Zapłaciła 250 zł. Pokazała, co dostała do obiadu. "Może się czepiam"

Influencerka Natalia Maszkowska wybrała się do restauracji w Łodzi. Lokal miał bardzo dobre opinie, a rachunek za dwie osoby wyniósł około 250 zł. Po posiłku influencerka zwróciła jednak uwagę na kilka szczegółów, które jej zdaniem nie pasowały do takiego miejsca.

.Zapłaciła 250 zł. Pokazała, co dostała do obiadu. "Może się czepiam"
Źródło zdjęć: © Facebook
Jakub Artych

Natalia Maszkowska, znana w sieci jako Nathallae i kojarzona z programem "MasterChef Polska", odwiedziła restaurację w Łodzi. Lokal miał bardzo dobre opinie, ale wizyta nie do końca spełniła jej oczekiwania. Za obiad dla dwóch osób zapłaciła około 250 zł.

Sama cena nie była dla niej największym problemem. Więcej uwagi poświęciła temu, w jaki sposób podano poszczególne elementy posiłku.

Na opublikowanym zdjęciu widać m.in. porcję frytek oraz saszetkę ketchupu. Maszkowska zwróciła uwagę, że jej zdaniem taki sposób podania nie pasuje do restauracji, która uchodzi za dobre miejsce.


WIDEO
Piekło w Kanadzie. Kobieta zginęła, uciekając z domu przed pożarem


Przyznała, że może być to kwestia jej własnych oczekiwań, ale nie rozumiała, dlaczego przy takim rachunku restauracja zdecydowała się na tak prosty dodatek.


Czy w dobrej, renomowanej restauracji wypada podać najtańszy ketchup w saszetce? - napisała na Facebooku.


Na tym jednak lista uwag się nie skończyła. Przy przystawce, którą był śledź, Maszkowska otrzymała pieczywo i masło. Jej zdaniem również te dodatki pozostawiały sporo do życzenia.

Pieczywo określiła jako "gąbkowe" i "marketowe". Zwróciła też uwagę, że masło było twarde. Jej zdaniem szczególnie rzucało się to w oczy w zestawieniu z wystrojem lokalu. Jak napisała, restauracja była udekorowana świeżymi kwiatami i sprawiała wrażenie miejsca, w którym właściciele dbają o szczegóły.


Nie rozumiem takiego oszczędzania, bo cała restauracja była przyozdobiona świeżymi kwiatami, które wyglądały pięknie i widać, że dbają o każdy szczegół - dodała.

Maszkowska zaznaczyła również, że sama przystawka kosztowała ponad 35 zł. Jej zdaniem przy takiej cenie klient może oczekiwać odpowiedniej jakości również w przypadku pieczywa czy masła.

Zapłaciła 250 zł. Pokazała, co dostała do obiadu

Autorka wpisu nie ukrywała jednak, że jej ocena jest subiektywna. Na końcu zapytała obserwatorów, czy jej uwagi są uzasadnione. "Może to ja się czepiam" - napisała.

Maszkowska nie wskazała nazwy restauracji ani nie ujawniła dokładnego rachunku. Pokazała natomiast zdjęcia z wizyty, na których można zobaczyć m.in. danie, frytki z saszetką ketchupu oraz elementy wystroju lokalu.

Wybrane dla Ciebie