Tragedia rozegrała się w trzy minuty. Po latach zajrzeli do wraku

Ponad 80 lat temu zatonął w ciągu zaledwie trzech minut. Dziś wrak ORP "Grom" spoczywa na dnie norweskiego fiordu, ponad 100 metrów pod powierzchnią wody. Polscy nurkowie dotarli do pozostałości niszczyciela i wykonali niezwykłe zdjęcia.

ORP "Grom"ORP "Grom"
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons
Anna Wajs-Wiejacka

Zdjęcia udostępniło na swoim facebookowym profilu Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa "Nila" w Krakowie. Ich autorami są polscy nurkowie z grupy Underwater Narvik, którzy we wrześniu 2025 r. spędzili trzy dni przy wraku ORP "Grom". Pozostałości niszczyciela spoczywają na głębokości około 105 metrów w norweskim Rombakkenfjordzie, niedaleko Narwiku.

Jak przypomniano we wpisie, ORP "Grom" odegrał ważną rolę w walkach u wybrzeży Norwegii. Wiosną 1940 r. wraz z ORP "Błyskawica" wspierał siły alianckie w rejonie Narwiku. Polskie niszczyciele prowadziły ostrzał niemieckich stanowisk i szlaków komunikacyjnych, utrudniając działania wojsk przeciwnika.


WIDEO
Udekorowali grób przywódcy kartelu. Cały tonie w kwiatach

Polskie okręty skutecznie osłabiały niemieckie pozycje w rejonie Narwiku. Ich artyleria raziła zarówno stanowiska wojskowe, jak i ważne szlaki komunikacyjne. Jak przypomina krakowskie muzeum, na początku maja załodze ORP "Grom" udało się zniszczyć cztery działa przeciwnika oraz stanowisko obserwacyjne.

Tak wyglądał koniec

Losy ORP "Grom" przesądziły się rankiem 4 maja 1940 r. Podczas patrolu w norweskim fiordzie polski niszczyciel stał się celem niemieckiego bombowca Heinkel He 111. Samolot zrzucił sześć bomb, z których dwie trafiły w jednostkę.

Skutki trafień okazały się katastrofalne. Eksplozje poważnie uszkodziły środkową część okrętu, rozrywając jego prawą burtę na długości około 20 metrów. Tak rozległe zniszczenia sprawiły, że jednostka zaczęła szybko tonąć.

ORP "Grom" zatonął w ciągu zaledwie trzech minut. Marynarze próbowali w tym czasie opuścić jednostkę i pomóc rannym kolegom. Nie wszyscy mieli jednak szansę na ratunek. Część załogi została uwięziona w pomieszczeniu bosmańskim na rufie, którego drzwi zablokowały się po ataku.

Walczyli o życie w lodowatej wodzie. Nie wszystkim udało się pomóc

Zatonięcie niszczyciela nie oznaczało końca dramatu. Marynarze, którzy znaleźli się za burtą, musieli zmierzyć się z ekstremalnymi warunkami. Temperatura wody wynosiła zaledwie 3 st. C. Wychłodzenie okazało się śmiertelne dla części rozbitków, którzy zmarli już po podjęciu ich na pokłady brytyjskich okrętów.

Sytuację dodatkowo pogarszał ostrzał prowadzony przez Niemców. Część rozbitków poniosła śmierć już po opuszczeniu okrętu. Pomocy udzieliły im brytyjskie jednostki, które podjęły akcję ratunkową.

Nie wszyscy mogli opuścić okręt. Drzwi do pomieszczenia bosmańskiego na rufie zostały zablokowane i znajdujący się tam członkowie załogi nie zdołali się wydostać. Zginęli też niezidentyfikowany torpedysta, który zabezpieczył bomby głębinowe przed wybuchem, oraz drugi oficer mechanik por. mar. Aleksy Krąkowski, który zszedł do maszynowni, by wyłączyć kotły. Część rozbitków zginęła od niemieckiego ostrzału z lądu – czytamy we wpisie zamieszczonym na Facebooku.

Bilans katastrofy był tragiczny. Życie straciło 59 członków załogi, a 154 osoby udało się uratować. Wśród ocalałych znalazł się dowódca niszczyciela Aleksander Hulewicz.

Wrak ORP "Grom" do dziś spoczywa na dnie norweskiego fiordu, przypominając o tragicznych wydarzeniach z czasów II wojny światowej. Fotografie wykonane przez polskich nurków pozwalają przyjrzeć się pozostałościom niszczyciela i przywołują pamięć o marynarzach, którzy 4 maja 1940 r. wyruszyli na swój ostatni patrol.

Wybrane dla Ciebie