"Nie mamy już czasu". Przerażające ostatnie słowa z rozbitego samolotu na Florydzie

Tragiczna katastrofa lotnicza w USA. Prywatny odrzutowiec Learjet 60 runął na osiedle domów mobilnych na Florydzie. Według doniesień "New York Post" zginęło dziewięć osób. Ujawniono nagranie rozmowy załogi z kontrolerem lotów. Chwilę przed uderzeniem w ziemię z kokpitu padły dramatyczne słowa: "Nie mamy już czasu".

Zarejestrowano ostatnie słowa pilotki z samolotu rozbitego na Florydzie.Zarejestrowano ostatnie słowa pilotki z rozbitego samolotu na Florydzie.
Źródło zdjęć: © X
Karol Osiński

Do katastrofy doszło w niedzielę 1 listopada około godz. 13:00 czasu lokalnego w miejscowości Greenacres na południu Florydy. Prywatny samolot Learjet 60 leciał z Austin w Teksasie na Bahamy, gdzie miał wylądować na lotnisku North Eleuthera. Maszyna rozbiła się na terenie osiedla domów mobilnych, wywołując ogromny pożar. W mediach pojawiły się nagrania przedstawiające ostatnie sekundy lotu oraz moment uderzenia w ziemię.

Katastrofa samolotu w USA. Ujawniono ostatnią rozmowę załogi

Opublikowane nagranie korespondencji radiowej pokazuje, jak dramatycznie zmieniała się sytuacja na pokładzie odrzutowca.

Początkowo pilotka informowała kontrolerów ruchu lotniczego w Miami o umiarkowanych turbulencjach oraz niewielkim oblodzeniu, które określała jako możliwe do opanowania.

Chwilę później sytuacja gwałtownie się pogorszyła. Samolot zaczął tracić wysokość z ogromną prędkością, a załoga nadała sygnał alarmowy. – Opadamy z prędkością 8 tysięcy... Mayday, mayday! Opadamy z prędkością 10 tysięcy stóp na minutę – przekazała pilotka.

Następnie poinformowała, że maszyna przekroczyła dopuszczalną prędkość, a tempo opadania wzrosło do 20 tysięcy stóp na minutę. – Rozbijemy się o ziemię! – krzyknęła.

Kontroler próbował utrzymać kontakt z załogą. – November Two Bravo Delta, jestem z wami, mówcie do mnie – odpowiedział.

Z kokpitu padła jeszcze informacja o gwałtownym opadaniu i przechyle samolotu sięgającym 60 stopni. Chwilę później jedna z kobiet znajdujących się na pokładzie wypowiedziała ostatnie zarejestrowane słowa. – Cholera, nie mamy już czasu! – krzyknęła.

Niedługo potem odrzutowiec uderzył w ziemię.

Samolot spadł na osiedle domów. Świadkowie mówią o potężnym huku

Nagrania wykonane przez świadków pokazują maszynę spadającą niemal pionowo w kierunku ziemi. Po uderzeniu doszło do eksplozji i pojawiła się ogromna kula ognia.

Według serwisu Aviation 24/7 samolot zahaczył o drzewo i zerwał linie energetyczne. Siła uderzenia była tak duża, że w ziemi powstał krater. Jeden ze świadków porównał odgłos katastrofy do uderzenia pocisku rakietowego.

Na miejscu pozostały szczątki odrzutowca oraz zniszczony dom mobilny. Służby ratunkowe rozpoczęły działania wśród płonących pozostałości maszyny i zabudowań.

Do wypadku doszło około 14 kilometrów od posiadłości Mar-a-Lago należącej do prezydenta Donalda Trumpa. Jak podała CNN, amerykański przywódca odleciał z pobliskiego lotniska w West Palm Beach ponad godzinę przed katastrofą.

Służby ustalają bilans tragedii

Według doniesień medialnych na pokładzie Learjeta 60 znajdowało się dziewięć osób, które miały zginąć w katastrofie. Władze potwierdziły wystąpienie wielu ofiar śmiertelnych, ale w chwili publikacji pierwszych informacji nie podały jeszcze ostatecznego bilansu.

Nie było również jasne, czy wśród poszkodowanych znajdują się mieszkańcy osiedla, na które spadł samolot. Maszyna, której wartość szacowano na około 2 mln dolarów, była zarejestrowana na prywatną spółkę LR60271 LLC z Wilmington w stanie Delaware.

Dokładne przyczyny katastrofy pozostają nieznane. Ujawniona korespondencja radiowa wskazuje na gwałtowną utratę wysokości i problemy z kontrolowaniem lotu, jednak ustalenie przebiegu zdarzenia będzie wymagało szczegółowego dochodzenia.

Wybrane dla Ciebie