Keira i jej córką Chloe zaginęły 30 kwietnia 2017 roku w Wirginii. Poszukiwaniami kobiety i niespełna ośmiomiesięcznego niemowlaka żyły całe Stany Zjednoczone. Już w 2018 roku detektywi zaczęli podejrzewać, że zaginione mogły zostać zamordowane. Wszczęto śledztwo w tym kierunku.
Podejrzenia detektywów padły na Carlosa Johnsona Jr. To partner i ojciec uznanych za zmarłe. Mężczyzna został ostatecznie oskarżony na podstawie badań DNA oraz zeznań świadków. Teraz ruszył jego proces.
Z zeznań przed amerykańskim sądem wynika, że w 2018 roku Johnson Jr. na przesłuchania w sprawie zaginięcia najbliższych miał brać matkę. Kobieta apelowała do swojego syna, aby "ujawnił śledczym wszystko to, co wie".
Z kolei kolega z pracy oskarżonego mężczyzny powiedział przed ławą przysięgłych, że Johnson groził, że zamorduje Keirę, jeżeli ta urodzi mu dziecko. Świadek przyznał, że nie traktował tych słów poważnie, do momentu, gdy kobieta i ośmiomiesięczna dziewczynka nie zniknęły. Świadkowie twierdzili też, że oskarżony namawiał partnerkę do aborcji.
We wtorek (15 września) swoje zeznania złożył zajmujący się sprawą biegły sądowy. Ekspert wskazał, że krew znaleziona w kawałku dywanu z salonu Carlosa Johnsona Jr. niemal na pewno należy do Keiry Johnson. Proces ponownie ma ruszyć w poniedziałek (21 września).