Katastrofa na przejeździe. Pasażerowie ruszyli ratować rannych. "Krew była wszędzie"

Huk, ogień i ranni ludzie. Po zderzeniu pociągu PKP Intercity "Koziołek" z ciężarówką pasażerowie ruszyli na pomoc poszkodowanym. Świadkowie opowiadali "Super Expressowi" o scenach, których – jak mówią – długo nie zapomną.

.Katastrofa na przejeździe. Pasażerowie ruszyli ratować rannych. "Krew była wszędzie"
Źródło zdjęć: © Państwowa Straż Pożarna
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Do zderzenia pociągu PKP Intercity z ciężarówką doszło 9 września na przejeździe w Sokolnikach Suchych.
  • Pasażerowie sami wydostawali się z uszkodzonych wagonów i udzielali pierwszej pomocy rannym.
  • Okoliczności katastrofy badają śledczy, którzy analizują m.in. nagrania z monitoringu.

Do dramatycznego wypadku doszło 9 września około godz. 11.20 w Sokolnikach Suchych, w okolicach Przysuchy. Pociągiem podróżowało około 120 osób. Zderzenie było tak silne, że część składu wykoleiła się i przewróciła.

Na miejscu natychmiast pojawiły się służby ratunkowe, a rannych zaczęto transportować do szpitali. Najciężej poszkodowanych przewożono także śmigłowcami.

Dla pasażerów kilka sekund wystarczyło, by spokojna podróż zamieniła się w koszmar. Potężny huk, uszkodzone wagony, wybite szyby i zakrwawieni ludzie – tak pierwsze chwile po zderzeniu zapamiętali świadkowie, których relacje zebrał "Super Express".


WIDEO
Brutalny mord pod Opolem. Utopili 37-latka z powodu zdjęcia


Jedna z pasażerek, która pomagała rannym, opowiadała, że po katastrofie wnętrze pociągu wyglądało jak po potężnej eksplozji. Wagon był poważnie zniszczony, brakowało szyb i elementów wyposażenia. Pasażerowie próbowali wydostać się na zewnątrz, jednocześnie szukając osób, które potrzebowały pomocy.

Wszystko było rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł – tłumaczyła pasażerka po katastrofie pociągu w Sokolnikach Suchych.

Niektórzy nie czekali na przyjazd ratowników. Zaczęli opatrywać rannych i pomagać tym, którzy nie byli w stanie samodzielnie opuścić wagonów.

Szczególnie dramatyczna była sytuacja jednej z pasażerek. Wśród poszkodowanych znalazła się zakonnica z bardzo poważnym urazem nogi. Świadkowie próbowali zatamować krwawienie jeszcze przed przyjazdem profesjonalnych służb.

Był tam ktoś udzielający pomocy medycznej. Zrobił z paska taką tamponadę siostrze zakonnej, która bardzo krwawiła - ujawnili świadkowie.

Jeden z pasażerów zapamiętał tę scenę szczególnie mocno. Jak relacjonował "Super Expressowi", ranna zakonnica odmawiała różaniec, podczas gdy wokół niej trwała akcja ratunkowa. "Krew była wszędzie" – opisywał świadek.

Katastrofa na przejeździe. Pasażerowie ruszyli ratować rannych

Jednym z kluczowych zabezpieczonych dowodów jest rejestrator znajdujący się w kabinie maszynisty. Jak wskazano, zapis urządzenia ma umożliwić dokładne odtworzenie przebiegu katastrofy. Zebrane podczas oględzin materiały i ślady mają posłużyć do kolejnych czynności procesowych.

Poszkodowanych przewieziono do szpitali w Radomiu i Kielcach. Cztery osoby były w stanie ciężkim. Prokuratura poinformowała, że jedna z pasażerek zmarła w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń.

Postępowanie toczy się w kierunku nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym – katastrofy kolejowej, która stworzyła zagrożenie dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, a której następstwem była śmierć człowieka. Prokuratura wskazała, że sprawa dotyczy czynu z art. 173 § 2 i 4 Kodeksu karnego, za który grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Wybrane dla Ciebie