Szykują Amerykanom "drugi Wietnam". Wytłumaczył zasadność porównań
- Trump postrzegany jest jako przegrany tej "eskapady wojennej" - mówi o2.pl dr hab. Krzysztof Wasilewski. Amerykanista z Politechniki Koszalińskiej tłumaczy, dlaczego media w USA porównują wojnę z Iranem do konfliktu w Wietnamie. Ekspert wyjaśnia, że chodzi o "brak sprecyzowanych celów".
Amerykańscy i brytyjscy dziennikarze coraz częściej porównują wojnę z Iranem (którą USA i Izrael prowadzą od 28 lutego) z niesławną wojną w Wietnamie. Amerykanie walczyli na Półwyspie Indochińskim od 1955 do 1975 roku, nie mogąc poradzić sobie z oddziałami Vietcongu.
Czy porównania są zasadne? Dr hab. Krzysztof Wasilewski, politolog i amerykanista z Politechniki Koszalińskiej tłumaczy w rozmowie z o2.pl, że "porównanie do Wietnamu jest uzasadnione", ale tylko pod pewnymi warunkami. - Jeżeli porównanie to jest zasadne, to pod względem braku ustalonych celów interwencji - wyjaśnia ekspert.
Marcin Lewicki: Według CNN i Sky News Iran może być dla Stanów Zjednoczonych "nowym Wietnamem". Czy to słuszna teza?
Dr hab. Krzysztof Wasilewski, amerykanista z Politechniki Koszalińskiej: Jeżeli porównanie to jest zasadne, to pod względem braku ustalonych celów interwencji. W przypadku Wietnamu była to strategia powstrzymania komunizmu. Nie było jednak sprecyzowanych celów. Przez to właśnie już w początkowej fazie wiadome było, że konflikt będzie kosztować USA wiele pieniędzy i ludzkich żyć.
Z kolei konflikt z Iranem to "eskapada", jak nazwał ją Trump. Wywołana z niesprecyzowanych powodów. Każdy polityk, czy to - Donald Trump, czy Marco Rubio, czy Pete Hegseth – trochę inaczej tłumaczył udział Stanów Zjednoczonych w tym konflikcie. Najpierw mówiono o przejęciu broni atomowej, później o zniszczeniu infrastruktury do produkcji tej bomby, a teraz powtarza się tezę, że był to "atak prewencyjny", bo Iran planował zaatakować USA. I tu rzeczywiście porównania do Wietnamu są uzasadnione.
Amerykanie mogą – podobnie jak w Wietnamie – rozpocząć operację lądową w Iranie?
Początkowo wydawało się, że USA nie będą wysyłać żołnierzy do Iranu. Teraz już przedstawiciele amerykańskiej administracji tego nie wykluczają. Donald Trump nawołuje też do sojuszników z NATO i spoza NATO do obrony Cieśniny Ormuz. Chciałby więc, aby sojusznicy pomogli mu też w akcjach na terenie Iranu.
Prezydent USA ma jednak dwa wyjścia. Albo wróci do dyplomacji (co będzie w pewnym sensie jego porażką) albo zwiększy obecność militarną USA włącznie z wojskami, aby doprowadzić do zmiany władzy w Iranie. Na to jednak Trump powinien dostać zgodę Kongresu. Jest to mało prawdopodobny scenariusz.
To co dalej?
Nie do końca wiadomo. Trump wygląda tak, jakby się tym konfliktem znudził. Zaczął coraz częściej mówić o Kubie. Jedynym wyjściem z tej sytuacji, która nie doprowadziłaby do powtórki z Wietnamu, jest zakończenie działań wojskowych w Iranie i ogłoszenie, że wszystkie cele operacji zostały osiągnięte. Nie powinno być problemu z wytłumaczeniem tego, bo żadne precyzyjne cele nie zostały przecież określone.
Mimo wszystko Trump postrzegany jest jako przegrany tej "eskapady wojennej". Gdyby skończył na bombardowaniach i śmierci Aliego Chameneiego, mógłby ogłosić zwycięstwo. Teraz Amerykanie (podobnie jak w Wietnamie) pokazali swoją słabość.
W Sky News pada stwierdzenie, że Amerykanie bardzo długo będą odczuwali skutki tej wojny. Tu też pada porównanie do Wietnamu pod kątem społecznym i ekonomicznym. Czy tak rzeczywiście będzie?
Na pewno będzie to konflikt, który Amerykanie będą długo pamiętać. Wyborcy Donalda Trumpa liczyli na coś innego. Chcieli, aby skoncentrował się on na problemach wewnętrznych USA. Tymczasem w ciągu trzech miesięcy mamy trzeci konflikt (wliczając w to Wenezuelę, awanturę o Grenlandię i Iran). To olbrzymie koszty finansowe i przepalanie miliardów dolarów, którymi można było wesprzeć np. przemysł. Widać bowiem kryzys w amerykańskiej gospodarce, służbie zdrowia.
Gdyby Trump zakończył konflikt wraz ze śmiercią Chameneiego, to klamra zostałaby zamknięta. Teraz widać jednak, że administracja prezydenta nie za bardzo wie, jak poradzić sobie z tą sprawą. To też upodabnia ją do wojny w Wietnamie.
Rozmawiał Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl