Śmierć pacjenta w Toruniu. Córka: "Wielokrotnie alarmowałam". Jest śledztwo

Agnieszka Potoczny-Łagowska
SzpitalŚmierć pacjenta w Toruniu. Córka: "Wielokrotnie alarmowałam". Jest śledztwo (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © fot. Adobe Stock | adobe

Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum-Zachód bada, czy sposób opieki i leczenie mogły przyczynić się do śmierci Włodzimierza Kosickiego. Pacjent zmarł 12 października br. w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. Zarzuty wobec personelu placówki zgłosiła jego córka. Lecznica stanowczo je kwestionuje. O sprawie informują "Nowości".

Jak przekazała w rozmowie z "Nowościami" córka Włodzimierza Kosickiego, mężczyzna przebywał w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. L. Rydygiera od września do 12 października. W tym czasie był pod opieką pracowników Oddziału Klinicznego Kardiologii i Intensywnej Terapii Kardiologicznej oraz Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii.

Kobieta twierdzi, że zaniedbania tamtejszego personelu doprowadziły do zgonu jej ojca. Złożyła już w prokuraturze sześciostronicowe zawiadomienie, w którym opisała zdarzenia z kolejnych dni pobytu seniora w placówce.

Umierał w potwornych męczarniach. Wskutek rozwijającego się wstrząsu i głodu tlenowego zaczął się gwałtownie dusić. Wielokrotnie alarmowałam personel medyczny, którego pokój znajdował się naprzeciwko pokoju ojca, że pacjent się dusi i natychmiast potrzebuje interwencji lekarskiej. Zgłoszenia te zostały skandalicznie zbagatelizowane – mówiła "Nowościom" córka zmarłego.

Śmierć pacjenta w Toruniu. Córka: "Wielokrotnie alarmowałam". Jest śledztwo

Jak podają "Nowości", około godziny przed śmiercią Włodzimierz Kosicki powiedział, że "umiera". Słowa te miały – według relacji córki – usłyszeć również pielęgniarka i salowa.

Mimo tak jednoznacznego alarmu i moich próśb, personel medyczny nie podjął żadnej akcji ratunkowej ani nie wezwał lekarza. Bezdusznie zbywał mnie słowami, że "saturacja na monitorze jest w porządku", odmawiając działań ratunkowych czy podania leków – opisywała kobieta.

Wkrótce potem u pacjenta doszło do zatrzymania krążenia, a następnie zgonu. Córka mężczyzny uważa, że zlekceważenie widocznych objawów niewydolności oddechowej i oparcie oceny stanu chorego wyłącznie na odczycie urządzenia stanowiło poważny błąd medyczny.

W dokumentach przekazanych prokuraturze kobieta wskazała także na wyniki posiewu krwi. Potwierdziły one obecność u chorego wielolekoopornej pałeczki zapalenia płuc Klebsiella pneumoniae ESBL+.

Prokuratura o śledztwie

Śledztwo w sprawie rozpoczęto 2 listopada. Prokurator Magdalena Wójcikiewicz-Syczyło, kierująca Prokuraturą Rejonową Toruń Centrum-Zachód, przekazała "Nowościom", że postępowanie dotyczy narażenia mężczyzny przez lekarzy i pozostały personel na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Śledczy sprawdzają także, czy niewłaściwe leczenie i opieka doprowadziły nieumyślnie do jego śmierci.

Szpital kwestionuje zarzuty

Wojewódzki Szpital Zespolony im. L. Rydygiera w Toruniu nie zgadza się z twierdzeniami przedstawianymi przez córkę pacjenta. Dr Janusz Mielcarek, rzecznik lecznicy i lekarz kardiolog, rozmawiał z "Nowościami" i przedstawił stanowisko placówki.

Pragniemy podkreślić, iż Wojewódzki Szpital Zespolony im. L. Rydygiera w Toruniu po przeprowadzonej analizie kwestionuje zarzuty przedstawiane przez córkę Pacjenta – podał.

Szpital nie przedstawił szerszych szczegółów, powołując się na tajemnicę informacji dotyczących pacjenta oraz brak zgody na ich ujawnienie.

Wybrane dla Ciebie