Okratek australijski zwraca uwagę przede wszystkim swoim nietypowym wyglądem. Początkowo jego owocnik przypomina niepozorne, białawe jajo, jednak z czasem osłona pęka i ze środka wysuwają się pomarańczowo-czerwone ramiona. To właśnie one sprawiają, że grzyb otrzymał angielską nazwę "devil's fingers", czyli "palce diabła".
Niezwykły grzyb w naszym lesie – okratek australijski. Jak wskazuje jego nazwa, pochodzi z Australii. Do Europy został zawleczony na początku XX wieku. Wydziela bardzo intensywną, nieprzyjemną woń padliny, która służy do przywabiania owadów roznoszących zarodniki. Jest uznawany za grzyb niejadalny – czytamy na profilu Nadleśnictwa Drewnica na Facebooku.
Obok zdjęć zrobionych przez leśnika Marcina Młudzińskiego dodano, że okratek australijski jest pożytecznym saprofitem – to oznacza, że rozkłada materię organiczną, nie jest pasożytem i nie zagraża ekosystemowi. Widok grzyba zwrócił uwagę internautów.
"Piękny. Niestety jeszcze nigdy nie spotkałam", "Jest na mojej liście grzybowych marzeń już od kilku lat", "Pojawiły się niedawno na Kaszubach, w dwóch miejscach. Ale i tak ciężko będzie znaleźć", "Robi wrażenie", "Niektórzy nawet nie wiedzą o ich istnieniu, a na nie trafiają" – komentowali.
Zarodniki okratka australijskiego są przenoszone przez owady
Okratek australijski nie potrzebuje do rozprzestrzeniania się żadnych zwierząt ani człowieka. Jego zarodniki przenoszą przede wszystkim owady zwabione charakterystycznym zapachem.
Po pojawieniu się owocnika mogą więc trafić na kolejne fragmenty ściółki i tam dać początek nowym osobnikom. Gatunek jest w Polsce coraz częściej odnotowywany. Owocniki pojawiają się przede wszystkim w cieplejszej części roku, ale przy sprzyjających warunkach można spotkać je nawet późną jesienią.