Pracuje na mrozie. Rodzice uczniów martwią się o "pana Stopka"
- Przetrzymam zimę, a kolejnej już ze mną w tym miejscu nie będzie. Przechodzę na emeryturę. Będzie marzł i męczył się ktoś inny - mówi "Gazecie Wyborczej" tzw. pan stopek - przeprowadzacz dzieci z Sosnowca. Mimo siarczystych mrozów, mężczyzna stoi przy przejściu dla pieszych nawet dwie godziny, bez żadnej przerwy. Losem "Stopka" przejęli się rodzice uczniów, którzy widzieli, jak trzęsie się z zimna.
"Pan Stopek" pracuje na dworze bez względu na pogodę. Każdego dnia dba o to, żeby dzieci bezpiecznie dotarły do szkoły, a potem z niej wróciły. Zimą, podczas siarczystych mrozów, pilnowanie przejścia dla pieszych staje się sporym wyzwaniem. Ostatnio losem "Stopka" zainteresowali się rodzice z Sosnowca, którzy zauważyli, że ten - po dwóch godzinach pracy na mrozie - trzęsie się z zimna.
Jak informuje "Gazeta Wyborcza", "Stopek" stoi obok przejścia dla pieszych przy al. Mireckiego w Sosnowcu już od dziesięciu lat. Dba o bezpieczeństwo uczniów z dwóch okolicznych szkół podstawowych.
Tej zimy naprawdę nie jest łatwo. Na przejście przychodzę krótko po godzinie 7. Wiadomo. Najwięcej dzieci idzie do szkoły na godzinę 8. Zostaję jednak dłużej, bo prawie do 9. Przed drugą godziną lekcyjną też jest spory ruch - opowiada "Stopek" w rozmowie z "GW".
Po przerwie wraca na pasy około południa i stoi tam do godziny 15. Rodzice uczniów zastanawiali się, czy zimą miasto nie mogłoby zapewnić mężczyźnie miejsca, w którym mógłby się ogrzać lub skorzystać z toalety.
Mężczyzna może skorzystać z pomieszczenia w pobliskiej szkole, ale - żeby to zrobić - musi przejść około kilometra. "Do szkoły za daleko, żeby zejść nawet na krótką przerwę. A co, jakby zdarzyło się jakieś nieszczęście?" - zastanawia się "Stopek".
"Dzieci żal"
"Pan Stopek" myśli już o emeryturze. Martwi się jednak, że nie uda się znaleźć kolejnego przeprowadzacza dzieci.
Przetrzymam zimę, a kolejnej już ze mną w tym miejscu nie będzie. Przechodzę na emeryturę. Będzie marzł i męczył się ktoś inny. Teraz to nie mam nawet zmiennika. Czasem to chory tu stałem. Ale co robić? Dzieci żal. Tak po prawdzie to myślę, że kolejnego "Stopka" to już w tym miejscu nie będzie. Kto by chciał się męczyć i marznąć? - mówi rozmówca "GW".
Ewentualny następca musiałby ukończyć kurs kierowania ruchem drogowym w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego.