Śmierć Łukasza Litewki. Znajomi oskarżonego opisują jego jazdę
Rodzina i znajomi 57-latka oskarżonego o spowodowanie tragedii opowiedzieli w reportażu programu "Uwaga!" TVN o jego niepokojącym zachowaniu. - Wielokrotnie mówiłem mu: "Idź do lekarza, zrób sobie badania, bo coś z tobą jest nie tak" - relacjonował jeden z mężczyzn. Jak dodał, ludzie bali się z nim jeździć, gdy pracował jako kierowca.
Partnerka Łukasza Litewki, Natalia, w rozmowie telefonicznej z reporterami "Uwagi!" mówiła, że po śmierci posła jej codzienność całkowicie się zmieniła. Opisała, że utraciła nie tylko bliską osobę, ale też poczucie stabilności i wspólną przyszłość, którą planowali.
Wracam teraz do domu, który tak naprawdę nie mogę nazwać domem, bo Łukasz był moim domem. Zmieniło się wszystko. Wracam do pustego budynku, gdzie nie ma nic - wyznała zdruzgotana dla "Uwagi!".
Jak przedstawiono w materiale, para poznała się przypadkiem, dzięki wspólnej znajomej. Pomiędzy Łukaszem i Natalią szybko zaiskrzyło. Pokochali się. Trzy lata temu razem zamieszkali. Do czasu wypadku konsekwentnie strzegli prywatności.
Śmierć Łukasza Litewki. Żona oskarżonego kierowcy: "był przemęczony"
W reportażu "Uwagi!" przypomniano, że 57-letni mężczyzna oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym opuścił areszt po wpłaceniu 40 tys. zł kaucji i wrócił do domu.
Dziennikarz Tomasz Lusawa z "Uwagi" relacjonował, że rozmawiał z oskarżonym kierowcą ok. dwóch godzin. Jednak mężczyzna nie zgodził się na wypowiedź przed kamerą, bo obawiał się ujawnienia swej osoby. Reporter przekazał również własną ocenę tego spotkania.
Po rozmowie z tym człowiekiem wierzę mu, że to nie było celowe działanie. Że to był wypadek - mówił dziennikarz "Uwagi!" Tomasz Lusawa.
Na nagranie przed kamerą dla "Uwagi" zgodziła się natomiast żona oskarżonego. Zastrzegła jednak, że chce pozostać anonimowa, bo obawia się napiętnowania, a także obawia się o własne bezpieczeństwo.
Mąż był przemęczony. Nie chciał tego zrobić. Nie zabiłby człowieka - twierdziła kobieta.
Prokuratura: brak podstaw do teorii o innym przebiegu zdarzeń
W internecie pojawiają się rozmaite hipotezy sugerujące, że tragedia mogła nie być wypadkiem. Według prokuratury takie twierdzenia nie znajdują na tym etapie potwierdzenia w zgromadzonych dowodach.
Bartosz Kilian z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu przekazał w reportażu, że spekulacje krążące w przestrzeni publicznej pozostają nieudokumentowane. Zaznaczał też, że w ostatnich dniach ustalono dokładny czas wypadku posła. Z danych wynika, że Łukasz Litewka w chwili tragedii prowadził rozmowę telefoniczną przez zestaw słuchawkowy, a uderzenie przerwało połączenie.
Ponadto prokuratura odniosła się do błędnych informacji, które pojawiły się w obiegu. W materiale "Uwagi!" zaznaczono, że nieprawdą jest, iż oskarżony nadal ma prawo jazdy. W rozmowie reportera programu TVN z prokuratorem padło wyraźne potwierdzenie, że prawo jazdy zostało kierowcy zatrzymane.
Znajomi oskarżonego opisują jego jazdę. Śledczy zbierają materiał
Reporterzy "Uwagi!" poinformowali też, że po wielu próbach dotarli do znajomych 57-latka, by zapytać, jakim był kierowcą i co mogło doprowadzić do tragedii.
Wielokrotnie mówiłem mu: "Idź do lekarza, zrób sobie badania, bo coś z tobą jest nie tak." A on zawsze dziwnie patrzył i dziwnie się uśmiechał. Kiedyś był kierowcą, tylko że zabronili mu prowadzić samochód, bo ludzie bali się z nim jeździć - podał pewien mężczyzna dla "Uwagi!".
"Kolega mi opowiadał, że on prawie dwa razy do sklepu wjechał, bo zamiast jechać do przodu, wrzucił wsteczny. W ogóle nie uważał na drodze. Był nieodpowiedzialny, rozproszony, jakby rozkojarzony. Bardzo niebezpiecznie jeździł. Wszyscy na niego cały czas krzyczeli, żeby uważał" - dodawał rozmówca "Uwagi!".
Prokurator Bartosz Kilian poinformował dziennikarzy "Uwagi!", że śledczy nadal gromadzą materiał dowodowy dotyczący życiorysu oskarżonego, aby możliwie dokładnie odtworzyć jego "linię życiową" i zbudować szeroki kontekst zdarzenia.