"To jest klęska państwa". Porównał Sebastiana M. i Huberta B. 

Nie milkną echa tragedii w Krakowie. Młode małżeństwo zginęło, ich dziecko zostało ciężko ranne. - Przecież to jest klęska tego państwa. Nie możesz wyjść na spacer z dzieckiem, nie możesz jechać na urlop - mówi o2.pl mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar wypadku Sebastiana M. na autostradzie A1. Prawnik widzi wiele analogii między wypadkami z 2023 roku i 2026 roku.

Mec. Kowalski uważa, że nie wyciągnięto wniosków po wypadku Mec. Łukasz Kowalski uważa, że nie wyciągnięto wniosków po wypadku Sebastiana M., a jazda Huberta B. jest tego najlepszym przykładem
Źródło zdjęć: © PAP
Marcin Lewicki

Z ustaleń prokuratury wynika, że jadący z prędkością ok. 70 km/h Hubert B. wjechał w Krakowie w trzyosobową rodzinę. W szpitalu zginęła para 32-latków: kobieta i mężczyzna. Ich 8-miesięczny synek walczy o życie.

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w sobotę (22 sierpnia) w rejonie ulic Nadwiślańskiej, Solnej i Zabłocia. Obowiązuje tam ograniczenie do 30 km/h.

W sieci Huberta B. zaczęto porównywać do Sebastiana M. Oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Z ustaleń śledczych wynika, że jego BMW pędziło ponad 300 km/h, gdy uderzyło w osobową Kię. W aucie spłonęła trzyosobowa rodzina, wracająca z wakacji.


WIDEO
Wypił butelkę wódki i wsiadł za kierownicę. Ile jeszcze musi zginąć osób?


Pełnomocnik bliskich ofiar tragedii z 2023 r. - mec. Łukasz Kowalski z Częstochowy uważa, że porównania tych dwóch wypadków są na miejscu. Wskazuje, że Sebastiana M. i Huberta B. łączy fakt, że obydwaj dwukrotnie przekroczyli dozwoloną prędkość. Dodaje, że żaden z nich nie respektował warunków drogowych i samochodów, które prowadzili.

Mam ciarki, jak słyszę o tej historii. 8-miesięczny chłopiec, który przeżył ten straszny wypadek, to też Oliwier (w wypadku spowodowanym przez Sebastiana M. zginął niespełna 5-letni Oliwier Biały - przyp. red.). Wiem, co czują pokrzywdzeni z wypadku Sebastiana M., kiedy czytają o tym dramacie. Do nich to wszystko wraca. Nie znali tych ludzi z Krakowa, ale łączy ich ból, cierpienie i dramat tej sytuacji. Ktoś wychodzi na spacer z dzieckiem i nie wraca. Ktoś pakuje bagaże do auta, chce wrócić z urlopu, ale do domu nie dojeżdża. Wspólny mianownik? Nadmierna prędkość - mówi Kowalski w rozmowie z o2.pl.

Prawnik bliskich tragicznie zmarłych Martyny, Patryka i Oliwiera Białych wskazuje też, że obydwu mężczyzn łączy zachowanie w trakcie czynności policyjnych i prokuratorskich. Nawiązuje tu do wyjaśnień Huberta B., który podczas przesłuchania w krakowskiej prokuraturze stwierdził, że przyczyną tragicznego zdarzenia była "nierówna nawierzchnia". Kowalski dodaje, że podobnie broni się M., mówiąc, że "to Kia zajechała mu drogę, a nie on uderzył w Kię". Tym samym zaprzecza materiałowi dowodowemu, który został zebrany przez śledczych.

Mam od razu wątpliwości co do postawy podejrzanego. Widzę jego bezmyślność. Przecież auto nie prowadziło się samo. Gdyby jechał tak, jak nakazuje prawo, do wypadku by nie doszło - mówi o2.pl prawnik rodzin ofiar poszkodowanych w wypadku na autostradzie A1 pod Piotrkowem Trybunalskim.

Kowalski zaznacza, że "analogia tych wypadków narzuca się sama". Jednocześnie przestrzega Huberta B. przed przyjmowaniem postawy procesowej Sebastiana M.

Zaraz się okaże, że podejrzany będzie kłamać, zwalać na nawierzchnię. To może być linia obrony. Ale czy jest ona właściwa? To zostawię do oceny opinii publicznej. Mnie to tylko utwierdza w przekonaniu, że pokrzywdzonych, którzy stracili syna, córkę, zięcia, synową, a prawie wnuczka, czekać będzie męka. Przed nimi proceduralna udręka w prokuraturze i długi proces - zauważa prawnik.

Mec. Kowalski: to jest klęska tego państwa

Łukasz Kowalski podkreśla, że pokrzywdzeni, których reprezentuje "do tej pory nie złapali równowagi życiowej" i "nie pomaga im w tym długotrwały proces". Zaznacza, że "przed rodziną z Krakowa długi i ciężki bój o jakąkolwiek formę odszkodowania, które i tak nie zwróci im najbliższych, a maluchowi jego rodziców".

Według mec. Kowalskiego od wypadku na A1 cały czas słyszymy o wstrząsających, tragicznych wypadkach komunikacyjnych, ale jednocześnie nie podjęto działań, aby realnie walczyć z piratami drogowymi.

Nadal giną niewinni ludzie. Nadal króluje prędkość. W sprawie Sebastiana M. mamy prędkość, w sprawie Huberta B. mamy prędkość, nawet w sprawie Żaka mamy głównie prędkość. Co z tego, że będziemy zmieniać zapisy prawne, których nikt nie jest w stanie wyegzekwować, jak cały czas słyszymy o takich tragediach? Przecież to jest klęska tego państwa. Nie możesz wyjść na spacer z dzieckiem, nie możesz jechać na urlop - mówi prawnik.

Mec. Kowalski zaznacza, że w przestrzeni publicznej tylko mówi się o wprowadzeniu potencjalnego zabójstwa drogowego do Kodeksu karnego, ale "nic za tym nie idzie".

Cały czas rozmawiamy o zabójstwie drogowym. No i co? Nic nie zrobiono z tym od trzech lat po wypadku Sebastiana M. Teraz znów będzie szukanie okoliczności łagodzących. Bo był trzeźwy, niekarany, nie miał mandatów, przedsiębiorca. Co z tego, że prokuratura wie, że Hubert B. umyślnie naruszył przepisy, jak nic z tym nie można zrobić? Ilu jeszcze ludzi musi zginąć, aby w końcu coś z tym zrobiono? - apeluje w rozmowie z o2.pl mec. Łukasz Kowalski.

Zarówno Sebastianowi M., jak i Hubertowi B. grozi do 8 lat więzienia.

Wybrane dla Ciebie