Jak podaje holenderski portal omroepbrabant.nl, prokuratura uznała, że Polak był odpowiedzialny za pracę maszyny, mimo że w chwili wypadku nie znajdował się w jej kabinie. Śledczy zarzucają mu poważną nieostrożność. Domagają się dla niego 180 godzin prac społecznych.
Do tragedii doszło 29 listopada 2025 r. 13-latek wracał do domu. Wcześniej wykonywał różne prace dorywcze. Chłopiec wjechał na drogę gruntową prowadzącą między polami. W tym samym czasie na drogę zjeżdżał traktor wykorzystywany do prac związanych z wycinką drzew.
Traktor jechał sam, Polak szedł obok
Jacek G. pracował przy wycince drzew razem z dwoma rumuńskimi pracownikami. Traktor poruszał się po polu według wyznaczonej trasy dzięki systemowi GPS. Mężczyźni znajdowali się poza kabiną i nadzorowali pracę maszyny.
Problem pojawił się w momencie, gdy traktor miał zawrócić. Droga gruntowa była wykorzystywana do wykonywania takich manewrów.
Według prokuratury za traktor odpowiadał właśnie Jacek G. To on miał ustawiać system GPS i kontrolować maszynę podczas skręcania. Zdaniem śledczych powinien zachować większą ostrożność, ponieważ droga była drogą publiczną.
Czy widły były podniesione?
Jednym z kluczowych pytań podczas rozprawy było to, w jakiej pozycji znajdowały się wystające elementy traktora. Miały one sięgać około 1,2 metra. Policja ustaliła, że prawa strona motocykla uderzyła w lewą część wideł. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, elementy były już podniesione. Jacek G. tłumaczył, że z powodu szoku nie pamiętał, czy w chwili wypadku znajdowały się w górze, czy na dole.
Obrona wskazywała, że traktor poruszał się z prędkością około 120–137 metrów na godzinę. Zdaniem prawnika nawet wcześniejsze zauważenie motocyklisty niewiele zmieniłoby w tej sytuacji.
Polak również przeżył osobistą tragedię
Jak informuje omroepbrabant.nl, Jacek G. podczas procesu był bardzo powściągliwy. Jego obrońca określił go jako człowieka małomównego i niewiele okazującego emocje. Mężczyzna przez część roku pracuje w Holandii w szkółce drzew, a pozostałą część spędza w Polsce, pomagając na gospodarstwie syna. Szczególnie mocno miał przeżyć śmierć nastolatka, ponieważ sam stracił syna w ubiegłym roku.
Prokurator docenił również, że Jacek G. rozmawiał z rodziną zmarłego chłopca o wypadku. Śledczy podtrzymali jednak żądanie 180 godzin prac społecznych. Nie domagali się odebrania mu prawa jazdy. Wyrok w sprawie Polaka ma zapaść 18 września.