82-latka pojechała z Klubem Seniora do Chorwacji. Nieprzytomna trafiła do szpitala

Edyta Tomaszewska
.82-latka pojechała z Klubem Seniora do Chorwacji. Nieprzytomna trafiła do szpitala
Źródło zdjęć: © Pixabay

82-letnia Regina straciła przytomność podczas powrotu z wyjazdu z Klubem Seniora do Chorwacji i trafiła do szpitala w Splicie jako pacjentka NN. Jej rodzina dowiedziała się o hospitalizacji dopiero po powrocie autokaru do Polski. Bliscy twierdzą, że musieli samodzielnie organizować dalsze leczenie kobiety.

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", pani Regina, mieszkanka Śląska, we wrześniu pojechała do Chorwacji z Klubem Seniora Przyjaciele. W czasie wyjazdu seniorzy odwiedzili także Medjugorje w Bośni i Hercegowinie. Kobieta miała przewrócić się na kamienistym wzgórzu prowadzącym do miejsca kultu. W wiadomości do znajomego pisała, że wejście i zejście były trudne, a uczestnicy ślizgali się na trasie.

Kilka dni później, podczas drogi powrotnej, 82-latka straciła przytomność w autokarze. Kierowcy zatrzymali pojazd na najbliższym bezpiecznym parkingu i wezwali chorwackie pogotowie. Seniorkę przewieziono do szpitala w Splicie, gdzie trafiła na oddział intensywnej terapii. Lekarze stwierdzili u niej krwiaka podtwardówkowego. Kobieta przeszła dwie operacje głowy i była podłączona do respiratora.

Rodzina początkowo nie wiedziała, że Regina przebywa w chorwackim szpitalu. Jej telefon, dokumenty i walizkę przekazano jednej z uczestniczek wyjazdu, która wróciła do Polski.


DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

– Autokar z pozostałymi uczestnikami wrócił do Polski. Wtedy dostałem dokumenty mamy, telefon, walizkę. Dowiedziałem się, co się wydarzyło i w jakim szpitalu mama przebywa. Po telefonie do szpitala okazało się, że nie otrzymamy żadnych informacji, bo nie ma takiej pacjentki – opowiada "Gazecie Wyborczej" pan Marek.

Syn kobiety, Marek, skontaktował się ze szpitalem, ale usłyszał, że placówka nie ma takiej pacjentki. Dopiero po przedstawieniu szczegółów lekarze potwierdzili, że seniorka została przyjęta jako NN, czyli osoba o nieustalonej tożsamości.

Marek wraz z siostrą pojechał do Splitu i potwierdził dane matki. Jak twierdzi, biuro podróży nie skontaktowało się z rodziną po wypadku. Syn uważa też, że utrata przytomności mogła mieć związek z wcześniejszym upadkiem, choć organizator wyjazdu podkreśla, że nie ma oficjalnej diagnozy potwierdzającej takie powiązanie.

Rodzina szukała miejsca na dalsze leczenie

Po hospitalizacji uruchomiono procedury ubezpieczeniowe. Rodzina przekazała szpitalowi dokumenty otrzymane z centrum alarmowego Global Assistance i udzieliła lekarzom zgody na dostęp do informacji medycznych. Regina była ubezpieczona nie tylko w ramach Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego, lecz także w Generali i Compensie. Bliscy zdecydowali, że sprawą będzie zajmować się Compensą, ponieważ polisa przewidywała wyższą sumę ubezpieczenia.

Według Marka Global Assistance oczekiwało od rodziny znalezienia w Polsce oddziału, który mógłby przejąć leczenie neurologiczne seniorki. Syn twierdzi, że nie otrzymał wskazania konkretnego zapisu w ogólnych warunkach ubezpieczenia, który nakładałby takie zadanie na bliskich. Z jego relacji wynika, że rodzina przez długi czas nie wiedziała, jak szukać odpowiedniej placówki ani jakie dokumenty będą potrzebne.

Mężczyzna podkreśla, że jego matka zaczęła już oddychać samodzielnie, ale wciąż nie było z nią kontaktu. Pytał też, kto zająłby się podobnym przypadkiem, gdyby poszkodowana osoba nie miała rodziny mogącej prowadzić rozmowy z lekarzami i ubezpieczycielem.

