Słynny bocian Krutek został ojcem. Specjalista ostrzega przed ryzykiem
Popularny bocian Krutek z Krutyni (woj. warmińsko-mazurskie) doczekał się aż pięciu piskląt w jednym gnieździe. Jak opisuje portal fakt.pl, to bardzo rzadki przypadek, ale sukces lęgowy może okazać się trudny do utrzymania przy obecnych warunkach pogodowych. Znamy szczegóły.
W Mazurskim Parku Krajobrazowym, na terenie wsi Krutyń, obserwatorzy przyrody śledzą losy wyjątkowo licznej bocianiej rodziny. Dyrektor tego parku Krzysztof Wittbrodt podkreśla w rozmowie z Fakt.pl, że pojawienie się pięciu piskląt w jednym gnieździe zdarza się sporadycznie, a największym wyzwaniem będzie teraz wykarmienie młodych do czasu, gdy staną się samodzielne.
Słynny Bocian Krutek został ojcem. Pięć piskląt w jednym gnieździe to rzadkość. Specjalista ostrzega przed ryzykiem
Wittbrodt zwraca uwagę, że sama liczba wyklutych młodych nie przesądza jeszcze o powodzeniu całego lęgu. Jak tłumaczy, dopiero kolejne tygodnie pokażą, czy rodzice zdołają utrzymać całą piątkę przy życiu.
To nie jest tania sensacja. Bardzo rzadko zdarza się, żeby u bocianów pojawiło się aż pięć piskląt - powiedział Krzysztof Wittbrodt, dyrektor Mazurskiego Parku Krajobrazowego, cytowany przez fakt.pl.
Pogoda i brak wody mogą utrudnić karmienie młodych
Według dyrektora Mazurskiego Parku Krajobrazowego sytuacji nie ułatwiają obecne warunki pogodowe. Ekspert wskazuje na brak opadów i znikanie śródpolnych zbiorników wodnych, co może ograniczać dostęp do pożywienia potrzebnego rosnącym pisklętom.
Wittbrodt zaznacza w rozmowie z fakt.pl, że nie da się dziś przesądzić, jak potoczą się kolejne tygodnie. Podkreśla niepewność związaną m.in. z możliwością suszy oraz z tym, w jakiej kondycji zdrowotnej są młode.
Kim jest Krutek i dlaczego wzbudza takie emocje?
Krutek to bocian dobrze znany w Krutyni i poza nią. Jak relacjonuje fakt.pl, osiem lat temu wykluł się we wsi, a jako pisklę znalazł go jeden z mieszkańców (po tym jak wypadł z gniazda). Ptak został przewieziony wtedy pod opiekę Mazurskiego Parku Krajobrazowego, gdzie otrzymał pomoc i wyposażono go w nadajnik GPS, co pozwala śledzić jego wędrówki.
Pracownicy parku i mieszkańcy zapowiadają stałą obserwację sytuacji. Dyrekcja deklaruje, że w razie potrzeby i możliwości udzielenia pomocy podejmie interwencję.
Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji, w której część piskląt nie przeżyje z powodu braku pożywienia. Liczymy, że za dwa miesiące cała piątka opuści gniazdo - podaje dyrektor dla fakt.pl.