"Lex Oliwier" po wypadku Sebastiana M.? Chcą bata na piratów drogowych

Sebastian M. został skazany na ośmiu lat więzienia za śmierć trzech osób na A1. Część opinii publicznej uważa karę za zbyt niską. Prokuratura i sąd wskazują, że nie ma skutecznych narzędzi do surowszego ukarania drogowego przestępcy. Odpowiedzią na to ma być propozycja ustawy "lex Oliwier". Mówi o niej głośno jej pomysłodawca, mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar. Komentują polscy politycy.

5-letni Oliwier zginął w wypadku spowodowanym przez Sebastiana M.Lex Oliwier" ma być odpowiedzią na przestępstwa piratów drogowych takich jak Sebastian M.
Źródło zdjęć: © o2.pl | Marcin Lewicki
Marcin Lewicki

W środę 21 października Sebastian M. został skazany na karę ośmiu lat więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1. 16 września 2023 r. jadący ponad 300 km/h kierowca BMW doprowadził do zderzenia z prawidłowo poruszającą się po drodze Kią.

Uderzenie w tył Kii było tak mocne, że pojazd stanął w płomieniach. W męczarniach zginęła trzyosobowa rodzina, która podróżowała koreańskim autem. To Martyna i Patryk Biali oraz ich niespełna 5-letni syn Oliwier.


WIDEO
Sebastian M. skazany. Wyrok w głośnej sprawie

Wyrok, a właściwie wymiar kary wywołał powszechne oburzenie opinii publicznej i komentatorów. Tomasz Terlikowski napisał na łamach Wirtualnej Polski, że osiem lat więzienia za śmiertelny wypadek z udziałem trzech osób daje "głębokie poczucie niesprawiedliwości". Agnieszka Gozdyra z Polsatu dodała, że to "porażka całego wymiaru sprawiedliwości".

Dlaczego Sebastian M. został skazany zaledwie na osiem lat pozbawienia wolności? Zasądzenie wyższej kary utrudniają obowiązujące w Polsce przepisy. Do spowodowania katastrofy w ruchu lądowym (zagrożonej karą 15 lat więzienia) musimy mieć co najmniej 6 osób poszkodowanych (w wypadku M. było ich łącznie 5. Poza rodziną Białych byli jeszcze pasażerowie BMW skazanego).

Z kolei zastosowanie przepisu o zabójstwie z zamiarem ewentualnym było w przypadku Sebastiana M. utrudnione, bo z akt sprawy wynika, że kierowca BMW jeszcze przed zdarzeniem hamował do ok. 150 km/h. Według wykładni przepisów świadczy to o tym, że nie godził się na uderzenie w inne auto. Był przekonany, że opanuje samochód w każdej sytuacji.

Pojawiają się też wątpliwości dotyczące uznania ekstradycji przez Zjednoczone Emiraty Arabskie w przypadku zmiany zarzutów w Polsce. To z tego kraju sprowadzono Sebastiana M. do Polski.

Międzynarodowe przepisy są tak skonstruowane, że zarzuty można zmienić wyłącznie za aprobatą kraju, który wyraził wcześniej zgodę na ekstradycję oskarżonego. Każdą zmianę zarzutów trzeba by konsultować z emirackim rządem. Znam szczegóły sprowadzenia M. do Polski z Dubaju. Nie widzę żadnych szans na zgodę ZEA na to, aby M. był sądzony w Polsce za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Wiem, jak trudne były negocjacje dotyczące sprowadzenia M. do Polski w ogóle - mówi nam anonimowo wysoko postawiony urzędnik z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Sebastian M., który według przepisów nie uciekł z miejsca zdarzenia i nie był pod wpływem środków odurzających i alkoholu, był też sądzony zgodnie z przepisami, które obowiązywały we wrześniu 2023 r. Po nowelizacji Kodeksu karnego ze stycznia 2026 r., wypadek ze skutkiem śmiertelnym, gdy sprawca porusza się z "rażącym przekroczeniem prędkości", zagrożony jest karą do 10 lat więzienia.

