Paulina Antoniak
Paulina Antoniak| 

"Kpi ze wszystkich". Pan Frytka bulwersuje w Toruniu

310

Od wielu tygodni toruńscy urzędnicy toczą zacięty spór z Panem Frytką. Mężczyzna rozstawił swoje stanowisko w centrum starówki, gdzie serwuje zakręcone frytki i kolorową watę cukrową. Sytuacja jest dość nieciekawa – Pan Frytka codziennie otrzymuje kary w wysokości kilku tysięcy złotych, dochodzi też do interwencji policji i straży miejskiej. Dlaczego?

"Kpi ze wszystkich". Pan Frytka bulwersuje w Toruniu
Urzędnicy walczą z Panem Frytką z Torunia (Facebook, Pixabay)

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", urzędnicy, straż miejska i policja od dłuższego walczą z Panem Frytką, właścicielem stoiska, na którym serwuje frytki i watę cukrową. "Wyborcza" podaje, że dyrektorka Biura Toruńskiego Centrum Miasta "codziennie nalicza mu osiem tys. zł kary, a przewodnicy miejscy ostrzegają przed nim turystów. Pan Frytka natomiast "dalej smaży ziemniaki w centrum starówki i mówi, że wszyscy mogą mu skoczyć".

- Stoiska nie posiadają żadnych zezwoleń, ich istnienie łamie obowiązujące prawo miejscowe i zarządzenia prezydenta dotyczące dróg wewnętrznych, zgodnie z którymi handel mogą prowadzić wyłącznie przedsiębiorcy posiadający tytuł prawny do lokalu oraz zgodę gminy wydawaną przez Biuro Toruńskiego Centrum Miasta - podkreśliła w rozmowie z "GW" Aleksandra Iżycka, dyrektorka BTCM.

Iżycka zaznaczyła też, że nie będzie się godzić na prowadzenie nielegalnego handlu na terenie miasta oraz wspomniała o tragicznych warunkach sanitarnych na stoiskach.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Skarbówka nie ma litości, kontroluje nawet targi żywności. I wcale nie przestanie

Pan Frytka przekonuje, że "prowadzi zbiórkę charytatywną"

- Stan sanitarno-higieniczny tych stoisk już na pierwszy rzut oka budzi zastrzeżenia, a osoby przygotowujące tam żywność nie legitymują się decyzją o dopuszczeniu do prowadzenia działalności - ostrzegała Aleksandra Iżycka.

Pan Frytka prowadzi stoisko bez żadnych pozwoleń, jednak nie zamierza zakończyć swojej działalności, gdyż, jak twierdzi, prowadzi zbiórkę charytatywną.

To nie ma nic wspólnego z handlem. Proszę zobaczyć, stoi puszka do zbiórki, a ta jest legalna, więc pani dyrektor Iżycka nie ma racji. Miasto nie ma tu nic do gadania - mówił Pan Frytka po interwencji policji w połowie czerwca cytowany przez "Gazetę Wyborczą".

Prowadzenie przez mężczyznę stoiska ma ponadto przeszkadzać mieszkańcom. Mają oni narzekać na nieprzyjemny zapach. Sprawa oburza również lokalnych polityków.

"Kpi ze wszystkich". Oburzeni urzędnicy, politycy i mieszkańcy

- Od dwóch tygodni w reprezentacyjnym miejscu Toruń funkcjonuje "Pan Frytka". Pomimo interwencji straży miejskiej, bardzo mało skutecznej, pani dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta, policji i sanepidu, pan kpi sobie ze wszystkich - napisał radny Krupecki w poście na Facebooku.

Ma fundację i prowadzi zbiórkę. Tak się tłumaczy. Obraża wszystkich interweniujących. W tych samych rękawiczkach przygotowuje ziemniaki, drapie się po głowie i innych miejscach. Sprząta, dotyka pieniędzy bez zmiany rękawiczek. Urząd Miasta Torunia i podległa Urzędowi Straż Miejska czas zająć się sprawą. Czy mamy obchodzić Dni Torunia z Panem Frytką w tle? - oburzał się Krupecki.
Trwa ładowanie wpisu:facebook

Jak podaje "Wyborcza" w piątek 21 czerwca dyrektorka BTCM po raz kolejny pojawiła się na przy stoisku i nałożyła karę na Pana Frytkę. Na miejsce wezwano też sanepid i straż miejską.

- Pracowniczka z sanepidu usłyszała od Pana Frytki groźby, że straci pracę. Panie stwierdziły, że trzeba spisać protokół. Pan Frytka powiedział, że przyjedzie do sanepidu i na tym się skończyło, a straż miejska nic nie zrobiła - relacjonuje w rozmowie z "GW" toruński dziennikarz Jacek Kiełpiński.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem stronyKliknij tutaj, aby wyświetlić