Najważniejsze informacje
- Według doniesień przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi Kreml ma ograniczać możliwość publicznego sprzeciwu wobec wojny w Ukrainie.
- Nasilają się działania wymierzone w liberalną partię Jabłoko oraz w Borisa Nadieżdina, któremu zakazano udziału w kampanii.
- Analitycy i politycy opozycji wskazują, że wraz z otwartą debatą o skutkach wojny spada poparcie dla Władimira Putina.
W ostatnich miesiącach w Rosji pojawiło się krótkie "okno" na ostrożniejsze wyrażanie niezadowolenia z wojny w Ukrainie. Temat coraz częściej przebijał się do publicznej debaty, jednak wraz ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi władze mają ponownie zaostrzać kurs wobec wszelkich przejawów sprzeciwu.
Jak opisuje The Washington Post, Kreml rozpoczął nową kampanię wymierzoną w antywojenne nastroje, blokując udział w wyborach kandydatom, którzy choć w minimalnym stopniu kwestionują wojnę w Ukrainie.
Według dziennika ma to związek z coraz głośniejszą dyskusją o ukraińskich atakach na terytorium Rosji oraz spadającym poparciem dla Władimira Putina.
WIDEOPrzerażała w "Zniknięciach". Nie powiedziała ostatniego słowa
Pod coraz większą presją znajduje się opozycyjna partia Jabłoko, prowadząca kampanię pod hasłem "Za pokój i wolność". Problemy ma również Boris Nadieżdin, uznawany za jednego z najbardziej znanych rosyjskich polityków sprzeciwiających się wojnie w Ukrainie. Jak podaje The Washington Post, nie pozwolono mu wystartować w kampanii jako kandydatowi niezależnemu.
Rosyjskie władze nie zamierzają dawać trybuny ludziom o antywojennych poglądach w wyborach. Teraz nie ma żadnego zauważalnego głosu przeciw wojnie - powiedział Andriej Kolesnikow, niezależny politolog z Moskwy.
Cenzura przed wyborami
Boris Nadieżdin przekonuje, że część osób z otoczenia Kremla chce całkowicie wyciszyć publiczny sprzeciw wobec wojny w Ukrainie, ponieważ jej skutki coraz mocniej odczuwają mieszkańcy Rosji.
Ludzie coraz mniej ufają Władimirowi Putinowi i partii Jedna Rosja, bo wojna przyszła do nich. Każdego dnia wybuchają magazyny i bazy naftowe. Ludzie giną - powiedział.
Podobną ocenę przedstawia Tatiana Stanowaja, starsza współpracowniczka Centrum Carnegie do badań nad Rosją i Eurazją. W rozmowie z The Washington Post oceniła, że 2026 r. jest dla rosyjskich władz momentem przełomowym.
Teraz nie wiedzą, czego oczekiwać jutro, i pojawia się poczucie, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a władza nie ma planu - stwierdziła.