Terror na wyspie. Siły z Afryki idą z pomocą. Niezwykła zmiana roli
Haiti opanowały uzbrojone gangi. Zabijają, porywają, gwałcą. W opanowaniu sytuacji pomagają państwa afrykańskie. - Nawet umiarkowany sukces tej misji może stać się ważnym elementem zmiany postrzegania Afryki i jej miejsca w świecie - przyznaje w rozmowie z o2.pl dr Jędrzej Czerep, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ds. Afryki Subsaharyjskiej.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- W tym odcinku rozmawiamy z dr. Jędrzejem Czerepem z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
- Tematem rozmowy jest sytuacja na Haiti. Państwo jest opanowane przez gangi. Z pomocą, co jest zaskoczeniem, idą państwa afrykańskie.
- Po raz pierwszy kraje afrykańskie biorą odpowiedzialność za kryzys rozgrywający się daleko poza kontynentem afrykańskim - zauważa ekspert.
Haiti, najbiedniejszy kraj obu Ameryk, od zabójstwa prezydenta Jovenela Moise’a w 2021 r. pozostaje bez głowy państwa. Część władzy sprawuje Prezydencka Rada Tymczasowa, która długo nie mogła ustalić terminu wyborów. Kryzys pogłębił się w 2024 r., gdy premier Ariel Henry ustąpił pod presją gangów kontrolujących ok. 90 proc. stolicy, Port-au-Prince. Według ONZ od 2022 r. w wyniku przemocy zginęło tam ponad 16 tys. osób. Bandyci dokonują zabójstw, gwałtów, a turyści są porywani dla okupu. Sytuacja humanitarna także jest fatalna - nawet 6,4 mln obywateli, czyli połowa populacji Haiti, potrzebuje pilnej pomocy.
To nie państwa z regionu Morza Karaibskiego ani Stany Zjednoczone, ani nawet Ameryka Południowa próbują pomóc w ustabilizowaniu sytuacji na Haiti. Z pomocą przychodzą żołnierze z Afryki. Pierwszą misją kierowała Kenia. Teraz na swoje barki odpowiedzialność weźmie Czad, co jest o tyle zaskakujące, że to afrykańskie państwo samo zmaga się ze swoimi demonami.
Rafał Strzelec: Policyjną misję kenijską (MSS) zastąpią Siły Tłumienia Gangów (GFS). Czyżby dotychczasowe działania nie okazały się sukcesem?
Dr Jędrzej Czerep (PISM): Wręcz przeciwnie. Kenia jako jedyny kraj odpowiedziała na apel premiera Haiti z 2022 r. o udzielenie pomocy w opanowaniu przemocy gangów. Kenia zgłosiła gotowość do przewodzenia misji stabilizacyjnej, która później została autoryzowana przez ONZ rezolucją z 2023 r. Była to tak zwana MSS, czyli Misja na rzecz Międzynarodowego Wsparcia Bezpieczeństwa, z Kenią jako państwem przewodnim.
Z założenia miała to być misja z rocznym mandatem. Tak naprawdę był to jednak eksperyment, bo żadne inne państwo nie kwapiło się do wysłania tam swoich sił. Haiti generalnie kojarzy się źle - jako miejsce, w którym nic się nie udaje. Fatalne były też doświadczenia z poprzednich podobnych inicjatyw.
Brazylijska misja, zakończona w 2017 r., była źródłem konfliktów z ludnością Haiti. Żołnierzy oskarżano o nadużycia. Dlatego teraz nikt, poza Kenijczykami, nie palił się do tego, żeby spróbować ustabilizować sytuację na wyspie. Było to o tyle wyjątkowe, że Haiti leży przecież na zachodniej półkuli, w bezpośrednim sąsiedztwie Stanów Zjednoczonych i dużych państw Ameryki Łacińskiej - czyli w regionie, który te kraje zawsze traktowały jako swoje podwórko.
Kenijczycy weszli więc na zupełnie nieznany teren, dlatego ta misja od początku była oceniana bardzo sceptycznie. W raportach i doniesieniach prasowych pojawiały się informacje, że to misja za słaba, skazana na porażkę i pozbawiona sensu. Takie samo podejście panowało zresztą w samej Kenii, gdzie była ona mocno oprotestowywana.
Natomiast biorąc pod uwagę cały kontekst, skalę trudności i specyfikę tego terenu, na którym wszyscy wcześniej się sparzyli, powiedziałbym, że ta misja jednak odniosła sukces. Współpraca miejscowej policji z Kenijczykami zaczęła się układać. Prowadzono wspólne patrole, operacje i szkolenia. Doprowadzono do otwarcia wielu dróg w śródmieściu Port-au-Prince i odzyskania kilku ważnych obiektów - między innymi biura Urzędu Lotnictwa Cywilnego, anten telekomunikacyjnych czy magazynów żywności.