Compensa nie odniosła się do indywidualnej sytuacji Reginy, powołując się na tajemnicę ubezpieczeniową. Mariusz Gawrychowski z Compensy wyjaśnił jednak ogólne zasady dotyczące transportu medycznego. Zgodnie z nimi ubezpieczyciel odpowiada za organizację i finansowanie przewozu pacjenta z zagranicznego szpitala do Polski. Miejsce docelowe może wskazać poszkodowany, a jeśli jego stan na to nie pozwala, decyzję podejmują najbliżsi lub osoby uprawnione do reprezentowania chorego.

Przedstawiciel Compensy zaznaczył, że firma może pomóc w ustaleniu możliwości kontynuowania leczenia, między innymi kontaktując się z Narodowym Funduszem Zdrowia w sprawie placówek z odpowiednim zapleczem. Ubezpieczyciel nie może jednak samodzielnie wybrać szpitala za pacjenta ani przekazać jego dokumentacji medycznej bez wymaganej zgody lub podstawy prawnej.

Damp Tour przedstawia swoją wersję wydarzeń

Wyjazd organizowało biuro Damp Tour z Cieszyna. Właściciel firmy Przemysław Danielec twierdzi, że nie była to wycieczka objazdowa z pilotem, lecz przewóz wahadłowy osób jadących na wypoczynek. Z tego powodu w autokarze nie było pilota.

Według jego relacji, gdy jedna z pasażerek poinformowała kierowców o utracie przytomności przez Reginę, załoga natychmiast zatrzymała pojazd i wezwała pomoc. Pogotowie miało przyjechać po dwóch minutach. Dokumenty seniorki pozostały w bagażu, ale ratownicy skontaktowali się z kierowcami telefonicznie. Następnie uczestnicy wyjazdu mieli przesłać zdjęcia dokumentów do szpitala, aby ułatwić identyfikację kobiety.

Danielec przekazał również, że rzeczy osobiste Reginy zabezpieczono i oddano jej znajomej wracającej do kraju. Po przekazaniu seniorki ratownikom autokar ruszył dalej, ponieważ przewoził kilkudziesięciu innych pasażerów. Właściciel biura zapewnia, że próbował uzyskać informacje ze szpitala, ale placówka odmówiła ich udzielenia osobie niespokrewnionej i nieupoważnionej.

Biuro twierdzi, że szybko uruchomiło procedury ubezpieczeniowe i pośredniczyło w kontaktach z firmą Colonnade. Według Danieleca ubezpieczyciel zapewniał, że Regina pozostaje pod fachową opieką, a jej rodzina została powiadomiona. Właściciel Damp Tour tłumaczył brak bezpośredniego kontaktu z synem tym, że biuro nie miało jego numeru telefonu.

Spór o wcześniejszy upadek seniorki

Damp Tour utrzymuje, że nie wiedziało o upadku Reginy w Medjugorie. Z informacji przekazanych przez biuro wynika, że zdarzenie miało miejsce podczas lokalnej wycieczki fakultatywnej, której firma nie organizowała. Seniorka miała też nie zgłaszać urazu ani dolegliwości przedstawicielom biura, a współlokatorki, pytając o jej samopoczucie, miały usłyszeć, że nie potrzebuje pomocy lekarskiej.

Organizator uważa, że bez medycznego potwierdzenia nie można przesądzać, iż upadek sprzed kilku dni doprowadził do późniejszego pogorszenia stanu zdrowia. Firma przekazała, że wykonała obowiązki związane z udzieleniem pomocy i uruchomieniem ubezpieczenia, a także wyraziła współczucie rodzinie Reginy.

Bliscy seniorki nadal czekają na możliwość przewiezienia jej do Polski i zapewnienia dalszej opieki neurologicznej. Rodzina podkreśla, że w całej sprawie brakowało jej jasnych informacji zarówno o stanie zdrowia kobiety, jak i podziale obowiązków między biurem podróży a ubezpieczycielem.

Wybrane dla Ciebie