Przeżył powódź w Nepalu. "Mogliśmy wyczuć śmierć"
W środę Stefano Lotumolo jechał w kierunku góry Kailash, gdy lawina błota i gruzu uderzyła w miejsce, gdzie czekał na przekroczenie granicy między Nepalem a Chinami. "Śmierć zapukała do naszego autobusu, ale łaskawie powiedziała: To nie wasza kolej" - przyznał w wywiadzie dla AP.
Włoch Stefano Lotumolo wraz z towarzyszami uciekł przed powodzią, wspinając się na górę położoną nad brzegiem rzeki. Lawina zaczęła iść w ich kierunku, gdy czekali na przekroczenie granicy między Nepalem a Chinami.
Jak mówił w wywiadzie z Associated Press, podjęli decyzję o ucieczce w kilka sekund. Noc spędzili w zniszczonym domu z pozostałymi ocalałymi. Obecnie Włoch znajduje się w Katmandu, gdzie czeka na lot do Włoch.
Gwałtowne powodzie doprowadziły do śmierci 547 osób; setki turystów i mieszkańców dalej uznawane są za zaginionych.
"Do tej pory w Nepalu uratowano ponad 3,7 tys. osób, ale w kraju nadal nie odnaleziono 977 osób. Chińskie media państwowe podały wcześniej, że po chińskiej stronie zaginęło 558 osób" poinformowała agencja AP.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.