Upadek rakiety w Polsce. "Radio zagłady" wysłało sygnał

Słynne rosyjskie "radio zagłady" nadało sygnał kilka godzin po czwartkowym, zmasowanym ataku na Ukrainę. Przypomnijmy, że jedna z rakiet spadła na terytorium Polski.

Rosja nadała sygnał po upadku rakiety w PolsceRosja nadała sygnał po upadku rakiety w Polsce
Źródło zdjęć: © Getty Images | Contributor, UCG
Rafał Strzelec

Jak przypomina Interia, tak zwane "radio zagłady" to "nazwa tajemniczej rosyjskiej stacji radiowej UVB-76, nadającej od 1982 r. na częstotliwości 4625 kHz." Nie do końca wiadomo, jaka jest rola radia. Uważa się, że może ono stanowić element strategicznego systemu dowodzenia i łączności. Przez większość czasu podczas nadawania słychać jedynie brzęczenie. Jednak co jakiś czas radio nadaje sygnały - ich znaczenie nie jest jednak znane.

"Radio zagłady" nadało sygnał

Po raz kolejny radiostacja "odezwała się" w czwartek (30 lipca), kilka godzin po ataku rakietowym na Ukrainę. Przypomnijmy, że jedna z rakiet około godz. 3.40 nad ranem przedostała się na terytorium Polski i spadła w woj. lubelskim w okolicy miejscowości Tarnawa-Kolonia. MON potwierdził, że 10-metrowy lej to efekt uderzenia rakiety manewrującej typu Ch-101.

Agencja RIA Novosti przekazała, że "radio zagłady" nadało kilka komunikatów pomiędzy godz. 11:26 a 12:12 czasu polskiego. Miały to być zaszyfrowane hasła o nieznanym znaczeniu. Interia wymienia, że wówczas nadano następujące komunikaty: "dojaropuch", "monarchista", gidżak (tradycyjny azjatycki instrument smyczkowy - red.), "puchokorm" i "gradospieg". Z kolei między godzinami 13:02 a 14:05 stacja nadała następujące sygnały: "łapówkarka", "seksofat", "motel", "mużopajus" i "nieśmiałość".

Upadek rakiety. Reakcja w Polsce

W związku z incydentem w Polsce na Lubelszczyźnie pojawili się premier Donald Tusk i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. W Lublinie zwołano specjalny sztab. Jak przekazano, polskie siły były gotowe strącić rakietę, jednak nie podjęto tej decyzji. Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski wyjaśnił, że w okresie pokoju zgodnie z przepisami konieczna jest identyfikacja obiektu, który dostaje się w polską przestrzeń powietrzną. - Tutaj zabrakło dosłownie można powiedzieć sekund, minut, a ten obiekt zostałby zidentyfikowany i w razie konieczności, jeżeli kontynuowałby lot, zostałby najprawdopodobniej zestrzelony - przekazał Goryszewski, cytowany przez Wirtualną Polskę.

Wybrane dla Ciebie