozmowy Wirtualnej Polsce oficjalnie odmówili przedstawiciele firmy BudPol. Z kolei przedstawiciel podwykonawcy, czyli firmy Rekma ze wsi Brzezie pod Krakowem poinformował, że "wszyscy kierownicy odpowiedzialni za projekt są na naradzie, która może potrwać cały dzień".

Prokuratura będzie badać temat. Wiadomo co dalej z kierowcą

Jak udało nam się ustalić, prokuratura będzie badać kwestię zabezpieczenia prac przez wykonawców przed wypadkiem na A1.

Pojawiły się w przestrzeni publicznej materiały, które zostały przez nas zabezpieczone. Kwestia prawidłowości zabezpieczenia miejsca wykonywania prac serwisowych z pewnością będzie badana w śledztwie - mówi o2.pl prok. Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Wiadomo, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wypadku. Dotyczy nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.

Prokuratura prowadzi śledztwo w związku z nieumyślnym spowodowaniem katastrofy w ruchu lądowym na autostradzie A1 w Mykanowie, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu o dużych rozmiarach. Czyn polegał na najechaniu przez kierującego zestawem pojazdów ciężarowych na zaparkowane pojazdy oraz pracowników wykonujących prace serwisowe na prawym pasie ruchu. Następstwem tego była śmierć czterech osób oraz ciężki uszczerbek na zdrowiu kolejnych czterech osób - przekazał o2.pl prok. Ozimek.

Sprawca wypadku, czyli 32-letni mężczyzna, jeszcze dziś zostanie doprowadzony do prokuratury. Tam ma - według naszych ustaleń - usłyszeć zarzuty nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Może grozić mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Wybrane dla Ciebie