Trump nazwał go "dżihadystą". Taką przyszłość przewidział mu ekspert

3 listopada Amerykanie wezmą udział w wyborach połówkowych. Na finiszu kampanii doszło do kilku zwrotów akcji. Demokratka Haley Stevens w Michigan poparła kandydata republikanów, a faworytem do zdobycia mandatu w tym konserwatywnym stanie jest muzułmanin. – On może wstrząsnąć sceną polityczną – mówi o2.pl dr hab. Krzysztof Wasilewski i podsumowuje walkę o mandaty w Kongresie Stanów Zjednoczonych.

Donald Trump nazwał Abdula El-Sayeda "dżihadystą". Muzułmanin może zdobyć mandat w USADonald Trump nazwał Abdula El-Sayeda "dżihadystą". Muzułmanin może zdobyć mandat w wyborach w USA
Źródło zdjęć: © Conlan Houston Wikipedia, PAP
Marcin Lewicki
  • Kampania do wyborów uzupełniających w USA jest na finiszu. Amerykanie wybiorą 435 członków Izby Reprezentantów oraz 35 senatorów.
  • Sondaże wskazują, że po wyborach w obydwu izbach Kongresu Stanów Zjednoczonych przewagę mogą mieć demokraci. To utrudniłoby Donaldowi Trumpowi rządzenie.
  • Amerykanista dr hab. Krzysztof Wasilewski z Politechniki Koszalińskiej ostrożnie podchodzi do sondaży i wskazuje, że walka o wiele mandatów rozstrzygnie się na finiszu.
  • Ekspert w rozmowie z o2.pl podkreśla, że największym przegranym kończącej się kampanii jest Donald Trump. - Stracił dynamikę. Zachowywał się tak, jakby był zmęczony rządzeniem - mówi nam amerykanista.

Marcin Lewicki: Mamy finisz kampanii do wyborów połówkowych w USA. Co było największym zaskoczeniem albo objawieniem tej kampanii?

Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Trzeba zacząć od bohatera negatywnego. To z pewnością Donald Trump.

Dlaczego?


WIDEO
"Wyglądasz okropnie". Tak Trump powiedział do dziennikarza. Nagranie

Trump zrobił wszystko, aby kampania była o nim, a wybory referendum na temat jego rządów. Jednak stracił on dynamikę. Zachowywał się tak, jakby był zmęczony rządzeniem. Jego spotkania z wyborcami były monotonne, mówił o marmurach, fascynował się częściami ciała polityków płci męskiej. To zupełnie odbiega od tego, czym naprawdę żyją Amerykanie.

Trump stracił wyczucie społeczne i przestał słuchać wyborców?

Dystans między nim a zwykłymi wyborcami z pewnością się zwiększa. On trafia już tak naprawdę tylko do wyznawców ruchu MAGA. Skutkiem tego jest to, że w trakcie kampanii część kandydatów Partii Republikańskiej odcinała się od prezydenta. Twierdzili, że go nigdy nie spotkali. Trump potrafił porwać tłumy. Słynął z tego. Teraz wygląda pod tym względem o wiele słabiej.

A pozytywni bohaterowie?

Myślę, że to np. Abdul El-Sayed. On może wstrząsnąć sceną polityczną. To muzułmanin, który kandyduje na senatora w Michigan z ramienia demokratów. Dotychczas ten stan raczej wybierał republikanów, ale może się to zmienić. Jeżeli sondaże się potwierdzą i zdobędzie mandat, może być to ktoś, kto wejdzie do elity polityków Partii Demokratycznej.

Kandydat z przyszłością prezydencką?

Aż tak daleko bym nie szedł. Stany Zjednoczone są dość konserwatywne. Amerykanie pokazali, że nie są gotowi na prezydenta-kobietę, a co dopiero muzułmanina o mało amerykańskim nazwisku. Nawet Barackowi Obamie wypominano, że na drugie imię ma Hussein. Natomiast El-Sayed może być drugą Alexandrią Ocasio-Cortez, która ma lewicowe poglądy i angażuje wyborców młodszego pokolenia. Jest bardzo istotną postacią dla demokratów. Myślę, że karierę do Baracka Obamy może natomiast zrobić inny kandydat.

Kogo ma pan na myśli?

