Pobili Polaka w Czechach. Wzięli go za Ukraińca. "Nie mogłem krzyknąć"

Chodnik. Cios. Drugi. Siniaki pod lewym okiem. Zbita noga i łokieć. Utrata pamięci. Jakub Heisig pamięta, że w czasie ataku napastnicy krzyczeli, że ma "wyp******** do siebie" i nazwali go "Banderowcem". Bo miał żółto-niebieską czapkę. A on, Chorzowianin, Ślązak z krwi i kości chciał zebrać pieniądze na leczenie ciężarnej partnerki i uczyć ludzi historii Śląska - Nie wiem, jak można być tak zawistnym. Tak ksenofobicznym – mówi o2.pl mężczyzna pobity przez Polaków w czeskiej Ostrawie.

36-latek jechał dla chorej żony. Pobito go w Czechach36-latek jechał dla chorej żony. Pobito go w Czechach
Źródło zdjęć: © Nadesłane | Jakub Heisig
Marcin Lewicki

36-letni Jakub Heisig od lat interesuje się historią Śląska. Jego rodzina pochodzi z tego regionu. Wie o nim wszystko. Tłumaczy, że Opole to jeden z głównych ośrodków Górnego Śląska, podobnie jak prawie cała Opolszczyzna. Wyjaśnia, dlaczego ludzie mylą Śląsk i Zagłębie. O swojej pasji opowiada tak ciekawie, że można wręcz zapomnieć, jaki miał być temat naszej rozmowy.


WIDEO
Stracił przytomność. Atak na 20-letniego Ukraińca. Nagranie z Warszawy

A temat jest smutny. Podwójnie. Wszystko zaczęło się w maju. Partnerka Jakuba, Marcelina, 30-letnia kobieta i mama trójki dzieci zachorowała będąc w ciąży. Para, zamiast oczekiwać na nowego członka rodziny przesiadywała w szpitalu. W końcu diagnoza: rak szyjki macicy.

"Logistyka wysiadła", pojawiło się poczucie wstydu i... plan

Próbowałem na miejscu pogodzić zarobkowo opiekę nad dziećmi, pracę, wspieranie Marceliny. Wożenie, odbieranie z przedszkola. To przestało zdawać egzamin. Logistyka wysiadła. Podjąłem trudną, chyba desperacką decyzję. Postanowiłem wsiąść na rower. Ale biłem się z myślami. Dla mnie to był trochę wstyd. Rozumie pan, chłop na Śląsku nie pracuje i nie jest w stanie rodziny utrzymać. Nie jest to powód do dumy – tłumaczy o2.pl Jakub Heisig.

Młody mężczyzna zdecydował, że wyruszy w długą, rowerową podróż. Plan był ambitny. 800 km w pięć dni. Objechanie całych, historycznych granic Górnego Śląska. Założył sobie dwa cele. Promować zbiórkę na leczenie Marceliny i zwrócić uwagę ludzi na historię regionu.

Należę do środowiska regionalistów. Chcemy, żeby świadomość mieszkańców Śląska była wyższa. Uczymy. Rozmawiamy. Taki był też cel tej wyprawy. Walczyć o każdą złotówkę dla Marceliny i uświadamiać na temat historii Górnego Śląska – zaznaczył Jakub.

Na rower wsiadł 9 września. Pożegnały go rozemocjonowane dzieci. Nagranie z rozpoczęcia podróży dostępne jest w mediach społecznościowych. Udostępnił je m.in. profil jego rodzinnego Chorzowa. Na twarzy mężczyzny widać radość. To miała być przygoda, która odmieni jego życie.

Wszystko szło super. Było wymagająco, ale satysfakcjonująco. Dojazd do Ostrawy mnie trochę wymęczył. Był wymagający. Trudne warunki, deszcz, nisko zawieszone chmury. Do tego podjazd. Beskidy, wiadomo – relacjonuje mężczyzna w rozmowie z o2.pl.pl.

