Spała z kotem na klatce schodowej. Są nowe informacje
Kilka tygodni temu głośno było o historii pani Haliny, która przez pięć miesięcy mieszkała na klatce schodowej w budynku w centrum Wrocławia. Jedynym towarzyszem kobiety był jej kot. Po interwencji Ekostraży pani Halina otrzymała dach nad głową i szansę na nowe życie. Jednak wokół tej sprawy narosło wiele emocji. Osoby, które znają panią Halinę od lat, postanowiły zabrać głos.
Kilka tygodni temu w mediach społecznościowych Ekostraży z Dolnego Śląska pojawiło się nagranie, którego twórcy opowiedzieli historię pani Haliny - starszej kobiety, która znalazła się w kryzysie bezdomności i przez pięć miesięcy koczowała na klatce schodowej wrocławskiego bloku. Spała na krześle, nie chciała z nikim rozmawiać.
Pani Halinie towarzyszył jedynie kot Psotek. Ekostraż interweniowała właśnie w sprawie zwierzęcia, po sygnale od mieszkańca bloku.
Druga szansa
Okazało się, że Psotkowi nic złego się nie dzieje, pomocy potrzebuje natomiast pani Halina. Przez wiele lat kobieta mieszkała ze swoim partnerem, ale po jego śmierci straciła dach nad głową. Kobieta początkowo nie chciała jechać do ogrzewalni, bo nie mogłaby tam być razem z kotem.
Dzięki wolontariuszkom Ekostraży pani Halinie udało się pomóc. Otrzymała propozycję pracy, a fundacja posła Łukasza Litewki zainicjowała zrzutkę na mieszkanie dla niej. Udało się zebrać prawie 300 tys. zł.
"Nikt jej z mieszkania nie wyrzucił"
"Fakt" wrócił do sprawy po kilku tygodniach. Osoby, które znają panią Halinę od lat, skontaktowały się z dziennikiem, by przedstawić swoją wersję zdarzeń.
Początkowo przekazano, że to rodzina zmarłego partnera pani Haliny kazała jej opuścić mieszkanie. Gdy ta informacja obiegła sieć, bliscy pana Stanisława musieli zmierzyć się z hejtem.
Nikt jej z mieszkania nie wyrzucił. Sama zniknęła, kiedy Stasiek był w szpitalu — mówi "Faktowi" jeden z członków rodziny mężczyzny (pani Halina nadal utrzymuje, że została wyrzucona z mieszkania).
Dawni sąsiedzi pani Haliny i pana Stanisława wspominają o hałasie, bałaganie, alkoholu i nieprzyjemnym zapachu, dobiegającym z mieszkania. W mieszkaniu interweniowała policja. — To było trudne sąsiedztwo — usłyszeli dziennikarze "Faktu".
Wchodząc na klatkę, trzeba było wziąć głęboki wdech, bo następny to dopiero w mieszkaniu. Ale najgorzej było latem. Kiedy oni otwierali okna, my musieliśmy je zamykać — twierdzi kolejna rozmówczyni "Faktu".
Po śmierci pana Stanisława mieszkanie wymagało gruntownego sprzątania.
Firma, która tu sprzątała, wywiozła trzy pełne busy śmieci. Sam im pomagałem to wynosić — wspomina krewny pana Stanisława.
Wolontariuszka Ekostraży zapewnia jednak, że pani Halina od momentu interwencji nie miała problemów z alkoholem i stara się odbudować swoje życie. Również mieszkańcy budynku, w którym kobieta "zamieszkała" na klatce schodowej, twierdzą, że pani Halina nie piła alkoholu.
Pod koniec stycznia pani Halina wprowadziła się do nowego lokum. Zamieszkała w nim z razem z Psotkiem. Kobieta twierdzi, że polubiła nową pracę (trwa okres próbny) i mieszkanie. Zaczęła nowy rozdział w swoim życiu.