Mały Czarnobyl. Tak wyglądała katastrofa radiologiczna w Brazylii

Niebieski proszek świecił w ciemności i wyglądał jak skarb. Mieszkańcy brazylijskiej Goiânii podawali go sobie z rąk do rąk, a dzieci nacierały nim skórę. Nikt nie podejrzewał, że ten piękny blask zabija.

Źródło promieniotwórcze z 1987 roku  i oraz Leide das Neves FerrŹródło promieniotwórcze z 1987 roku i oraz Leide das Neves Ferreira – ofiara katastrofy
Źródło zdjęć: © wikipedia | CC, CC BY 2.0, ZipZapic.com

Instytut radioterapii IGR w Goiânii zamknął swoją siedzibę jeszcze przed 1987 rokiem. Personel zostawił w pustym budynku aparat do napromieniania chorych. Wewnątrz urządzenia tkwiły 93 gramy chlorku cezu-137, silnie promieniotwórczej soli.

Takie źródło wymaga stałego nadzoru, bo osłona chroni otoczenie tylko dopóty, dopóki nikt jej nie naruszy. Właściciele placówki zlekceważyli ten obowiązek i porzucili śmiertelne zagrożenie w środku miasta.

Ochroniarz nie przyszedł do pracy 13 września 1987 r., więc budynek stał zupełnie bez opieki. Tę okazję wykorzystali Roberto dos Santos i Wagner Mota. Obaj mężczyźni wywieźli ciężki aparat na taczkach, licząc na zarobek ze sprzedaży złomu. Tak zaczął się największy znany incydent z utraconym źródłem promieniowania.

Złodzieje przez trzy dni cięli i rozbijali osłonę z ołowiu, stali i irydu. Każde uderzenie osłabiało jedyną barierę między cezem a światem. Obaj szybko poczuli pierwsze objawy napromieniowania, lecz nie powiązali ich z metalowym walcem. Rozbity aparat sprzedali na złomowisko Devaira Ferreiry.

Koszmar w domu Ferreirów

Pracownicy złomowiska otworzyli tuleję z cezem i przypłacili to śmiertelnym napromieniowaniem. Sam Ferreira zachwycił się błękitną poświatą proszku. Zapraszał gości, prezentował im znalezisko i planował dla żony biżuterię z niezwykłego materiału.

Chlorek cezu ma postać sypkiego pyłu, dlatego przywierał do dłoni, ubrań i sierści zwierząt. Ferreira skaził w ten sposób własny dom i wszystkich, którzy przez niego przeszli.

Najwyższą cenę zapłaciła sześcioletnia Leide das Neves Ferreira. Dziewczynka długo bawiła się niebieskim pyłem w domu rodziców. Promieniowanie zniszczyło jej organizm od środka i doprowadziło do zgonu. Jej ciało pozostało tak skażone, że rodzina złożyła je w ołowianej trumnie, którą robotnicy zalali betonem.

Maria Ferreira jako pierwsza nabrała podejrzeń wobec tajemniczego proszku. Jej dociekliwość prawdopodobnie ograniczyła liczbę ofiar, bo skierowała uwagę na prawdziwe źródło choroby. Sama Maria zmarła jednak po ciężkiej ekspozycji. Cez-137 zabił łącznie cztery osoby, a wielu innym zostawił trwałe ryzyko chorób.

Lekarze początkowo mylili objawy choroby popromiennej ze zwykłymi infekcjami. Ta pomyłka dała cezowi ponad dwa tygodnie na "wędrówkę" po mieście. Skażeni ludzie odwiedzali w tym czasie krewnych, sklepy i sąsiadów. Każdy uścisk dłoni przenosił radioaktywny pył dalej.

Miasto pod kontrolą liczników

Po ujawnieniu sprawy tysiące przerażonych mieszkańców ruszyły do placówek medycznych. Strach przed niewidzialnym zagrożeniem okazał się równie zaraźliwy jak sam pył. Służby medyczne przebadały ludność i hospitalizowały 19 osób. U 249 ludzi wykryły groźne skażenie, a niektórzy pochłonęli dawkę równą około tysiącu rocznych norm.

Ekipy dekontaminacyjne pracowały w Goiânii przez sześć miesięcy. Około 800 ludzi burzyło budynki, zdejmowało wierzchnią warstwę ziemi i likwidowało skażone mienie. Robotnicy zrównali z ziemią siedem domów i odkazili ponad czterdzieści kolejnych.

Radioaktywny pył wnika w tynk i glebę, dlatego zwykłe mycie nie wystarczało. Na składowisko trafiło ostatecznie 3000 metrów sześciennych odpadów.

Organy śledcze postawiły zarzuty za porzucenie sprzętu w opuszczonym szpitalu. Brazylia zaostrzyła po katastrofie zasady ewidencji i utylizacji źródeł promieniotwórczych. Państwo zrozumiało, że każdy nieodnotowany aparat może kiedyś trafić na złomowisko. Rejestr i kontrola odbierają przypadkowym znalazcom szansę na taką tragedię.

Goiânia nie zamknęła jednak problemu porzuconych źródeł, zwanych orphan sources. Między 1994 a 2011 rokiem podobne przypadki wystąpiły w Tammiku, Lilo i Pradze. Część z nich skończyła się skażeniami i zgonami. Każda z tych historii zaczęła się identycznie, od źródła promieniowania, które ktoś zostawił bez nadzoru.

Bibliografia

  • A. Kowal, Radiologiczna katastrofa doprowadziła do napromieniowania setek ludzi. Wszystko przez prosty błąd [https://www.focus.pl/artykul/radiologiczna-katastrofa-goiania-1987-ofiary]
  • A. Stanisławska, Śmiercionośny "złom" z brazylijskiej Goiânii [https://www.crazynauka.pl/smiercionosny-zlom-z-brazylijskiej-goianii/] 
Wybrane dla Ciebie