Zdjęcie wykonane przez naszą czytelniczkę w jednym ze sklepów sieci Biedronka w Dobczycach przy ul. Zarabie 6l przedstawia skrzynki z polskimi pomidorami malinowymi marki "Kuchnia Pasjonata". Na pierwszy rzut oka widać kilka sztuk pomidorów pokrytych gęstą pleśnią.
– Pomidory szykują się na zimę, już w kożuszkach – komentuje z przymrużeniem oka pani Kamila, która przesłała fotografię do naszej redakcji.
Pleśń na świeżych produktach w dyskontach to problem, z którym klienci i pracownicy sieci handlowych mierzą się regularnie – zwłaszcza w okresach podwyższonej wilgotności powietrza i wysokich temperatur.
WIDEOTajemniczy miliarder podbija Polskę sklep po sklepie. Ekspert tłumaczy strategię Dino
Poprosiliśmy sieć Biedronka o komentarz. Mateusz Król, kierownik operacji i sprzedaży w sieci Biedronka, odpowiedzialny m.in. za sklep w Dobczycach przy ul. Zarabie 6l podkreśla, że "produkty znajdujące się w placówkach są kontrolowane na kilku etapach zanim trafią na półkę sklepową".
– Stoisko z warzywami i owocami podlega kilkukrotnej kontroli w trakcie dnia przez wyznaczone osoby, jak również codziennej procedurze likwidacji. Wysoka wilgotność powietrza sprzyja szybkiemu dojrzewaniu i tym samym łatwiejszemu psuciu się produktów. Właśnie dlatego nasze sklepy są wyposażone w inteligentne systemy zarządzania placówką, w tym kontroli temperatury i klimatu, by minimalizować ryzyko takich zdarzeń – tłumaczy Mateusz Król.
– Po zweryfikowaniu zgłoszenia dotyczącego sklepu przy ul. Zarabie 6l w Dobczycach potwierdzamy, że wśród dostępnych w sprzedaży pomidorów znajdowało się kilka przejrzałych warzyw, na których pojawiły się oznaki pleśni. Produkty te zostały niezwłocznie usunięte z sali sprzedaży. Jednocześnie przeprowadzono kontrolę pozostałych pomidorów znajdujących się w sklepie. Weryfikacja wykazała, że pozostałe warzywa były pełnowartościowe i nadawały się do spożycia. Przepraszamy, że podczas wcześniejszej kontroli nie zostały wychwycone pojedyncze sztuki warzyw niespełniających naszych standardów jakości – przekazał o2.pl przedstawiciel sieci.
Mateusz Król tłumaczy, że "ze względu na skalę działalności sieci Biedronka, obsługującej codziennie miliony klientów i przechowującej setki tysięcy produktów, niekiedy mogą zdarzyć się takie sytuacje".