W Dallas w Teksasie odbyła się pierwsza konferencja Partii Republikańskiej przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do amerykańskiego Kongresu. Nieoficjalnie określono ją mianem "Trump-a-palooza".
Urzędujący prezydent totalnie zdominował konwencję. Szerokim echem odbiła się obietnica wypłaty 5. tys. dolarów dywidendy dla każdego dorosłego Amerykanina. Dziennikarze BBC zwracają jednak uwagę również na inne aspekty przedwyborczej konferencji republikanów.
WIDEOTrump naprawdę to powiedział. "Republikanie wygrają, dostajecie 5 tys."
Korespondent BBC Daniel Bush wskazał, że przemowa Donalda Trumpa nie brzmiała jak słowa polityka do wyborców, a raczej jak kazanie skierowane do wiernych. Z taką interpretacją zgadza się dr hab. Krzysztof Wasilewski. Amerykanista i profesor Politechniki Koszalińskiej przypomina, że polityka jest dziś religią, a Trump zdaje sobie z tego sprawę od dłuższego czasu.
Politolodzy wskazują, że coraz rzadziej mamy do czynienia z wyborcami, a coraz częściej z wyznawcami. W przypadku Donalda Trumpa i ruchu MAGA sprawdza się to aktualnie najbardziej. Słowa Trumpa z 2015 r., że mógłby zabić kogoś w środku dnia na środku ulicy, a słupki poparcia mu nie spadną, są trochę prorocze, ale one już wtedy były prawdą. Jego wyznawcy nie zwracali uwagi na liczne oskarżenia kierowane w jego stronę – mówi Krzysztof Wasilewski w rozmowie z o2.pl.
Amerykanista wskazuje, że "jeszcze 20 lat temu ktoś taki jak Donald Trump nie byłby traktowany poważnie, a dziś jest inaczej". Podkreśla też wagę ruchu urzędującego prezydenta, który w trakcie konwencji Partii Republikańskiej poprosił wyborców, aby w trakcie głosowania w wyborach uzupełniających wyobrazili sobie, że głosują na niego.
Wyborcy są jak wyznawcy. Trump doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego prosił wyborców, żeby wyobrazili sobie, że mają na niego głosować w wyborach połówkowych. Z tego też względu cała kampania wyborcza Republikanów w wyborach uzupełniających kręci się wokół Trumpa, a na konwencji widać było praktycznie tylko jego samego – podkreśla w rozmowie z o2.pl amerykanista.
Mimo że władza Donalda Trumpa w Partii Republikańskiej wydaje się na ten moment absolutna, to polityk nie będzie mógł kandydować czwarty raz na urząd prezydenta w 2028 roku. 22. Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych nakłada limit pełnionych kadencji.
Wynika z niej, że urząd prezydenta można pełnić maksymalnie dwa razy. Donald Trump rządził Stanami Zjednoczonymi w latach 2017 – 2021, później przegrał wybory z Joe Bidenem, a władzę odzyskał w 2023 r.
Trump musi mieć świadomość, że amerykańskie prawo uniemożliwia mu start w wyborach prezydenckich, niezależnie od tego co publicznie opowiada. Moim zdaniem on chce jednak zachować swoje wpływy w Partii Republikańskiej. Być może ma plany, co będzie robił po 2028 roku. Z pewnością nie chce przejść na polityczną emeryturę. Może i nie będzie prezydentem, ale będzie miał tak silną pozycję w ruchu MAGA i partii, że będzie na niego wpływać. Jeżeli oczywiście wybrany zostanie prezydent z republikanów - przewiduje dr hab. Krzysztof Wasilewski prof. Politechniki Koszalińskiej.
Ekspert wskazuje jednak, że idylla władzy Trumpa może niedługo się zakończyć. Republikanie zaczną bowiem rozglądać się za nowym przywódcą, jeżeli taktyka zdominowania partii przez jedną osobę okaże się błędna. Jeżeli jednak Partia Republikańska odniesie sukces w wyborach uzupełniających, Trump przez długi czas nie wskaże osoby, która może przejąć urząd prezydenta po nim.
Jeżeli demokraci zyskają w wyborach uzupełniających, to Trump zacznie tracić wpływy. Republikanie wtedy sami zaczną rozglądać się za potencjalnym następcą. Jeżeli jednak republikanie zachowają przewagę w Senacie, a w Izbie Reprezentantów nie stracą wiele miejsc, Trump będzie do ostatniej chwili trzymał władzę u siebie. On nie chce jej osłabiać. Dopiero na ostatniej prostej wskaże, kto będzie kandydatem w wyborach prezydenckich – zaznacza politolog.
A kto mógłby zostać następcą Donalda Trumpa? Amerykanista wskazuje tu jedno nazwisko. To J.D. Vance.
Kto na ten moment może być kandydatem Republikanów? Naturalnym następcą Trumpa wydaje się J.D. Vance. Natomiast to jeszcze wyłącznie dywagacje. Do mety zostało trochę czasu. Przez ten okres urzędujący prezydent może wielokrotnie poróżnić się ze swoim zastępcą i skreśli go z listy kandydatów – podkreśla profesor Wasilewski.