Steven Hamill postanowił opowiedzieć swoją historię, by zwiększyć świadomość na temat raka prącia. Mężczyzna przyznał, że początkowo zignorował pierwsze objawy choroby, licząc na to, że problem sam ustąpi. Kiedy w końcu zgłosił się do lekarza, dwukrotnie usłyszał błędną diagnozę.
Dopiero po kilku miesiącach okazało się, że cierpi na agresywną postać nowotworu. Choroba była już na tyle zaawansowana, że lekarze musieli amputować połowę jego prącia.
Pierwsze objawy zlekceważył
Problemy zaczęły się w 2019 r., gdy Steven zauważył silny obrzęk prącia.
– Główka była cztery razy większa niż normalnie – wspominał Amerykanin w programie "Minutes With" serwisu LADbible.
Początkowo podejrzewał chorobę przenoszoną drogą płciową. Jak sam przyznał, zrobił to, co – jego zdaniem – robi wielu mężczyzn w podobnej sytuacji: postanowił zignorować problem i czekać, aż sam zniknie.
"Na podłodze była kałuża krwi"
Przełom nastąpił pewnego poranka.
– Robiłem sobie herbatę i poczułem, że stopa robi mi się mokra. Spojrzałem w dół, myśląc, że przecieka czajnik. Okazało się, że na podłodze była kałuża krwi, a ona kapała z mojego penisa – opowiadał.
W nocy budził się także z narastającym bólem. Pojawiła się wydzielina oraz uczucie, jakby ktoś nieustannie ściskał końcówkę prącia.
Mimo to nadal liczył, że wszystko samo się zagoi.
Lekarze nie rozpoznali nowotworu
Po wizycie u lekarza rodzinnego usłyszał, że cierpi na bakteryjne zapalenie żołędzi. Otrzymał maść sterydową i wrócił do domu.
Steven zapytał nawet, czy przyczyną może być rak prącia.
Według jego relacji lekarz odpowiedział, że to bardzo mało prawdopodobne, zwłaszcza u osoby w jego wieku, i że niemal na pewno chodzi o infekcję.
Po dwóch tygodniach ból jednak jeszcze się nasilił. Podczas kolejnej wizyty ponownie przepisano mu maść sterydową.
"Nowotwór dosłownie zjadał moje ciało"
Dopiero gdy zemdlał w samochodzie brata i obudził się we własnej krwi, trafił na szpitalny oddział ratunkowy. Tam usłyszał druzgocącą diagnozę – agresywny rak prącia.
– Krwawienie było skutkiem tego, że nowotwór zjadał mojego penisa. Ten zapach, o którym mówiłem wcześniej, był zapachem obumierających tkanek. Rak dosłownie pożerał moje mięśnie. Żyłem z uczuciem, jakby coś zjadało mnie żywcem – opowiadał.
Mężczyzna nie ukrywa, że do dziś trudno mu pogodzić się z faktem, iż jego objawy przez długi czas były bagatelizowane.
Konieczna była amputacja
Początkowo lekarze planowali przeprowadzić zabieg obrzezania. Jednak jeszcze przed operacją doszło do kolejnego silnego krwotoku.
Podczas zabiegu okazało się, że część napletka była już całkowicie zniszczona przez nowotwór.
– Gdy chirurg próbował go usunąć, połowa po prostu odpadła. Miałem ogromną dziurę – wspominał.
W tej sytuacji lekarze zdecydowali o częściowej amputacji prącia. Łącznie Steven stracił około 10 centymetrów narządu.
Mężczyzna jest obecnie wolny od nowotworu i został ojcem. Przyznaje jednak, że amputacja wpłynęła na jego życie, relacje z kobietami i poczucie własnej wartości.
Mimo trudnych doświadczeń zdecydował się publicznie opowiedzieć swoją historię, aby zachęcić innych mężczyzn do szybkiej diagnostyki.
– Każdy mężczyzna bardzo dobrze zna swoje ciało. Jeśli dzieje się coś niepokojącego, nie ignorujcie tego. To najważniejsza rzecz, jaką mogę powiedzieć – podkreślił.
Objawy raka prącia
Brytyjska służba zdrowia (NHS) wskazuje, że do najczęstszych objawów raka prącia należą:
- guzek, narośl lub owrzodzenie, które nie goi się przez ponad cztery tygodnie,
- wysypka,
- krwawienie z prącia lub spod napletka,
- nieprzyjemnie pachnąca wydzielina,
- trudności z odprowadzeniem napletka,
- zmiana koloru skóry prącia lub napletka.
Do możliwych objawów należą także powiększone węzły chłonne w pachwinach, przewlekłe zmęczenie, bóle brzucha oraz niezamierzona utrata masy ciała.