Przepisy nie są wystarczające? Oto propozycja "Lex Oliwier"

Jednak nawet znowelizowane przepisy z art. 177 i 178 k.k. (dotyczące wypadku drogowego) nadal są w odczuciu opinii społecznej zbyt łagodne, a pojęcie "rażącego przekroczenia prędkości" jest m.in. zdaniem prof. Mikołaja Małeckiego wyjątkowo nieprecyzyjne.

Jak nietrudno odgadnąć, można mieć różne zdanie na ten (uznania tego, co jest rażące, a co nie - przyp. red.) temat. A to z kolei prowadzi do wniosku, że przepis Kodeksu karnego, uzależniający odpowiedzialność za przestępstwo od wysoce uznaniowego znamienia, narusza konstytucyjną zasadę określoności - napisał na swoim blogu "Dogmaty Karnisty" prof. Małecki.

Pojawiają się pomysły, aby zmienić Kodeks karny w tym zakresie. Chodzi m.in. o powiązanie prędkości, ale też zachowania pirata drogowego z wypadkiem ze skutkiem śmiertelnym na drodze. O zmiany apeluje mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar. Zaangażowany od początku w sprawę Sebastiana M. prawnik proponuje ustawę "lex Oliwier".

Ustawodawca skonstruował przepis tak, że kara dla Sebastiana M. wynosić może maksymalnie 8 lat. Mimo wielu naruszeń z jego strony. Poważnych naruszeń, które powinny wiązać się z większą odpowiedzialnością karną. Ale dziś jesteśmy obwarowani. Prawo nie nadąża za technologią. Dziś piraci drogowi robią użytek z autostrad, zmieniają je w pasy startowe. Narażają niewinnych ludzi na utratę zdrowia i życia. Liczę, że dyskusja na temat zmiany prawa dopiero się rozpocznie – mówił portalowi o2.pl mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar.

Jak udało nam się ustalić, "lex Oliwier" miałby w założeniu umożliwiać sędziom sięganie po najsurowsze kary (do nawet 20 lat więzienia) w przypadkach skrajnego łamania przepisów ruchu drogowego (np. znacznego przekroczenia prędkości lub brawurowej jazdy). Takiego złamania przepisów dopuścił się Sebastian M.

Politycy mają swoje propozycje. Część chce skrajnych zmian

Dyskusja dotycząca kary dla Sebastiana M. stała się również tematem politycznym. Zapytaliśmy polityków o propozycje zaostrzenia kodeksu karnego wskazane przez mec. Kowalskiego. Część podchodzi sceptycznie do tych zmian. Niektórzy proponują swoje rozwiązania.

Politycy PiS uważają, że wymiar kary dla piratów drogowych należy powiązać z prędkością. Zgłosili już propozycję konkretnych zmian.

Proponujemy powiązać brawurową jazdę sprawcy ze skutkiem w postaci śmierci uczestników wypadku. Chcemy, aby rażące przekroczenie prędkości było konkretnie zdefiniowane. Naszym zdaniem powinno być to złamanie ograniczenia o 100 km/h. Wartość tę wskazaliśmy po rozmowach z ekspertami, którzy uważają, że powyżej tej prędkości nie ma możliwości zapanowania nad autem, zamieniającym się w pocisk. 100 km/h to krytycznie ponad stan - mówi o2.pl poseł PiS Marcin Warchoł.

Parlamentarzysta PiS proponuje, aby górną granicą wyroku w skrajnych przypadkach drogowych było 25 lat pozbawienia wolności. Nie wyklucza też poparcia dla "lex Oliwier", chociaż wskazuje, że musi najpierw zobaczyć projekt. Jednocześnie Warchoł przestrzega przed używaniem pojęcia "zabójstwa drogowego".

Tu znów rozbijamy się o ramę zamiaru ewentualnego i bezpośredniego. Licznik w samochodzie nie kłamie. Ludziom, którzy przekraczają prędkość o 100 km/h, prokurator nie powinien musieć wykazywać zamiaru świadomego działania. To oczywiste. Przekroczenie prędkości o 100 km/h samo w sobie jest świadomym godzeniem się na zabójstwo - tłumaczy były minister sprawiedliwości w trzecim rządzie Mateusza Morawieckiego.

