Na północno-wschodnim odcinku frontu w Ukrainie Rosjanie mają ograniczać liczebność grup szturmowych, bo najtrudniejszym etapem staje się samo przejście przez teren między tyłami a linią walk. Ukraiński wojskowy Wiktor Tregubow twierdzi, że ta przestrzeń jest coraz groźniejsza z powodu dronów używanych przez obie strony.
Według jego relacji, żołnierze, którym uda się przejść przez tzw. "strefę rażenia", mają ukrywać się w zagłębieniach terenu i czekać na kolejnych, by dopiero później próbować organizować dalsze działania w bardziej uporządkowanych grupach. Tę wypowiedź cytowała ukraińska agencja Ukrinform.
Tregubow wskazywał, że rozwój dronów po obu stronach konfliktu sprawił, iż wykrycie większych grup jest łatwiejsze, a ryzyko ataku z powietrza wzrosło. Dlatego zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy mają dążyć do tego, by zmniejszać liczebność zespołów wysyłanych do zadań na pierwszej linii.
Z przekazanych informacji wynika, że "strefa rażenia" ma sięgać ok. 20 km, co w praktyce oznacza, że odcinek między zapleczem a frontem staje się przestrzenią, w której trudno bezpiecznie manewrować ludźmi i sprzętem.
W ocenie Trehubova drony w dużej mierze przejęły zadania, które wcześniej wykonywały czołgi i inne ciężkie pojazdy. Jak wyjaśniał, wjechanie czołgiem blisko linii walk byłoby szybko zauważone, a następnie rażone przez znacznie tańsze bezzałogowce.
W naszych obecnych warunkach czołgi stopniowo przesunęły się nie tylko na dalszy plan, ale wręcz do trzeciego rzędu – mówił Wiktor Tregubow w wypowiedzi cytowanej przez Ukrinform.
Wojskowy dodaje, że Rosja może sobie pozwolić na zapewnienie "masowego wsparcia dronami" w celu wysłania czołgów do "strefy śmierci" lub gdy pogoda nie sprzyja lotom ukraińskich dronów, na przykład podczas deszczu lub mgły.