Na 17 miesięcy dałam się zakopać żywcem…. WYSTARCZY. Przy tym powrót z IO w Tokio przez błędy w zgłoszeniu ze strony PZP to bułka z masłem. 17 miesięcy tyle ciągnie się sprawa mojego rzekomego dopingu. 17 miesięcy czekania na 'wyrok' za 83 ng/ml substancji, która, aby miała mieć jakikolwiek wpływ na organizm, musiałaby być w 1000-krotnie wyższym stężeniu! Wierzyłam, że będzie on rzetelny, a argumenty, które przedstawiłam przynajmniej wpłyną na złagodzenie kary. Bo niestety w sprawach dopingowych zawodnik z domniemania jest WINNY (inaczej niż podczas spraw sądowych, gdzie występuje domniemanie niewinności) i w większości przypadków ma możliwość jedynie na skrócenie kary. (...) Doprowadziło mnie to do skraju mentalnego wyczerpania i beznadziei... a po otrzymaniu uzasadnienia nałożenia na mnie maksymalnej kary 2 lat PĘKŁAM - pisała Alicja Tchórz we wrześniu 2025 r.
W trakcie zawieszenia za doping, pływaczka zaszła w ciążę, którą ukrywała przed światem. Okazało się, że poród nie odbył się bez komplikacji.
Rzadko zamieszczam prywatę, ale to tak ważny i szczęśliwy moment, że chętnie się podzielę . W czwartek 23.07.2026 na świat przyszła moja córeczka. Przez całą ciążę mówiliśmy na nią Malinka i taka też się urodziła. W sumie to już poszła w ślady mamy, bo troszkę za szybko, z problemami i jest drobna ale waleczna jak Lwica. Od teraz z nami Lea (lub jak ktoś lubi Malinka) - napisała 34-letnia Alicja Tchórz na Facebooku.