To James Talarico z Teksasu. Może on przełamać ponad 30-letnią dominację republikanów w Teksasie i zdobyć mandat do Senatu. Talarico pokazał talent polityczny i jest w stanie łączyć ludzi o różnych poglądach. Scala centrum, prawą i mainstreamową część Partii Demokratycznej. Nie jest też tak skrajnie lewicowy jak El-Sayed. Myślę, że Talarico ma otwartą drogę do startu w prawyborach prezydenckich. Może zostać kandydatem demokratów. Warunek jest jeden. Musi zdobyć mandat.

A wśród republikanów jest ktoś, kto bardziej się wyróżnił?

To nadal partia Trumpa. On zrobił wszystko, żeby obsadzić swoich kandydatów w wyborach.

Sam Trump mocno akcentował w kampanii wątki nacjonalistyczne. Mówił, że wspomniany El-Sayed "nie jest Amerykaninem". Pali mu się grunt pod nogami czy stał się bardziej skrajny?

Myślę, że on nie jest nacjonalistą. Wyczuł, że tak może zdobyć głosy. To już nie jest pierwszy raz. Przecież mówił wielokrotnie, że Barack Obama nie jest Amerykaninem, że nie ma obywatelstwa, że nie urodził się w USA. Podważał legalność jego prezydentury. Tak samo postępuje w przypadku El-Sayeda. Nazywał go "dżihadystą". To typowa zagrywka polityczna Trumpa. Stara się w ten sposób mobilizować wyborców.

A czy Donald Trump zdaje sobie sprawę, że może przegrać wybory? Mówił m.in., że w takim przypadku stanie się "prezydentem wetującym". Chyba pierwszy raz dopuścił publicznie taką możliwość.

Tak. Po raz pierwszy Trump otwarcie mówił o możliwej porażce w wyborach i stwierdził, że jeżeli przegra, będzie wetował ich ustawy, aż demokraci ulegną i zaczną głosować za jego pomysłami. Myślę, że republikanie szykują się na klęskę. Badania faworyzują demokratów. Aczkolwiek ja jestem ostrożny. Sondaże niekiedy mijały się z nastrojami społecznymi w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli jednak republikanie przegrają, winny będzie sam Donald Trump.

Z drugiej strony mieliśmy rewolty w kierunku republikanów. Haley Stevens w Michigan oficjalnie postawiła się El-Sayedowi i poparła kandydata Partii Republikańskiej. Z czego to wynikało?

Ona kończy swoją karierę w Izbie Reprezentantów, bo przegrała wyścig w prawyborach z El-Sayedem. Amerykańskie media podają, że poparła republikanów ze względów osobistych. Ona nie lubi Abdula El-Sayeda. On sam nie jest zresztą łatwym człowiekiem, ma duże ego. Niechętnie słucha porad. Z tego względu Stevens postanowiła poprzeć republikanów.

Nie wierzę, że nic z tego nie będzie miała.

Oczywiście, nagła zmiana frontu w polityce nigdy nie wynika z odruchu serca. Nie zdziwię się, jeżeli zostanie ambasadorem albo np. podsekretarzem stanu w administracji Donalda Trumpa. Prezydent USA potrafi docenić takie sytuacje.

A takie transfery w amerykańskiej polityce to rzadkość, czy one się zdarzają?

To bez wątpienia rzadkość. To nie jest Polska, gdzie często zmienia się barwy polityczne. Przynależność do partii wiąże się z rodzinnymi powiązaniami, często od pokoleń. Przejście z jednej do drugiej partii jest też trudne ze względu na sporą polaryzację. Często politycy, którzy odchodzą z głównego ugrupowania, stają się niezależni. Albo przechodzą do mniejszych partii. Bezpośrednie transfery między republikanami i demokratami odbywają się rzadko.

Na koniec chciałbym zapytać o pana przewidywania. Jak będzie wyglądał Kongres Stanów Zjednoczonych po tych wyborach?

Na ten moment uważam, że Demokraci zdobędą przewagę. Odbiją Izbę Reprezentantów, bo tam przewaga Republikanów jest niewielka. Natomiast w Senacie do zdobycia jest tak naprawdę tylko 35 miejsc, z czego realna walka jest o 7 mandatów. Demokraci muszą odbić z tego cztery miejsca. To bardzo niewielka przestrzeń do błędu. Sondaże jednak pokazują, że Demokraci mogą zyskać realną przewagę w Senacie. Jednak ja bym aż tak skrajnie nie typował.

Wybrane dla Ciebie