Do dramatycznego wypadku doszło 12 sierpnia ok. godz. 19:00 na przystani AZS w Toruniu. To miejsce często uczęszczane przez turystów i mieszkańców, sąsiadujące z nadwiślańskim Bulwarem Filadelfijskim.
Gęsty tłum nie przeszkadzał 16-latkowi, który pędził na swojej hulajnodze, mijając pieszych. W pewnym momencie nastolatek uderzył w 7-letnie dziecko. Dziewczynka upadła na chodnik i doznała poważnych obrażeń głowy. Trafiła na OIOM w Toruniu.
Do wypadku doszło w okolicy strefy relaksu. Moja córeczka jechała na odpychanej hulajnodze. Tradycyjnej. Na miejscu była żona. W pewnym momencie usłyszała szum opon. Zauważyła osobę na hulajnodze. Krzyknęła "Amelka stój". Zahaczył ją, ona uderzyła głową o chodnik. Nastolatek chciał uciekać, ale świadkowie go zatrzymali - mówi w rozmowie z o2.pl Zbigniew Czarnecki, ojciec dziewczynki.
Z opisu zdarzeń wynika, że sprawca poruszał się z ogromną prędkością (Czarnecki mówi, że "zdecydowanie szybciej niż piesi").
Mijał przechodniów jak wariat, zanim potrącił moje dziecko. Nie patrzył na to, jak jedzie. To wariat na hulajnodze elektrycznej - ojciec Amelki nie przebiera w słowach.
Na miejscu pojawiła się policja oraz medycy. Funkcjonariusze potwierdzają w rozmowie z o2.pl, że doszło do dramatycznego wypadku. Wskazują, że zatrzymano 16-letniego sprawcę zdarzenia.
7-letnia dziewczynka znajdująca się pod opieką osoby dorosłej jechała na tradycyjnej hulajnodze, kiedy najechał na nią 16-latek na hulajnodze elektrycznej, poruszający się w tym samym kierunku. Na miejsce zostali wezwani policjanci oraz medycy. Dziewczynka została przetransportowana do szpitala - mówi o2.pl podkom. Dominika Bocian, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Toruniu
Wiadomo, że hulajnoga została zabezpieczona, a policyjne czynności są w toku. Sprawą zajęła się prokuratura.
Policyjne czynności w tej sprawie są w toku, dotychczas nikt nie usłyszał zarzutu, natomiast osoby uczestniczące w wypadku są przez mundurowych ustalone. Obecnie akta sprawy znajdują się w prokuraturze - przekazała w trakcie rozmowy z o2.pl podkom. Bocian.
Z opisu ojca wiemy, że 7-letna Amelka jest przytomna. Dziecko wymaga jednak operacji, do której dojdzie w szpitalu dziecięcym w Bydgoszczy.
Lekarze odkryli podskórny wylew, między skórą, a czaszką. Obawiają się, że może dojść do wycieku płynu mózgowego. Mogą tam być drobinki kości. Ten stan zagraża życiu, dlatego konieczna jest operacja - mówi Zbigniew Czarnecki.
Ojciec dziewczynki dodaje, że "na razie wygląda na to, że mózg nie został uszkodzony, a odruchy motoryczne są zachowane".
Nadal jednak nie wiemy, co będzie dalej. Jest strach. Pierwsza doba na OIOM-ie i intensywna terapia to było straszne przeżycie - wyznaje Czarnecki.
Mężczyzna apeluje do świadków zdarzenia, aby zgłaszali się na policję. Podkreśla, że dowody świadczące o winie nastolatka mogą być na wagę złota.