Nie mieszkał zupełnie sam. Sąsiedzi rolnika z Gliwic ruszyli z pomocą

60-letni Józef M. z Gliwic po wjechaniu traktorem z pługiem na świeżo wyasfaltowaną ul. Rybacką usłyszał zarzut zniszczenia mienia o znacznej wartości i trafił do aresztu. Według sąsiadów był samotnikiem, a po jego zatrzymaniu mieszkańcy doglądają psa, który został na posesji.

Rolnik zaorał drogę w Gliwicach. Sąsiedzi zajęli się jego psemRolnik zaorał drogę w Gliwicach. Sąsiedzi zajęli się jego psem
Źródło zdjęć: © Facebook, o2.pl | Katarzyna Kuczyńska-Budka, Rafał Strzelec
Rafał Strzelec

Najważniejsze informacje

  • Do zdarzenia doszło w piątek 7 sierpnia, krótko po wylaniu asfaltu na ul. Rybackiej w Gliwicach.
  • Sąd zastosował wobec Józefa M. trzymiesięczny areszt; mężczyzna przyznał się i złożył wyjaśnienia.
  • Po zatrzymaniu rolnika sąsiedzi karmią i doglądają jego psa, który został na terenie posesji.

Jak relacjonuje "Fakt", w gliwickiej Ostropie od kilku dni wraca to samo pytanie - co dalej z gospodarstwem i zwierzętami Józefa M. Mieszkańcy opisują go jako osobę żyjącą na uboczu, skoncentrowaną na sprawach własności. Podkreślają też, że mężczyzna nie mieszkał przy samej ul. Rybackiej, tylko kilka ulic dalej.

Przypomnijmy, że 60-letni rolnik w piątek (7 sierpnia), tuż po ułożeniu nowej nawierzchni, wziął traktor, podpiął pług i zaorał świeży asfalt. Uparcie twierdził, że droga powstała na jego działce, choć miasto utrzymuje, że wcześniej stracił prawa do tego gruntu.


WIDEO
Rolnik zaorał ulicę w Gliwicach. Rozmawialiśmy z sąsiadami


Sąsiedzi o Józefie M. "Co moje, to moje"

Z relacji okolicznych mieszkańców wynika, że rolnik nie założył rodziny i rzadko utrzymywał bliższe kontakty z ludźmi. - Spokojny był. Tylko miał taką zasadę: - Co moje, to moje. Od mojego wara - opowiada jeden z sąsiadów. Inni mówią, że przez lata najmocniej pilnował ziemi, a mniej zajmował się uprawą.

Sąsiedzi wspominają też, że Józef M. miał dwie siostry, a wątek relacji rodzinnych powraca w wielu rozmowach w okolicy. Mieszkańcy dodają, że mężczyzna posiadał również grunty w rejonie Kozłowa, ale nie kojarzą, by prowadził tam intensywne gospodarstwo.

Po zatrzymaniu rolnika część osób skupiła się na tym, co stanie się ze zwierzętami na posesji. Jak ustalił "Fakt", największe obawy dotyczyły psa. - Piesek jest zaopiekowany. Kilka godzin po zdarzeniu była policja, byli też sąsiedzi. Zwierzę zostało na jego posesji i jest cały czas doglądane i karmione przez nas - zapewnia jedna z mieszkanek.

- Przez pierwsze dwa dni bardzo szczekał. Ludzie pytali, co się dzieje, no przecież za właścicielem tęskni. Uważamy, że niesłusznie go aresztowano - dodaje rozmówczyni "Faktu".

Spór o działki i depozyt sądowy

Katarzyna Polak, kierownik referatu regulacji stanów prawnych w Zarządzie Dróg Miejskich w Gliwicach, mówiła w rozmowie z "Faktem", że zniszczona droga należy do gminy. - Jedna z działek została przejęta na podstawie decyzji wojewody w 2021 r. Właścicielowi przysługiwało odszkodowanie, które zostało wypłacone (...) Niestety ten pan nie przyjął za nią odszkodowania. Pieniądze do dziś leżą w depozycie sądowym - wyjaśniała.

Prokuratura informuje, że mężczyzna usłyszał zarzut zniszczenia mienia o znacznej wartości. - Mężczyzna przyznał się i złożył wyjaśnienia. Przedstawiono mu zarzut zniszczenia mienia o znacznej wartości. W jego ocenie ta część pasa, którą zniszczył, należy do niego, ale nie przedstawił na to żadnych dokumentów - powiedział prok. Miłosz Żymełka, zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Gliwice Zachód.

Wybrane dla Ciebie