Pierre Michel Formosa i jego towarzysz podróży, obaj z Francji, jechali przez pustynny rejon w Kalifornii, gdy ich pojazd ugrzązł w błocie na odludnej drodze.
Jak opisuje "New York Post", w okolicy nie było innych samochodów, dlatego turyści postanowili ruszyć pieszo w poszukiwaniu pomocy. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 17 sierpnia, gdy temperatura w tym rejonie sięgnęła 116 stopni Fahrenheita - prawie 47 stopni Celsjusza. W takich warunkach Formosa nie był w stanie iść dalej i zatrzymał się po przebyciu nieco ponad 1,5 kilometra.
Jego towarzysz kontynuował marsz w pojedynkę. Ostatecznie natrafił na przejeżdżającego kierowcę, który pomógł mu zgłosić zdarzenie w jednym z centrów dla odwiedzających teren Parku Narodowego.
Turysta nie przeżył
Zgłoszenie dotarło do służb krótko po godz. 14. Wtedy strażnicy z Parku, a także lokalne i stanowe służby ratunkowe rozpoczęły akcję poszukiwawczo-ratowniczą.
Gdy odnaleziono Formosę, na pomoc było już za późno. Stwierdzono zgon na miejscu.
Informację o śmierci turysty potwierdziła Służba Parków Narodowych. Jak podano w komunikacie, przyczynę i okoliczności śmierci ustali koroner hrabstwa Inyo.
Składamy najszczersze kondolencje rodzinie i przyjaciołom zmarłego - przekazał Mike Reynolds, dyrektor Parku Narodowego Doliny Śmierci.
"To bolesne przypomnienie, jak szybko warunki tutaj mogą stać się niebezpieczne. Dolina Śmierci to niezwykłe miejsce, ale jej upał, odległości i odosobnienie mogą być niebezpieczne, niezależnie od doświadczenia. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy wzięli udział w poszukiwaniach, a nasze myśli są z jego bliskimi" - dodał.
Dolina Śmierci to jeden z najgorętszych obszarów na kuli ziemskiej. Park Narodowy jest rozległym terenem - zasięg sieci komórkowej jest ograniczony lub nie istnieje, dlatego wezwanie pomocy w inny sposób było niemożliwe.