Oczywiście to wciąż bardzo mało, jeśli pamiętamy, że problemem Haiti nadal są gangi terroryzujące ulice i rzucające wyzwanie państwu. Jednak biorąc pod uwagę punkt wyjścia, całość przebiegła zaskakująco sprawnie. Zatem uzgodnienie nowej misji międzynarodowej, w sile już nie 2,5 ale 5,5 tysiąca ludzi, jest efektem pozytywnego doświadczenia z tym kenijskim eksperymentem. Otrzymała ona też silniejszy mandat i szerszy udział wielu państw. Kenijczycy przetarli szlak i sprawili, że inne państwa w ogóle zaczęły rozważać udział w działaniach na Haiti. Dlatego możliwość stopniowego wycofania się z tej misji będzie dla nich tak naprawdę największym sukcesem.
Kiedy siły czadyjskie dotrą na Haiti? Czy jest znany harmonogram?
Wiadomo, że na Haiti ma trafić 750 Czadyjczyków, a cała misja ma liczyć 5,5 tysiąca osób. Natomiast to są założenia, których bardzo często nie udaje się zrealizować. Przykładem jest sam kontyngent kenijski, który miał w ramach 2,5 tys. sił liczyć 1 tys. osób, jednak dopiero pod koniec mandatu udało się osiągnąć liczbę około 750 funkcjonariuszy. Na razie nie wiadomo, ilu funkcjonariuszy z Czadu udało się przetransportować na wyspę. Na początku kwietnia pojawiały się informacje, że na Haiti jest już około 50 czadyjskich policjantów. Najpewniej będą oni stopniowo wysyłani w ciągu roku.
Dlaczego to akurat Czadyjczycy mają być najbardziej skuteczni w zwalczaniu gangów na Haiti?
Czad jest uznawany za jeden z najbardziej skutecznych militarnie krajów w Afryce. Sam fakt, że są to siły afrykańskie, ma ogromne znaczenie. Z perspektywy Haiti, kraju zamieszkanego głównie przez potomków afrykańskich niewolników, ma to ogromne znaczenie symboliczne. Chodzi o pewną bliskość kulturową, możliwość łatwiejszego odnalezienia się w lokalnym środowisku i uniknięcia wrażenia zewnętrznej okupacji.
Między Haiti a Afryką istnieje zresztą bardzo silna więź historyczna. Haiti było pierwszym państwem z czarnoskórymi obywatelami, które wywalczyło niepodległość na początku XIX wieku. Stało się ogromnym źródłem inspiracji dla ruchów niepodległościowych w Afryce. Wielu przyszłych afrykańskich liderów i działaczy niepodległościowych funkcjonowało w tych samych kręgach intelektualnych co diaspora haitańska czy sami Haitańczycy.
Dodatkowo Haiti, podobnie jak Czad, jest państwem francuskojęzycznym. Już podczas poprzedniego mandatu wśród państw deklarujących wsparcie były właśnie Czad i Benin. Wtedy nie wywiązały się ze swoich zobowiązań, więc obecne zaangażowanie można traktować trochę jako spóźnioną realizację tamtych deklaracji.
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Haiti i Czad to jednak zupełnie różne światy. Czad jest krajem pustynnym, gdzie działania wojskowe prowadzi się w całkowicie innych warunkach - często na ogromnych przestrzeniach, z wykorzystaniem lekkich pojazdów przemierzających pustynię. Haiti to z kolei tropikalna wyspa, z innym klimatem, inną geografią i zupełnie innym charakterem działań operacyjnych. Dlatego pod tym względem trudno te doświadczenia bezpośrednio porównywać.
Czad nie jest krajem stabilnym. W 2021 r. prezydent Idriss Deby Itno zmarł po tym, jak doznał obrażeń w wyniku walk rebeliantów z siłami rządowymi. Czadyjczycy walczą z islamistami, którzy tworzą zagrożenie choćby w okolicach jeziora Czad. Dali się także uwikłać w konflikt w Sudanie. Czy zaangażowanie w misję na Haiti nie będzie skutkowało spadkiem bezpieczeństwa w tym skonfliktowanym kraju?
To jest podstawowe pytanie. Czad właściwie cały czas funkcjonuje w stanie napięcia, które w każdej chwili może eksplodować. Stolica jest otoczona okopami i umocnieniami, ponieważ panuje tam przekonanie, że kolejna zmiana władzy nastąpi po prostu w wyniku następnego udanego rajdu partyzanckiego. Tak wygląda czadyjska tradycja polityczna i tamtejsza rzeczywistość.
Obecny prezydent dodatkowo uwikłał się w wojnę w Sudanie w sposób bardzo nierozsądny, działając momentami wbrew interesom własnego państwa. Wywołało to poważne podziały zarówno w społeczeństwie, jak i w samych siłach zbrojnych. Część struktur wojskowych, zgodnie z linią władz, uczestniczy w dozbrajaniu sudańskich Sił Szybkiego Wsparcia. Inni natomiast, szczególnie ci związani etnicznie z grupą Zaghawa, wspierają swoich pobratymców po drugiej stronie konfliktu i torpedują działania własnych władz. Struktury czadyjskie są dziś podzielone wzdłuż linii etnicznych i rodzinnych powiązań z uczestnikami wojny w Sudanie. To tworzy bardzo poważne napięcia wewnętrzne.
