Jak podaje katowice24.info, pan Leszek podróżował pociągiem, a następnie kierował się pieszo w stronę szpitala. Z dworca PKP najkrótsza droga prowadziła przez ul. Mikołowską i dalej ul. Kozielską. To właśnie tam, niedaleko bramy głównej cmentarza żydowskiego, doszło do potrącenia.
Było przed godz. 10. 73-letnia kierująca Renault wykonywała manewr cofania podczas parkowania równoległego. W pewnym momencie samochód uderzył w przechodzącego 64-latka. Mężczyzna został ciężko ranny.
Pieszy trafił do szpitala. Dwa dni później zmarł
Pan Leszek nie zginął na miejscu. W stanie krytycznym został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Niestety, ich wysiłki nie przyniosły rezultatu. 64-latek zmarł w sobotę, dwa dni po wypadku.
Dokładny przebieg zdarzenia wciąż jest wyjaśniany. Nie wiadomo również, co było bezpośrednią przyczyną śmierci mężczyzny.
Cały czas trwają czynności w tej sprawie. Prokurator zlecił przeprowadzenie sekcji zwłok. Jeszcze nie wiemy nawet, jaka była bezpośrednia przyczyna śmierci mężczyzny – przekazał podkom. Dominik Michalik, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Katowicach, cytowany przez katowice24.info.
Śledczy ustalają między innymi, w jakich dokładnie okolicznościach doszło do potrącenia i jaki był przebieg manewru wykonywanego przez kierującą.
Rodzina chce poznać prawdę
Bliscy 64-latka wciąż próbują odtworzyć ostatnie chwile jego życia. Jak mówi córka mężczyzny, rodzina początkowo otrzymywała niewiele informacji na temat wypadku.
Lekarze walczyli o jego życie, ale nie udało się go uratować. Odszedł w spokoju. Nie mamy zbyt wielu informacji o wypadku. Dostaliśmy lakoniczną informację o zdarzeniu, że tatę potrącił samochód, najpierw na jakimś bocznym parkingu, potem że na ulicy – relacjonuje pani Martyna.
Rodzina zamierza złożyć wniosek o dostęp do akt sprawy. Podkreśla jednocześnie, że nie chce przesądzać o odpowiedzialności żadnej ze stron.
Nie osądzam nikogo, tym bardziej nie oczekuję "więzienia" dla sprawcy. Chcemy tylko zrozumieć, jak do tego doszło, bo jest ból i cierpienie, że tak można nagle zginąć – mówi córka 64-latka.
Policja i rodzina apelują do świadków
Rodzina pana Leszka zwraca się z apelem do osób, które mogły widzieć moment potrącenia lub posiadają informacje mogące pomóc w ustaleniu jego przebiegu.
Jak podaje katowice24.info, bliscy chcą przede wszystkim poznać pełny obraz wydarzeń i dowiedzieć się, co dokładnie wydarzyło się na ul. Kozielskiej. Każda informacja może mieć znaczenie dla prowadzonego postępowania.
Osoby, które były świadkami wypadku, mogą przekazać informacje policji. Mogą również skontaktować się z naszą redakcją. Szczególnie istotne mogą być relacje osób, które znajdowały się w pobliżu miejsca zdarzenia 20 sierpnia przed godz. 10.