Heisig podkreśla, że był przed Ostrawą "pozytywnie nabuzowany endorfinami". Miał też satysfakcję, bo zbiórka wystrzeliła. Złotówka do złotówki. Kolejne środki na leczenie Marceliny. 70, 90 tysięcy. Kolejne miesiące leczenia zapewnione.

Po prostu, byłem szczęśliwy. Dojechałem do Ostrawy, zameldowałem się w hotelu. Odstawiłem rower. Wybrałem się na miasto. Miałem w sobie dużo pozytywnej energii – relacjonuje bohater wyprawy.

Jakub tłumaczy, że zdecydował się na odrobię relaksu. Chciał podzielić się z nią z ludźmi. Nie był jednak przygotowany na to, że spotka go nieszczęście.

"Niewiele pamiętam". Pobili Polaka, bo miał żółto-niebieską czapkę

W samej Ostrawie mieszka 1000 Polaków, ale rzeczywista liczba naszych rodaków w tym czeskim mieście jest dużo wyższa. Niektórzy przyjeżdżają, bo chcą napić się czeskiego piwa. Inni zwiedzają miejscowość oddaloną od granicy o 10 km. Nie brakuje też jednak miłośników mocniejszych wrażeń, nocnych imprez i awantur.

Gdy byłem na mieście, spotkałem na miejscu wielu Polaków. Usiadłem w barze. Zacząłem z nimi rozmawiać. Miałem żółto-niebieską, regionalną czapkę i kurtkę turystyczną z napisem Górny Śląsk. Poznałem świetną ekipę chłopaków z Kędzierzyna-Koźla. Rozprawialiśmy o historii. Społeczeństwie. Wspaniała dyskusja – relacjonuje Heisig.

36-latek odprowadził grupę do samochodu i zdecydował, że wraca do hotelu. Był już wieczór. Ze ścisłego centrum, znanej, imprezowej ulicy Stodolni miał kilkaset metrów. W pewnym momencie Heisig poczuł się osaczony. Zdał sobie sprawę, że stał się celem dla kilku przechodzących w pobliżu mężczyzn. Nagle jeden z napastników przewrócił go na ziemię.

Poczułem, że coś jest nie tak. Niewiele pamiętam z całego zajścia. Jeden z napastników obalił mnie na bok, na chodnik. Dostałem cios. Poczułem ból. Łokieć i kolano miałem mocno zbite. Przypominam sobie, że chciałem wstać, ale znów ktoś mnie popchnął. Obalił. Druga osoba mnie kopała. Inny napastnik chciał mi wyrwać kapelusz – wskazuje pobity mężczyzna.
Jakub Heisig na trójstyku Polski, Czech i Słowacji.
Jakub Heisig na trójstyku Polski, Czech i Słowacji. Jeszcze przed pobiciem © Nadesłane | Jakub Heisig

Z relacji 36-latka wynika, że zaatakowało go trzech napastników. Krzyczeli po polsku, że ma "wyp******** do siebie" i "je*** Banderę". Jakub pamięta wulgarne słowa o Ukrainie. Ktoś nazwał go też "Banderowcem". Agresorzy próbowali wyrwać napadniętemu mężczyźnie wspomnianą czapkę w kolorach Górnego-Śląska. Myśleli, że to kapelusz z flagą Ukrainy.

Ja nie byłem w stanie nic powiedzieć. Nie mogłem krzyknąć. Nie dałem sobie wyrwać czapki. To wiem. Próbowałem odpierać atak, robić uniki. Nie dali pola do ucieczki. W pewnym momencie jednak wypatrzyłem lukę i się im zerwałem. Dobiegłem do hotelu. Później nic już nie pamiętam – relacjonuje pobity mężczyzna.

Ciężki poranek, SOR i zderzenie z realiami

Jakub Heisig podkreśla, że ma ogromną lukę w pamięci. Tłumaczy, że nie wie czy napastnicy go gonili, ani jak zasnął. Wie, że rano zastał "pobojowisko" w pokoju hotelowym.

