"Le Monde": Le Pen idzie na wybory zgodnie ze swą wiarą w "szczęśliwą gwiazdę"

Marine Le Pen, liderka skrajnej prawicy we Francji, chce - mimo wyroku sądu - wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 r. "Le Monde", komentując tę decyzję, podkreśla, że polityczka już w przeszłości często polegała na swojej "szczęśliwej gwieździe".

„Le Monde” o kandydaturze Marine Le Pen w obliczu ostatnich wyda„Le Monde” o kandydaturze Marine Le Pen w obliczu ostatnich wydarzeń
Źródło zdjęć: © Getty Images | Carl Court
Aneta Polak

We wtorek sąd apelacyjny w Paryżu wydał wyrok wobec Le Pen i jej współpracowników w sprawie dotyczącej zatrudniania przez nich w przeszłości asystentów w Parlamencie Europejskim. Sąd potwierdził decyzję sądu pierwszej instancji z marca 2025 r., uznając Le Pen za winną sprzeniewierzenia funduszy publicznych i orzekając zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Jednocześnie skrócił ten zakaz do 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu.

Jak wskazuje PAP, "niezawieszone" pozostaje więc 15 miesięcy. Sąd uznał, że Le Pen już je odbyła, bowiem odliczane są one od marca 2025 r., czyli wyroku niższej instancji.

Sąd skazał także Le Pen na trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu, a przez pozostały rok nakazał jej noszenie bransoletki elektronicznej.

"Le Monde" o Marine Le Pen

We wtorek wieczorem Le Pen ogłosiła, że zamierza kandydować w wyborach, zaplanowanych na przełom kwietnia i maja 2027 r. Polityczka chce zaskarżyć wspomniany wyrok do Sądu Kasacyjnego (ten może wydać wyrok najwcześniej w styczniu 2027 r.).

W praktyce oznacza to, że polityczka mogłaby prowadzić przynajmniej część kampanii prezydenckiej, nosząc bransoletkę elektroniczną.

Przywódczyni skrajnej prawicy, ponownie skazana za "sprzeniewierzenie środków publicznych" skorzystała z największej pobłażliwości sędziów drugiej instancji, przy ograniczeniu nakazu ubiegania się o funkcje publiczne do ścisłego minimum, by potwierdzić (...) swą kandydaturę w wyborach prezydenckich w 2027 r. Nieważne, że po drodze jest niepewna skarga kasacyjna, którą ona sama w lutym br. uważała za zbyt ryzykowną, by uzależnić od niej przyszłą kampanię - wskazuje "Le Monde".

Jak prognozuje dziennik, teraz "nieprzewidziane wypadki posłużą narracji o »ofierze« polityki".

"Le Monde" dodaje też, że Le Pen na przestrzeni ostatnich 20 lat często polegała na swojej "szczęśliwej gwieździe", "tak cennej przy maskowaniu braku pracy, niepowodzeń i przypadków nielojalności towarzyszących jej karierze".

Dwie kary sądowe, zwykle będące stygmatami dyskwalifikującymi w pretendowaniu do Pałacu Elizejskiego, będą prezentowane jako ostatnie ataki rzekomego »systemu« przeciwko tej, która zaprzysięgła mu upadek - prognozuje dziennik.

"Le Monde" przypomina o działaniach Le Pen, by "oddemonizować" Front Narodowy, i ocenia, że "marinizm" (głoszone przez nią poglądy) "nigdy nie wydawał się tak silny".

W tym kontekście gazeta zwraca jednak uwagę na rosnącą pozycję Jordana Bardelli. Według "Le Monde" współpracownik Le Pen z "planu B" stał się "faworytem sondaży i mityngów".

Wybrane dla Ciebie