REKLAMA
Odsłoń newsy
Odsłoń newsy
Cytaty dnia
Copyright Wirtualna Polska Media S.A. - ReklamaRegulaminPrywatność
Odświeżone 2 godziny temu
Twoje konto
Pogoda
Radio
Quizy
0
graczy online
Graj teraz!
REKLAMA
05.08.19 (16:48)

Jedna z najbogatszych kobiet wszech czasów to Polka. Jak do tego doszła?

Miała siedem sióstr, steraną życiem matkę oraz ojca, który w kółko bankrutował. Wydawało się, że szczytem jej osiągnięć będzie zamążpójście i urodzenie gromadki dzieci. Ona tymczasem zdołała wyrwać się z Polski i zawojować świat.
Ullstein Bild / Getty Images

Urodziła się jako Chaja Rubinstein w Wigilię 1870 roku. A może w Boże Narodzenie 1872 roku albo w 1876 roku? W późniejszych latach uwielbiała żonglować datami, tak by przypadkiem nie zdradzić swojego prawdziwego wieku.

Jej ojciec, Hercel Naftali Rubinstein, prowadził na krakowskim Kazimierzu mały sklepik, w którym sprzedawał szwarc, mydło i powidło, jednak zdecydowanie wolał zanurzać się w lekturze pobożnych ksiąg. Matka Augusta Gitel Silberfeld choć nie mogła ofiarować dzieciom gwiazdki z nieba, dała im coś – jak się później okazało – znacznie cenniejszego. Wpoiła potomstwu podstawowe zasady pielęgnowania urody. To ona też ofiarowała Helenie pierwszy słoiczek kremu do twarzy.

REKLAMA

Nie chciała być posłuszną, żydowską żoną

Najstarsza panna Rubinstein była dla rodziców utrapieniem i błogosławieństwem jednocześnie. Nie miała zamiaru przyjąć oświadczyn żadnego z kandydatów, których narajały jej swatki. Tym bardziej nie chciała młodo wyjść za mąż, rodzić dzieci i stać się kolejną posłuszną, żydowską żoną.

Domena publiczna
Krakowski Kazimierz. Stąd pochodziła Helena Rubinstein. Fotografia z początku XX wieku.

Ta jej buntownicza natura spędzała sen z powiek rodzicom. Jednocześnie niezwykła żyłka do handlu, tęga głowa do interesów i ogromny upór Chaji pozwalały jej nieraz uratować rodzinę od zupełnej ruiny.

Dziewczyna nie miała posagu, ale za to miała własne zdanie w kwestii tego, kogo chce poślubić. Kiedy oznajmiła, że ma to być Stanisław, goj, ojciec wpadł w szał. Żądał, by była posłuszna i wyszła za wskazanego przez rodziców Żyda. Wymyślał i miotał się. Helena w odpowiedzi wyprowadziła się z domu i zadekowała u siostry swojej matki.

Po jakimś czasie od jednej ciotki przeprowadziła się do drugiej– swojej imienniczki Chaji. Ta krewniaczka miała pieniądze, męża ze smykałką do interesów i własnym sklepem, a co najważniejsze mieszkała w Wiedniu.

Nowe horyzonty. Chaja w austriackiej stolicy

W austriackiej stolicy panna Rubinstein szybko uczyła się niemieckiego, pracowała w sklepie u wuja i przede wszystkim szlifowała swoje doskonałe umiejętności sprzedażowe. Gospodarze doceniali ją i, mimo nalegań Augusty Gitel, nie próbowali zmusić jej córki do małżeństwa. Ona tymczasem skrzętnie odkładała pieniądze. Gdy nadarzyła się okazja wyjazdu do kolejnych krewnych matki, tym razem aż do dalekiej Australii, dziewczyna nawet się nie zawahała.

Domena publiczna
Helena Rubinstein na rysunku Paula Césara Helleu.

Dzięki zaoszczędzonym środkom, zrzutce rodziny oraz zaradności matki, która posłała jej także od siebie pewną sumę (i do tego kilkanaście słoiczków nawilżającego kremu do twarzy), Chaja w 1896 roku rozpoczęła nowy etap w życiu.

Rubinsteinówna w drodze na Antypody

Podróżniczka miała tyle zaskórniaków, że mogła pozwolić sobie na to, by na statku płynącym na drugi koniec świata wykupić miejsce w wyższej klasie. Nie traciła czasu. Zawarła tam przydatne znajomości i obserwowała, jak żyją i zachowują się ludzie dobrze sytuowani.

Dla dziewczyny z szarego i brudnego Kazimierza była to prawdziwa szkoła. Niestety gdy dotarła do Australii zderzenie z rzeczywistością okazało się nader bolesne. W Melbourne spędziła zaledwie kilka godzin. Później, zamiast do ludnego i nowoczesnego miasta, trafiła na prowincję, w okolice, gdzie więcej było owiec niż ludzi. Chaja w zamian za wikt i opierunek podjęła pracę w sklepiku brata matki, a jednocześnie musiała znosić nachalne awanse drugiego wuja. Wpadła z deszczu pod rynnę. Jedyne, o czym marzyła, to wyrwanie się z tej sytuacji.