Same siły czadyjskie są teoretycznie bardzo doświadczone. Brały udział w wielu misjach zagranicznych, między innymi w Mali w 2013 r., gdzie odegrały znaczącą rolę. Właściwie to Czadyjczycy często jako pierwsi wchodzili do miast jeszcze przed Francuzami. Natomiast dziś powiedziałbym, że Czad znajduje się w jednej z najgorszych kondycji pod względem własnej stabilności wewnętrznej. Trudno przewidzieć, w jakim kierunku sytuacja się rozwinie. Nie wiadomo, czy podziały wewnątrz sił zbrojnych nie będą wpływały również na funkcjonowanie takiego korpusu ekspedycyjnego.
Misja w Haiti to zresztą bardzo ważny eksperyment polityczny i symboliczny. Po raz pierwszy kraje afrykańskie biorą odpowiedzialność za kryzys rozgrywający się daleko poza kontynentem afrykańskim. Przez dekady to państwa zachodnie interweniowały politycznie, wojskowo czy humanitarnie w Afryce. Tutaj mamy odwrócenie tej relacji - to Afryka angażuje się w rozwiązanie kryzysu na półkuli północnej, właściwie na amerykańskim podwórku.
Z tego punktu widzenia ma to ogromne znaczenie. Nawet umiarkowany sukces tej misji może stać się ważnym elementem zmiany postrzegania Afryki i jej miejsca w świecie. Nie jako biernego obserwatora czy przedmiotu polityki globalnej, ale jako aktywnego uczestnika globalnej gry. Dlatego podchodziłbym do tego ostrożnie, ale z dużą uwagą. Choć sama misja nie jest szczególnie duża i z militarnego punktu widzenia pozostaje raczej ograniczona, jej znaczenie symboliczne jest naprawdę ogromne.
Skoro państwa z regionu nie wysyłają swoich sił do Haiti, to czy przynajmniej wspierają misję? Wiadomo, że Stany Zjednoczone finansują misję, szkolą też Czadyjczyków.
Tak, choć trzeba pamiętać, że również wcześniej padały różne deklaracje i zobowiązania, a ostatecznie skończyło się raczej na symbolicznych gestach wsparcia. Jeśli chodzi o państwa, które wysłały zauważalną liczbę sił, to były to przede wszystkim Gwatemala i Salwador - mówimy tu o kontyngentach liczących od kilkudziesięciu do około 150 osób. Natomiast inne karaibskie państwa wyspiarskie delegowały już tylko bardzo symboliczne, kilkuosobowe grupy. Pojawiały się tam Bahamy, Belize czy Jamajka, ale były to naprawdę niewielkie kontyngenty.
Warto dodać, że cały pomysł uchwalenia nowego mandatu i stworzenia drugiej, silniejszej misji wyszedł przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych. Wśród amerykańskich decydentów pojawiła się koncepcja, żeby ta nowa operacja była już bardziej amerykańska niż afrykańska. Tak też początkowo ją projektowano.
W sierpniu na Haiti mają się odbyć pierwsze od dekady wybory. Czy ich przeprowadzenie jest także celem misji?
Jak najbardziej. Zresztą już poprzednia misja miała przygotować grunt pod wybory. Problem polega jednak na tym, że wybory mają stworzyć pewne nowe otwarcie polityczne, a od kilku lat Haiti zmaga się z ogromnym kryzysem legitymacji władzy. Sam premier Haiti, Ariel Henry, który rozpoczął całą tę inicjatywę i wystosował apel do społeczności międzynarodowej o pomoc, bardzo szybko stracił władzę. Później następowały kolejne polityczne roszady i chaos. Dlatego dziś istnieje potrzeba całkowitego odnowienia politycznego mandatu władz i stworzenia pewnego świeżego otwarcia.
Aby taki mandat był wiarygodny, wybory muszą odbyć się w skali całego państwa albo przynajmniej na większości jego terytorium. Stąd potrzeba wyparcia gangów albo przynajmniej zapewnienia ich neutralności na czas głosowania. Czy to się uda - oczywiście dopiero się okaże.
To, czy wybory rzeczywiście się odbędą, zależy przede wszystkim od poziomu bezpieczeństwa. Dużo zależy też od postawy samych gangów - od tego, czy będą próbowały proces sabotować, czy może uznają, że bardziej opłaca im się wejść z nim w jakąś relację. Warto dodać, że wśród liderów gangów pojawiały się przecież ambicje polityczne - próby wchodzenia w rolę państwa, zastępowania jego instytucji czy przejmowania kontroli nad niektórymi obszarami. Można sobie wyobrazić scenariusz, że ich przedstawiciele startują w wyborach. Dlatego tak ważne są dziś również różnego rodzaju działania mediacyjne. Z przedstawicielami gangów także prowadzone są rozmowy. To pokazuje, jak skomplikowana jest sytuacja na Haiti.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl