Sebastian M. skazany na 8 lat. To wina polityków, nie prawników [OPINIA]

Marcin Lewicki
Sebastian M. skazany na 8 lat więzieniaSebastian M. skazany na 8 lat więzienia
Źródło zdjęć: © o2.pl | Marcin Lewicki

Powszechne poczucie niesprawiedliwości po wyroku dla Sebastiana M. jest zrozumiałe. To "tylko 8 lat" więzienia za śmierć trzech osób. Ja też uważam, że za jazdę ponad 300 km/h i wypadek powinno grozić dożywocie. Ale prawo mamy skonstruowane tak zawile i nieprecyzyjnie, że do końca strona oskarżająca obawiała się niższej kary dla 35-latka. Warto zdawać sobie z tego sprawę.

Sebastian M. został skazany na 8 lat więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Relacjonowałem prawie wszystkie rozprawy z głośnego procesu, a wcześniej sprawę ekstradycji kierowcy BMW do Polski.

Fakt, że Sebastian M. nie pójdzie siedzieć na więcej niż 8 lat (łącznie, bo sąd uwzględnił mu na poczet wyroku areszt w Dubaju i w Polsce, więc na wolność wyjdzie najpóźniej w połowie 2033 roku) nie był tajemnicą. Ale reakcja publicystów i polityków wygląda tak, jakby dopiero wczoraj zdali sobie sprawę, że jazda ponad 300 km/h na drodze publicznej jest w polskim kodeksie karnym traktowana tak samo jak wypadek śmiertelny na drodze w terenie zabudowanym, gdzie kierowca jechał np. 60 km/h i potrącił pieszego.


DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

Publicysta Polsatu Grzegorz Jankowski stwierdził wręcz, że za niski wyrok dla M. odpowiadają sędziowie i prokuratorzy. Zarzucił im infantylność i zasłanianie się przepisami. Porównał wyrok dla Sebastiana M. i Łukasza Żaka, który trafi za kratki na 20 lat więzienia za wypadek w stanie nietrzeźwości i ucieczkę z miejsca zdarzenia na Trasie Łazienkowskiej. Jankowski nie był jedyny.

Choć powszechne oburzenie na "niski" (choć prof. Mikołaj Małecki w rozmowie ze mną kilka miesięcy temu podkreślił, że 8 lat więzienia to wieczność, a nie niska kara) wyrok dla Sebastiana M. jest zrozumiałe, to kierujemy je nie tam, gdzie powinniśmy.

Dlaczego? Bo sąd i prokuratura sięgnęły po najsurowsze środki, jakie – co powinno wybrzmieć – dopuszczone były w prawie we wrześniu 2023 r., gdy doszło do wypadku. Z kuluarowych rozmów, które przeprowadziłem, wynikało, że oskarżyciele – zarówno publiczny, jak i posiłkowy – do samego końca obawiali się, że sąd nie sięgnie po najwyższy wymiar kary. Jak to możliwe? Przecież M. był wcześniej niekarany. Nie miał negatywnej opinii środowiskowej. Prowadził firmę. Nie nałożono na niego wcześniej zakazu prowadzenia pojazdów jak na Łukasza Żaka, który miał ich łącznie cztery.

Wbrew powszechnemu odczuciu Sebastian M. nie uciekł z miejsca zdarzenia tak jak Żak. Był dostępny dla policjantów, którzy wypuścili go na wolność. Nie miał zakazu opuszczania kraju. Nie był pijany ani nie prowadził pod wpływem narkotyków. Gdyby spuścił głowę, z pokorą przepraszał i prosił o wybaczenie, jego wyrok prawdopodobnie byłby niższy.

Widziałem, że szczególnie rodziny ofiar, ale też prokuratorzy obawiali się, że sąd złagodzi karę. 6 lat? Może mniej? Sąd jednak sięgnął po najsurowszy wyrok dozwolony przez przepisy. Nie tylko zasądził 8 lat więzienia, ale też obciążył skazanego karą finansową 2,5 mln zł, w całości obciążył M. kosztami procesowymi, a także zabrał mu prawo jazdy na 15 lat. Więcej nie mógł, tak stanowi Kodeks karny. Sąd uznał także, że na wolność za dobre sprawowanie będzie mógł wyjść najwcześniej po odbyciu 3/4 kary. Zwykle o warunkowe zwolnienie można ubiegać się po odbyciu połowy kary.

Sąd nie mógł, a stanowi o tym Kodeks postępowania karnego, zmienić kwalifikacji prawnej czynu oskarżonego przed samym wyrokiem. Wiązałoby się to ze wznowieniem procesu i dodatkowym bólem dla rodzin ofiar, które pragnęły wyroku. Pragnęły tak bardzo, że nawet godzina opóźnienia (pierwotnie wyrok miał zapaść o 12:00, a ostatecznie zapadł o 13:00) była dla nich wiecznością. Widziałem to na własne oczy.

Zostaje jeszcze prokuratura. Mam do śledczych wiele pretensji, szczególnie o początkowy etap śledztwa. Uważam, że M. po tak dramatycznym zdarzeniu powinien być zatrzymany do wyjaśnienia, a prokuratura powinna zakazać mu wyjazdu z kraju. Uważam, że to opieszałość śledczych doprowadziła do tego, że sprawa zakończyła się dopiero po trzech latach. Ale uważam też - słuchając mowy końcowej prok. Aleksandra Dudy i obserwując postawę prokuratorów w trakcie procesu - że śledczym zależało, aby wymiar kary dla Sebastiana M. był ostatecznie jak najwyższy.

Powszechny stał się zarzut, że śledczy nie sięgnęli po zabójstwo z zamiarem ewentualnym, za które grozi dożywocie. Przyznam, że sam uważałem, że Sebastian M. powinien być oskarżony o ten czyn. Słuchając oskarżycieli nie tylko od strony prokuratury, ale też od strony rodziny ofiar, zmieniłem swój pogląd.

Prokurator mógłby postawić kierowcy BMW zarzut o zabójstwo, ale bardzo trudne, a być może niemożliwe, byłoby jego udowodnienie. Z akt wynika, że M. w trakcie szaleńczego rajdu hamował przed wypadkiem. Zwolnił nawet do 150 km/h. Według wykładni przepisów świadczy to o tym, że nie godził się z uderzeniem w inne auto. Był przekonany, że opanuje samochód w każdej sytuacji. Nie miał "zamiaru ewentualnego". A według prawników zamiar ewentualny musi wprost wskazywać, że oskarżony ma świadomość, że zdarzenie może mieć miejsce.

Po drugie, o czym zapominamy, M. został sprowadzony do Polski z Dubaju na podstawie zarzutu o spowodowanie wypadku. Każda zmiana zarzutu w postępowaniu sądowym wiązałaby się z koniecznością konsultacji tego ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Tu niezbędne byłoby wsparcie MSZ. Także polityków.

I to do nich powinniśmy kierować pretensje o to, że Kodeks karny nie penalizuje prędkości. Że traktuje sprawców wypadków zawsze tak samo. Że nie rozróżnia wypadku przy przekroczeniu o 10 km/h i 50 km/h. A to właśnie prędkość jest przyczyną ok. 23 proc. wypadków w naszym kraju. Prędkość "wygrywa" nawet z alkoholem.

Przepisy dotyczące zabójstwa z zamiarem ewentualnym też nie są precyzyjne. A – jak usłyszałem na korytarzu w trakcie rozpraw Sebastiana M. – "agresywna i aktywna obrona oskarżonego szybko wskazałaby na nieścisłości związane z zarzutem, co mogłoby doprowadzić do uniewinnienia mężczyzny."

Zresztą sam M., który kreował się na ofiarę mediów, wymiaru sprawiedliwości i polityków, mógłby wykorzystać ten zarzut, wskazując, że całe państwo znów "uwzięło się" na niego, a on sam jako pierwszy w takiej sprawie odpowiada za zabójstwo, a nie za wypadek.

Rozmawiając o wyroku dla Sebastiana M. skupmy się na faktach i apelujmy do polityków o zmianę w przepisach. Pamiętajmy też o tym, co czują rodziny ofiar. Z nimi też wielokrotnie rozmawiałem. Dla nich nie ma sprawiedliwej kary dla M. Nawet dożywocie dla 35-latka nie wróci im życia dzieci. Chcieli usłyszeć, że to on jest winny. Nie mają ulgi i satysfakcji. Ale zdawali sobie sprawę, że – w obecnym stanie prawnym – sąd nie miał innej możliwości. 8 lat dla Sebastiana M. stało się faktem. A politycy muszą zrobić wszystko, aby w kolejnych takich przypadkach (oby było ich jak najmniej) zapadały bardziej surowe orzeczenia.

Wybrane dla Ciebie