Rodzinny sekret piękna

Od Australijek odróżniał ją nie tylko ciężki akcent, semicka uroda i fakt, że nosiła się z europejska. W przeciwieństwie do ich ogorzałych i zaczerwienionych twarzy ona miała cerę świeżą i jasną. Już wkrótce nowe znajome zaczęły wypytywać o jej sekret. Chaja dostrzegła wtedy swoją szansę. Zwróciła się listownie do matki o kolejne słoiczki kremu, który postanowiła wystawić w sklepie. Ostatecznie poprosiła też o recepturę od znajomego chemika, który wytwarzał kosmetyk, Jakuba Lykuskiego.

Domena publiczna
Pracownice zakładów kosmetycznych Heleny Rubinstein .

Wuj kobiety miał węża w kieszeni, pracując u niego, Chaja nigdy nie zarobiłaby na tyle, by zainwestować w swoje kiełkujące, kosmetyczne marzenie. Zdecydowała się na odważny krok – porzuciła brata matki i zatrudniła się w składzie aptecznym w sąsiednim miasteczku. Tam stary farmaceuta, który nie miał żadnego następcy, przekazywał jej wiedzę o tajnikach mieszania, destylowania i wszystkiego tego, co już wkrótce miało się okazać kluczowe przy produkcji kosmetyków.

Pierwsza mikstura sławnej Rublinsteinowej

Po długim oczekiwaniu matka wreszcie przysłała upragnioną recepturę. Niestety droga pomiędzy zapisanymi na kartce ziołami, korą sosny, sezamem, esencją migdałową, olejem woskiem i innymi składnikami a gotowym kremem, okazała się długa i wyboista.

Chaja próbowała wiele razy i wiele raz ponosiła porażkę, wkładając w swoje eksperymenty każdy grosz. Wszystko było nie tak. Wciąż i wciąż coś jej umykało. Wreszcie ją oświeciło. Odpowiedzią na jej wszystkie problemy z formulacją była… lanolina, czyli wosk pozyskiwany z owczego runa. Czego jak czego, ale owiec w Australii było pod dostatkiem, zatem i składnik okazał się niedrogi.

Mając już właściwą formułę, Helena odnowiła kontakty z wpływowymi kobietami poznanymi na statku płynącym do Australii. Miała nadzieję, że dzięki ich wstawiennictwu uda jej się zdobyć potrzebne koneksje. I rzeczywiście, za pośrednictwem dam z towarzystwa młoda przybyszka z Polski wślizgnęła się do świata elity i arystokracji.

Atrakcja sezonu

Nie miała oczywiście złudzeń. Wiedziała, że nigdy nie zostanie przyjęta do tej sfery na równych prawach. Zaczęła pracować na swoje utrzymanie jako guwernantka i jednocześnie opowiadała o swoim marzeniu. Chciała stworzyć od podstaw własną firmę kosmetyczną.

Filigranowa (miała zaledwie 147 centymetrów wzrostu) Europejka o dziwacznym akcencie była traktowana jak atrakcja sezonu, a jej wizja jak niegroźna kobieca fanaberia. Gdy jej protektorzy wyjechali do Indii i zniknęli z horyzontu, Helena zatrudniła się w dwóch modnych i eleganckich kawiarniach, gdzie pracowała od rana do nocy. Nie tylko tam zarabiała, lecz także poznawała właściwych ludzi.

Ktoś zainteresowany jej wizją zaprojektował logo i opakowanie, ktoś inny opowiedział jej o roli rodzącego się właśnie marketingu. Jeszcze kolejna osoba, uległszy jej charyzmie, pomogła jej zdobyć profesjonalny sprzęt do fabrykacji. Ona sama podjęła niezwykle ważną decyzję.

Domena publiczna
Reklama kremu Valeze, za sprawą którego Helena Rubinstein zawojowała świat.

Wbrew sugestiom znajomych uznała, że swojej tynktury, mimo stosunkowo niskich kosztów wytworzenia, nie może sprzedać tanio. Znała swoje klientki i wiedziała, że oferuje im przede wszystkim marzenie o pięknie, za które będą gotowe zapłacić krocie. Już wkrótce ruszyła produkcja kremu Valaze, opartego na recepturze prostego, acz skutecznego kosmetyku znanego jej z dzieciństwa.

Marzenie o pięknie

Chaja, a teraz już Helena, pierwsze słoiczki sprzedawała sama, bezpośrednio stykając się z klientkami. Nawiązywała też relacje z kolejnymi farmaceutami. Wyniki rosły w postępie geometrycznym, a ona odkładała każdy grosz. Niedługo stać ją było na wynajęcie trzypokojowego mieszkania, do którego się przeniosła i gdzie produkowała swoje kosmetyki. Na tabliczce umieściła nazwę „Helena Rubinstein & Company”. Lada dzień miał usłyszeć o niej cały świat.

Aleksandra Zaprutko-Janicka - historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie związana z telewizją.

Zainteresował Cię ten tekst? Na łamach portalu WielkaHistora.pl przeczytasz również o tym czy Maria Mościcka była najgorszą polską prezydentową.

Materiały prasowe

Zobacz też: Test łyżeczki. Ile kremu do opalania potrzebujesz?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

0
0
0
0
0
0
PODZIEL SIĘ
TWEETNIJ
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze
REKLAMA
REKLAMA
Zamknij