Przypomniałem sobie zdarzenie. Zerwałem się na równe nogi. Zadzwoniłem do Marceliny. Pojechałem na SOR. Złożyłem też zawiadomienie na komisariacie w Czechach – wskazuje 36-latek.
Pobicie Polaka w centrum Ostrawy.
Jakub Heisig z czapką, którą chcieli ukraść mu napastnicy © Facebook | Cargo Familia

Mężczyzna podkreśla, że czescy policjanci przyjęli zgłoszenie, ale byli nastawieni sceptycznie do sprawy. – Policjant mówił, że to tam częsta sytuacja, trudno będzie ująć sprawców. I mam jeszcze raz przyjechać, żeby złożyć obszerne zeznania z tłumaczem przysięgłym – tłumaczy mi Jakub Heisig.

Czesi mają dostęp do czasu, miejsca i historii transakcji Polaka. – Ale wie pan, ja zostałem potraktowany trochę tak, że no "Polacy się pobili i to jest normalne". A nie jest. Dobrze, że sprawą interesują się czeskie media. Liczę, że to zmobilizuje tamtejszą policję – mówi 36-latek.

Czeska policja zabiera głos

Czeska policja potwierdza, że otrzymała zgłoszenie w sprawie. Funkcjonariusze z Ostrawy zapewniają w rozmowie z o2.pl, że traktują sprawę poważnie.

Możemy potwierdzić, że wszczęto postępowanie karne w sprawie podejrzenia usiłowania spowodowania uszczerbku na zdrowiu, do którego miało dojść w wyniku domniemanego napaści na obywatela innego państwa w centrum Ostrawy. Funkcjonariusze policji analizują obecnie wszelkie fakty oraz podejmują działania mające na celu ustalenie tożsamości potencjalnego sprawcy i wyjaśnienie okoliczności zdarzenia. Ze względu na trwające postępowanie nie możemy udzielić dalszych informacji – mówi o2.pl por. bc. Eva Michalíková z policji w Ostrawie.

Sprawców pobicia Jakuba Heisiga nadal jednak nie znaleziono. W piątek (18 września) pobity Polak ma wrócić do Ostrawy, aby złożyć szersze zeznania.

"Próbuję znaleźć dla siebie miejsce"

Zaraz po pobiciu Jakub Heisig wrócił do Polski. Prosiła go o to Marcelina. Nie chciała, aby dalej cierpiał. Teraz, kilka dni po napaści próbuje wrócić do normalności. Cieszy się, że zbiórka wręcz wystrzeliła (w momencie, gdy tekst powstawał zebrano na rzecz leczenia 30-latki 630 tys. zł, a kwota ta cały czas rosła). Mężczyzna jest jednak wstrząśnięty tym, co go spotkało.

Z jednej strony staram się żyć normalnie. Odprowadzam dzieci do przedszkola. Szkoły. Jestem też poruszony pozytywnie skalą wsparcia dla naszej rodziny. Wspiera nas nie tylko zżyta społeczność Śląska. Dziękuję wszystkim. Ale zastanawiam się, też, bo nie wiem, jak można być tak zawistnym. Tak ksenofobicznym. Jak można znaleźć sobie taki pretekst do pobicia człowieka – zastanawia się Jakub Heisig.

36-latek podkreśla, że "wyidealizował sobie świat, w którym może bez przeszkód rozmawiać z innymi o lokalnych sprawach, bez narzucania komukolwiek narracji narodowościowych".

Przesłanie pobitego Polaka. "To są banały, ale..."

No, ale mój idealizm został zgaszony. Przez zawiść, nienawiść. Ja naprawdę apeluję. Mniej zawiści, nienawiści. Nie jest ważne, jakim mówimy językiem. Szukajmy podobieństw. To są banały, ale zamiast słuchać pseudoidoli, lepiej jest porozmawiać z panią ze sklepu. Zapytajcie jej o zdanie. Polska powinna być krajem, w którym każdy może bezpiecznie wychowywać swoje dzieci. Narracja przemocowa, agresywna, z użyciem siły jest bezsensowna – mówi pobity mężczyzna w rozmowie z o2.pl.
Wybrane dla Ciebie