Do bardzo radykalnych zmian sceptycznie podchodzi z kolei wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha. Polityk Koalicji Obywatelskiej wskazuje, że nie można powiązać prędkości czy brawury z wypadkiem drogowym, bo są to "kłopotliwe kryteria".

To zły pomysł. Biegli będą teraz badać, czy w momencie zdarzenia na liczniku jest 98 czy 100 km/h? Może pojawić się sytuacja, w której kilka opinii biegłych będzie się wykluczać. Może też dojść np. do spalenia samochodu, co uniemożliwi określenie prędkości. Tego typu kryteria są kłopotliwe w polskim kodeksie karnym. Każda wątpliwość przemawia na korzyść oskarżonego - zaznacza wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z o2.pl.

Polityk rządzącej Koalicji Obywatelskiej podkreśla, że "w Polsce mamy najsurowszy podstawowy wymiar kary za wypadek w Europie", czyli 10 lat. Myrcha, podobnie jak Marcin Warchoł, wskazuje też, że nie można mówić o zabójstwie drogowym, jeżeli "nie zachodzą znamiona zamiaru".

Na pewno nie możemy mówić o zabójstwie drogowym. To mit. Nie ma państwa na świecie, które wprost powiązało wypadek i zabójstwo. Nawet we Włoszech. W przypadku zabójstwa musimy mówić o zamiarze, nawet ewentualnym i wypełnieniu jego znamion. Wypadek Sebastiana M. tych znamion nie wypełnił. Są natomiast w Polsce wypadki, w których sądy sięgnęły po zabójstwo, np. w Krakowie czy Katowicach – mówi Myrcha w rozmowie z o2.pl.

Czy to oznacza, że nie możemy spodziewać się żadnych zmian? Arkadiusz Myrcha wskazuje, że Ministerstwo Sprawiedliwości analizuje przepisy i zastanawia się nad zaostrzeniem ich w taki sposób, aby skrajne przypadki piratów drogowych karać bardzo surowo. Podaje też przykładowe pomysły, które mogłyby ewentualnie wejść w życie.

Być może trzeba dać sędziom większe możliwości, np. podniesienia górnych widełek kary, gdy sąd uzna, że cel kary nie uwzględnia okoliczności i postawy sprawcy – dodaje Myrcha.

Z kolei Marek Sawicki z PSL uważa, że obowiązujące przepisy są skuteczne, tylko sądy i prokuratura nie mają woli, aby z nich skorzystać.

To nie prawo nie nadąża za piratami drogowymi, a prokuratura. Samochód miał zdjęte ograniczenia. M. świadomie przygotował auto do zabijania ludzi na drogach. Dlaczego tu nie ma zabójstwa z zamiarem ewentualnym? W mojej ocenie prawo nie zabrania postawienia w takich przypadkach najmocniejszego z zarzutów - tłumaczy w rozmowie z o2.pl polityk PSL.

Sawicki nie wyklucza jednak, że poparłby nowelizację kodeksu karnego w celu zaostrzenia kar za najbardziej skrajne przypadki łamania przepisów ruchu drogowego.

Każde znaczne przekroczenie prędkości powinno być traktowane jak potencjalny zamiar zabójstwa. W życie powinien wejść przepis, który stanowi, że kierowca złapany na tak skrajnym przekroczeniu prędkości jak w przypadku Sebastiana M. powinien być już oskarżony o próbę zabójstwa, nawet jeżeli nie doszło do wypadku – dodaje Marek Sawicki.

Za wprowadzeniem pojęcia "zabójstwa drogowego" opowiada się minister infrastruktury. - Jestem zwolennikiem wprowadzenia do kodeksu pojęcia "zabójstwo drogowe" - mówi Wirtualnej Polsce minister Dariusz Klimczak. Jego zdaniem wyrok ośmiu lat jest zbyt niski. Wedle informacji Michała Wróblewskiego z WP minister podejmie rozmowy w ramach rządu na temat zmian w Kodeksie karnym.

Wybrane dla Ciebie