Rosja ponownie testuje Ukrainę. Ujawniają taktykę Kremla

Kreml ponownie wykorzystuje narrację o możliwym ataku z Białorusi, by zmusić Ukrainę do przerzucania wojsk - ocenia Bohdan Mirosznikow. Ekspert uważa jednak, że ani Mińsk, ani Moskwa nie są dziś gotowe na otwarcie nowego frontu wojny.

Rosjanie tworzą fałszywą narrację.Rosjanie tworzą fałszywą narrację.
Źródło zdjęć: © Getty Images | 2024 Libkos
Mateusz Kaluga

Obserwator wojskowy Bohdan Mirosznikow ocenia, że Kreml co roku sięga po podobny schemat. Najpierw nagłaśnia ryzyko wciągnięcia Białorusi do wojny i sugeruje zagrożenie ofensywą z północy.

Mirosznikow przypomina, że w 2023 r. pojawiały się sygnały o możliwym bezpośrednim udziale Białorusi w wojnie przeciwko Ukrainie. Z kolei w 2024 r. w rosyjskiej narracji mocniej wybrzmiewał wątek ewentualnego ataku na obwody sumski i czernihowski. Teraz, w 2026 r., wraca temat ryzyka dla obwodu czernihowskiego oraz kijowskiego.

Zdaniem obserwatora główny sens takich komunikatów polega na wywieraniu presji, by Ukraina przesuwała część żołnierzy i rezerw z innych odcinków.

Nasze wojsko musi na to reagować. Trzeba przesuwać część wojsk i rezerw z innych kierunków - mówił TSN Bohdan Mirosznikow.

Narracje o nowym natarciu z północy często pojawiają się w okresie letnim lub jesiennym, gdy na innych odcinkach frontu Rosja prowadzi aktywne działania.

Jednocześnie obserwator nie zakłada, by Alaksandr Łukaszenka miał być gotowy na bezpośrednie wejście do wojny. Wyraża też wątpliwość, czy Rosja dysponuje zasobami pozwalającymi na uruchomienie kolejnego strategicznego frontu.

TSN przypomina, że na początku maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegał o odnotowaniu aktywności na odcinkach granicy białorusko-ukraińskiej. Ukraiński wywiad miał przechwycić szczegóły rozmów Władimira Putina z Łukaszenką i ustalić, w jaki sposób Rosja chce ostatecznie wciągnąć Białoruś do wojny.

Wybrane dla Ciebie